Witaj na Ogólnopolskim Forum Osób Niepełnosprawnych. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować

Opowiadanie

piszesz wiersze, a może opowiadania? Świetnie, zostaw je tutaj :)

Moderatorzy: tymotka, Junior Admin

Avatar użytkownika
User

adamczytacz

Ranga

Dobry duch

Dobry duch
Posty

80

Dołączył(a)

19 maja 2017, 17:41

Imię

adam

Opowiadanie

Postprzez adamczytacz » 4 paź 2017, 21:00

PANIE M., CZEKA PANA SERIA ZASTRYKÓW


To opowieść o człowieku, który przechodząc pewnego dnia wzdłuż muru, zauważył w nim drzwi. Przez dwadzieścia lat, czyli od chwili podjęcia pracy, mężczyzna nie zauważał żadnego wyłomu, żadnych pęknięć. A tu nagle - drzwi! Dla wyjaśnienia: przed pierwszym dniem pracy pan M. nigdy nie bywał w dzielnicy, w której znajdował się mur. Mieszkał bowiem na drugim krańcu miasta. Ale tego dnia, 21 listopada 2012, w ogrodzeniu z cegieł pojawiły się drzwi czyli - w tym wypadku - przejście w nieznane. W nieznane, gdy stoi się nieruchomo. Bohater, którego nazwiemy panem M., wpatruje się w klamkę ...

W tym momencie pojawiają się napisy. Tytuł, kto jest pomysłodawcą, scenarzystą i reżyserem. Gdy napisy znikają, drzwi otwierają się. Raczej same, bez udziału sił ludzkich mięśni.

Pan M. nieśmiało wchodzi. Nie wie czy n a p r a w d ę może wejść. Ale z pewnością zapomina że jest sumiennym urzędnikiem państwowym. Skąd taka nagła zmiana planów? Przyczyna tkwi w krzywiznach drzwi, a może to niebanalna dziurka od klucza sprawiła że człowiek poddał się chwili i porzucił obowiązki? Tak między nami mówiąc jest to opowiadanie, w którym wszystko może się zdarzyć. Wagary urzędnika państwowego również, a nawet przede wszystkim.

( Wytłumaczenie: niebanalna dziurka od klucza w kształcie ludzkiego oka albo kobiecego karku, Inwencja twórcza wskazana)

Ciemne pomieszczenie. Sklep, lada, kilka półek. To na pewno nie Krakowskie Przedmieście i skład Wokulskiego. Jeżeli już jakoweś mamy literackie wycieczki robić, to skierujmy wzrok ku sklepikom dziewcząt z Nowolipek. Mały, banalny, bez mistyki zakupów. Chociaż wszystko możliwe ... Ale pointa daleko. Teraz nie pora na odkrywanie wszystkich kart z talii.

Zza ladą sklepu stoi niski człowieczek. Nie gnom, krasnal; tylko niski, karłowaty człowieczek. Głos bardzo wysoki i jednostajny. Z odrobiną metaliczności. Jakby maszyna mówiła, a nie istota żywa.

Mały Człowieczek ( entuzjastycznie) Witam szanownego pana. W czym mogę pomóc? A tak właściwie - wiem co panu zaoferować.

M ( jakby nie słyszał Małego Człowieczka; rozgląda się po sklepie) Tego sklepu wczoraj nie było, prawda?

Mały Człowieczek ( z żalem) Był otwarty, lecz nie dla szanownego pana ... Było już w tym sklepie paru klientów. Dokładnie dziewięćdziesięciu dziewięciu. Pan jest setny. A termin szybko się zbliża ... Oj, bardzo szybko się zbliża.

M ( ocknął się z zamyślenia) Co, co? Setny klient? Termin się zbliża? Jaki termin?

Mały Człowieczek ( z dumą) Termin Końca.

M ( zdziwiony) Końca czego?

Mały Człoweczek ( ze zdwojonym zdziwieniem) Koniec to Koniec.

M ( zmieniając temat rozmowy) A co pan tu tak w ogóle sprzedaje, w tym sklepie?

Mały Człowieczek ( uśmiechając się) Nadzieję.

M ( ironicznie) Jest pan Świadkiem Jehowy???

Mały Człowieczek ( z godnością) Nie należę do żadnej sekty. Ta Nadzieja, o której mówię, dotyczy Życia. Życia na Ziemi. Tylko musi się pan zgodzić na pewien kompromis.

M ( z niedowierzaniem) Kompromis?

