|
*** Ściemniło się. Wiatr wył przeraźliwie, pojawiła się gęsta, mlecznobiała mgła. Widoczność była tragiczna, a na domiar złego zaczął padać deszcz. - O jasny gwint, prawie nic nie widać – zaklęła Ania. Automatycznie przyhamowała i włączyła wycieraczki. - Odwykłem od takiej pogody. W Bagdadzie to słońce jest przekleństwem, ludzie modlą się o deszcz, a ten, jak na złość nie chce padać. Zaparkowali na placu przed domem. Ania wyskoczyła z samochodu. Obeszła go wokoło i otworzyła drzwi. - Anka, co ty robisz? – Major zmierzył kobietę ostrym jak brzytwa spojrzeniem - Nic, nic, spokojnie.- Odpowiedziała z uśmiechem. Chciała pomóc Piotrkowi, ale ten odepchnął ją tylko. Miał siłę, w końcu był żołnierzem. Anna posmutniała, nie spodziewała się takiej reakcji, mimo to jednak wbiegła po schodach i otworzyła drzwi. Z wnętrza domu lała się jasna poświata. Pachniało też pieczenią, ciepłym ciastem i świeżo zmieloną kawą. Mamo, jesteś aniołem. Dziękuję. Kocham Cię;* Wiadomość powędrowała w eter. Sekundę później w torebce zabrzęczał telefon: To drobiazg, córeczko. Bawcie się dobrze. Odpocznijcie. Też Cię kocham, pa. ;* Ania schowała komórkę i zbiegła po schodach, kuląc się pod wpływem zimnych kropel. Piotr siedział jeszcze w samochodzie. Ledwie sięgnął po kule na tylne siedzenie. Teraz patrzył przed siebie obojętnym wzrokiem. - Daj, pomogę ci- usłyszał jak ze źle dostrojonego radia. - Nie, zostaw – warknął. - Ale… - Powiedziałem nie! Nie waż się mnie dotykać, rozumiesz?! W szarych oczach Ani stanęły łzy, ale Piotr tego nie widział. Był wściekły, krzyczał. - Cholera! Powinienem był zginąć w tej pieprzonej bazie! Mam w dupie takie życie! Nienawidzę tych debilnych lasek! Nienawidzę, rozumiesz?!* - Piotrek, chodź do domu, proszę… Błagam cię, nie krzycz, nie na środku ulicy. – Ania rozpłakała się już na dobre. Mówiła cicho, płytko oddychając.- Jeśli… nie… chcesz… nie… będę… ci… pomagać… tylko… na… Boga… chodź… do… domu…
*użyte słowa są niezbędnym elementem dla oddania stanu emovjonalnego bohatera
_________________ W strugach deszczu najdziwniejsze jest to, że gdzieś tam skryły się łzy, rozpłynęły marzenia...
|