Mały Człowieczek ( zamienia się w lektora ) Według Encyklopedii Powszechnej PWN - kompromis: 1. «porozumienie osiągnięte w wyniku wzajemnych ustępstw», a 2. «odstępstwo od zasad, założeń lub poglądów w imię ważnych celów lub dla praktycznych korzyści»

M ( z irytacją) Wiem co to jest kompromis. Pytam na czym ma on polegać?

Mały Człowieczek ( godnie, ale bardzo kulturalnie) Przepraszam, to nawyk ze szkoły. No tak, od razu powinienem wytłumaczyć. Chodzi o pewne ustępstwo, malutkie, nie przysparzające panu żadnych kłopotów.

M ( już uspokojony) Jakie ustępstwo?

Mały Człowieczek ( ze służalczą przymilnością ) Podejmie się pan pewnego zadania. Zadania, którego do tej pory nikt nie ...

M ( jakby zrozumiał sens słów) A tych dziewięćdziesięciu dzewięciu klientów, o których pan mówił, nie podjęło się tego zadania, czyż tak?

Mały Człowieczek ( westchnął) Tak, właśnie tak ...

Rozmowa toczy się dalej. Mały Człowieczek nadal stoi zza ladą; M chodzi nerwowo po sklepie. Rozważa każde słowo Człowieczka. Na półkach ani towaru, ani kurzu. Co tu się sprzedaje? Człowieczek mówi o Nadziei. Ale czy w sklepie można kupić Nadzieję? Chwilunia, czy ten sklep ma jakikolwiek szyld? M chce to sprawdzić. Kieruje kroki ku wyjściu. Zatrzymuje go głos Małego Człowieczka.

Mały Człowieczek ( ze śmiechem) Sklep nie ma szyldu, panie M.

M odwraca się, podbiega do Człowieczka, nagle zatrzymuje się.

M(dysząc) Dlaczego ... tych ... dziewięćdziesięciu dziewięciu ludzi ... nie podjęło się tej ... pracy??? A co to w ogóle jest za praca?

Mały Człowieczek ( podsuwa M leżak; tylko skąd się wziął?) Proszę odpocząc i posłuchać.

M siada machinalnie na leżaku. Wokół niego pojawia się piasek z wydm, parasol, parawan. Otwiera się dach, pojawia się Niebo Śródziemnomorskie. Szum fal, ludzki śmiech. Mały Człowieczek siedzi na leżaku, podobnym do tego, na którym spoczywa M. Pije ze szklanki ze słomką. M również trzyma szklankę w dłoni. Również ze słomką.

Mały Człowieczek ( nie zważając na zmiany w otoczeniu ) ... to jak mówiłem dziewięćdziesięciu dziewięciu nie podjęło ostatecznie zajęcia, chociaż to oferta bardzo kusząca.

M (w nastroju balowym) Wygrana w LOTTO?

Mały Człowieczek ( ze śmiechem) Lepiej. ( nalewa M coraz częściej, coraz gęściej)

M ( śpiewa "Umówiłem się z nią na dziewiątą") A co może być lepszejsiego od wygranej LOTTO?

Mały Człowieczek ( z coraz większym śmiechem ) Wygrana ŻYCIA.

M ( z udawanym zainteresowaniem) A co to za akronim to ŻYCIE?

Mały Człowieczek ( ciągle dolewając M) To nie akronim, panie M.

M ( ksztusi się) A co?

Mały Człowieczek ( nalewając M ostatnią porcję wódki) Już chyba dosyć, panie M.

M ( zdziwiony) Tak? Dosyć? Czego dosyć?

Mały Człowieczek ( tonem rozkazującym) Marsz do łózka! Ale to już!!! Tylko zanim pójdziesz, człowieku, lulusiu - podpisz ten papierek. ( Podsuwa M jakowyś papierek)

Zaciemnienie. W teatrze by powiedziano: koniec aktu. Tak czy owak rozstajemy się ze sklepem Małego Człowieczka. Na stałe.

Ale zanim to nastąpi słyszymy w ciemności głos Małego Człowieczka.

Głos Małego Człowieczka A teraz zrobimy szczepionkę, hihihi.

M wzdycha jakby z ulgą.

2.
Rozjaśnienie. Mieszkanie M. M leży na łózku. Ma kaca. To widać w jego mimice. Wzorem do naśladowania niech będzie Marek Kondrat w "C.K. Dezerterach". Po dłuższej chwili M wstaje z trudem, idzie do łazienki.

W dalszym ciągu mieszkanie M. Przedpokój? Widać że M próbował się ogolić, umyć. M pije jogurt. Może być owocowy.

Inna część mieszkania. Może kuchnia, może pokój stołowy. Ale bardzo ważny szczegół: widać kalendarz, bardzo wyrażna data: 21 listopada 2012. Minęło parę godzin od pobudki. M dzięki odpowiednim pastylkom już wytrzezwiał. Ubrany, je coś na kształt obiadu. Ale jest to obiad tylko z nazwy.

Sklep spożywczy. M niezbyt pewnym krokiem przechodzi między półkami. W koszyku ma już kefir, bułki i jakąś gazetę.

M na klatce schodowej. Potyka się o schody.

M zachowuje się od początku drugiej cząstki tak jakby nic się nie stało. Jakby nie było sklepu, Małego Człowieczka, dokumentu do podpisu. Z pierwszych zdań scenariusza wynika, iż 21 listopada powinien śpieszyć się do pracy. A tu kac i kefirek. Czyżby istniały dwa równoległe światy w świecie pana M? Jest inna sugestia jeszcze: pamiętacie "Dzień Świstaka"? Tom Hanks przeżywa wielokrotnie ten sam dzień. Nasz bohater, M, doświadcza tego samego dnia dwukrotnie, ale - jak widać, łączy te dni tylko data. Przeżycia są zupełnie inne. Dlaczego? Następna scena to wyjaśni. Parę innych rzeczy też wyjaśnimy.

Ten sam dzień, ale już wieczór.Zostajemy w mieszkaniu M. Ale jednocześnie widzimy Gabinet Małego Człowieczka. Można ekran podzielić na dwie równe połowy.

M siedzi w fotelu, czyta książkę. Wydaje się jakby już nie miał kaca. Jest bardzo spokojny, nawet uśmiecha się.

M rozmawia przez telefon komórkowy.

M ( śmiejąc się) Świetny pomysł z tą bibką. Kac Wawa na Żoliborzu, hłe, hłe, hihihi. ( przez chwilę słucha) Nie, już nie mam. Wziąłem tę pastylkę co mi ją dałeś, i już! po kłopocie, hihihi. Tylko jak ona się nazywa? Co? Nie pamiętasz??? Ech, ty - mały człowieczku od wielkich spraw. ( chwila cisza) No, co ty, nie obrażaj się. To że masz sto czterdzieści osiem centymetrów zwrostu, nie oznacza że ...

Rozmowa toczy się dalej; my jednak przenosimy się do Gabinetu Człowieczka. Gabinet Małego Człowieka to połączenie IKEI z scenografią "Gwiezdnych Wojen". Prostokątne meble w statku kosmicznym lecącym wśród małych planet. Mały Człowieczek łączy się przez televideo.

Mały Człowieczek ( z satysfakcją) Mamy kolejnego, Wasza Jaśność.

Jesteśmy z powrotem w mieszkaniu M. M wciąż rozmawia przez komórkę, z tą samą osobą, jak się wydaje, co przedtem.

M (śmiejąc się bardzo głośno) ... cała firma na kacu, hihihihi. Trzyosobowa firma reklamowa KONTAKT SŁOWNY, hłe, hłe, hłe, na kacu. A jak szefciu się dowie, to się zdenerwuje, nie ma co! No, nie??? Zamiast pracy - huczne przyjęcie!!! Od rana do rana!!! Hłe, hłe, hłe ... ( chwila ciszy) No, oczywiście, że już chwatit'. Szefcio przylatuje z Karaibów. ( krótkie milczenie) Pojutrze ...

Powoli obraz zanika. Wycofujemy się z pokoju M i gabinetu Małego Człowieczka. Zaciemnienie.


3.
Jesteśmy na Planecie X. Czyli na innej niż Ziemia. Mały Człowieczek ubrany w skafander ochronny wysiada z pojazdu przypominającego napowietrzną taksówkę. Zamyka luk, odpycha się od środka transportu, leci bezwładnie parę metrów. Opada powoli, systematycznie. Po chwili stoi pod blokiem, nazywanym w "Seksmisji" Juliusza Machulskiego , blockhausem. Styl IKEI. Mały Człowieczek idzie długimi korytarzami, łącznikami. Dochodzi do drzwi. Drzwi się otwierają. Mówi coś do siebie, jakby przeżywał jakieś wydarzenie.

Mały Człowieczek ( z radością) Udaje się, udaje ... Jeszcze tylko pięciu. Ale Braciom powinno się udać ...


4.

Mały Człowieczek wchodzi do pomieszczenia, które przypomina studio radiowe, tylko nie ma mikrofonów. Są konsolety, małe i duże miksery; laptopy, monitory, głośniki oraz telefon komórkowy.

Mały Człowieczek manipuluje przy uchu. Wygląda to tak jakby chciał palcem wyczyścić małżowinę. Ale wyciąga antenkę. Na jednym z monitorów widzimy pana M.

Mały Człowieczek połączył się z głową M. Tak działa płyn wstrzyknięty M przez Małego Człowieczka.

M leży na łózku. Spi. Nagle wstaje, idzie do łazienki, kąpię się, goli się, i tak dalej i tym podobne. M wykonuje polecenia Małego Człowieczka. Mały Człowieczek mówi suchym, beznamiętnym głosem.


M wychodzi z klatki. Noc. Druga, trzecia godzina. M Wsiada do taksówki, której z pewnością nie zamawiał. Wsiada tylnymi drzwiami. Widzimy jego twarz - zmieniła się. Jest skupiona, bez innych emocji. Zrenice zwężone, martwe. Ręce zaciśnięte, muskuły drgają. M cicho wypowiada jedno słowo.

M ( cicho) Jechać.

Jest to echo wypowiedzi Małego Człowieczka. Od tej chwili M będzie wypowiadać co jakiś czas jedno, krótkie słowo. Tych słów starczy na ułożenie chmury internetowej. Są to przeważnie polecenia w trybie wojskowym, takie jak: otworzyć drzwi, zamknąć luk, wystartować i tego typu. Nie podaje więcej przykładów, aby mimowolnie nie zdradzić pointy. A, zapomniałbym: w taksówce oprócz M, nikogo nie ma. Czytelnik może połączyć ten fakt z doniesieniami o udoskonalaniu jazdy samochodem. Auta elektryczne, pojazdy z automatycznym przekazem informacji, no i ... brak kierowcy właśnie. Wiem,wiem: w 2012 roku człowiek nie wyprodukował takiego samochodu. Ale w niniejszym opowiadaniu opieramy się na wyobrażni Autora i sile twórczej Samej Jaśności. Dzięki nim w tym opowiadaniu wszystko jest mozliwe. Być może również i w innych sprawach Autor niniejszej opowieści wyprzedził rzeczywistość?

W pewnym momencie na "plecach" przedniego fotela otwierają się drzwiczki. Bucha z nich para. To lodówka. Jednocześnie z dolnej części fotela wysuwa się stuczna ręka. Ręka sięga do lodówki; wyciąga strzykawkę. M próbuje zareagować, ale zatrzymuje go pas bezpieczeństwa. Ręka dokonuje zastrzyku.

Od tej chwili M staje się bezwolnym w rękach Małego Człowieka. Do tego momentu nasz bohater, owszem wykonywał rozkazy, ale mógł wyrazać swoje zdanie.

Lodówka się zamyka.

Z innego schowka wysuwa aię karabin maszynowy. M łapie go w locie.

M wysiada z taksówki, staje przed budynkiem, na którym umieszczono tablicę: "Szpital Miejski". W ręku wciąż trzyma karabin. Wchodzi do budynku.

Na jednym z oddziałów odbywa się rzez pacjentów i personelu.

M szybko wybiega ze szpitala.

M wsiada do taksówki. Taksówka zmienia się w helikopter, po kilku machaniach łopatami - samolot zastępuje helikopter, samolot przekształca się w rakietę. Nie wiem czy takie przemiany są możliwe, ale jest to opowiadanie z wyobrażnią. Nawet gdyby owa transformacja nie byłaby mozliwa ze względów technicznych, to dzięki inwencji autora, wszystko jest mozliwe. Oczywiście M znajduje się w kolejnych pojazdach. Też nie wiem jak M wytrzymał wszystkie "przesiadki", ale cóż ... Może w tym miejscu zastosować ... animacje rysunkową? A potem, w następnym ujęciu, oczywiście, powrócimy do filmu aktorskiego. Czy nie przesadziłem? A niech tam, niech tak zostanie. Jutro może coś mi się innego przyśni.

Nagle znajdujemy się w odległym od Ziemi zakątku Galaktyki. Rakieta krąży wokół małej planety. Przez głośnik wbudowany do ucha M słychać głos Małego Człowieczka.

Mały Człowieczek (spokojnie): To Planeta Y. Na Planecie Y. mieszka Sekudnica. Zagraża Ziemi. Pewno słyszałeś. Jak to wy mówicie? Trąbiono we wszystkich mediach o tej Sekudnicy. I o jej siostrze, Zołzie. Nawet u Ewy Drzyzgi była taka audycja. A ty TVN uwielbiasz ...
M ( również cicho): nie uwierzyłem ... Myślałem że to zabawa.
Mały Człowieczek ( westchnął) Jak wielu innych. Tylko teraz nie czas na wspominki. Czas na wojnę!
M( jeszcze ciszej) Co mam robić???
Mały Człowieczek ( trochę współczująco, ale bardziej rozkazująco) Rozkazy wydam za chwilę ...
M( bezgłośnie, jakby ze strachem) Czemu za chwi ... ( kuli się w czwornasób) Przepraszam ...
Mały Człowieczek ( ze śmiechem) Bo tak! Ja tu rządzę! Ja tu rzą - dzę!!! Najpierw dam Ci zastrzyk. No, co się tak patrzysz. Potrzebne są TRZY zastrzyki, aby WSZYSTKO zadziałało prawidłowo. Przecież jak szczepiłeś się na tężec, to ile było prób? Trzy! A i w tym wypadku trzeba było dać trzy razy w żyłę!
M( próbuje normalnie mówić, ale głos ma "zachrypnięty") Na co jestem chory?
Mały Człowieczek ( ze śmiechem) Ty głupi, głupi. Nie jesteś chory, tylko przed Tobą walka. A szczepionki tak na wszelki wypadek. Żeby gronkowce i inne zarazy nie dokuczały ... A teraz słuchaj ...

Mały Człowieczek nie powiedział M prawdy. Zastrzyki nie były potrzebne aby zabić "inne zarazy"- jak powiedział Mały Człowieczek, ale - jak juz pewno Czytelnik się domyśla - aby zniewolić. Kogo - wiadomo.

6.
A teraz autor opowiadania wyjawi Czytelnikowi strategię myślenia Małego Człowieczka. Oto u wyżej wspomniana Ewa Drzyzga gościła w swoim programie ludzi, którzy twierdzili że mają kontakt z Matką Ziemi, zwaną również Kobietą - Płetwą, na Ziemi mającą przydomek Sekudnica. Jest to następne wcielenie Znanego Aktora Polskiego. Wszyscy słyszeliśmy o reinkarnacji. Za wszystkim stał Mały Człowieczek, Koordynator Spraw Zewnętrznych. Zbudowano specjalnie dla Aktora planetę. Nazwano ją Planetą Maski Aktorskiej. Oczywiście po reinkarnacji nie był już sobą, jeżeli można tak powiedzieć. Został Kobietą-Płetwą. Szczerze mówiąc nowe ciało Aktora nic nie miało wspólnego z żadną Jego ziemską rolą. Ani z życiem osobistym. Kobieta - Płetwa ma siostrę, Kobietę - Piłę, również Aktora przed przemianą. Obecna postać byłego Aktora jest owocem reinkarnacji. Brak odniesień do ziemskiego życia.

Wszechświat w 2012 roku wyglądał w następujący sposób: Planeta Lema, zwana również Ziemią, podlega pod kuratelę Planety Jasności. Kiedy powstała Planeta Jaśności tego nikt nie pamięta. Planeta Jaśności jest Matką Planet-Matek. Mieszkańcami Planety Jaśności są androidzi stworzeni przez Jasność Niepowtarzalną. Androidom przez tysiące lat nudziło się samemu we wszechświecie. Toteż wymyślono program, dzięki któremu w kosmosie zaistniało wiele, wiele planet. Planety-Matki powstają samoistnie. A dokładniej pojawiają się tuż po śmierci wodzów, pisarzy, aktorów, i innych celebrytów. Jak się pewno czytelnik domyśla że zamieszkują Planety - Matki owi zmarli celebryci. Już po tranaformacji. Obok Planet - Matek utworzono Planety 1000 plus minus. To znaczy Planety, na których mogło zamieszkać plus minus 1000 osobników. To byli nie - celebryci, zwykli, szarzy przechodnie, którym zabrakło szczęścia, gdy przechodzili przez pasy. Planet 1000 plus było nieskończenie wiele.

Utworzono oddzielne sekcje dla każdego ziemskiego państwa. Każda sekcja miała swoje kłopoty, a jakie miała kłopoty sekcja Polska, staram się w tej historii opowiedzieć.

Nie było konfliktów w żadnej sekcji narodowościowej. Wojny ustały wraz z końcem II Wojny Światowej. Przypomnijmy odpowiedni zapis z Konstytucji "Naród Planety Jaśności, dążąc szczerze do międzyplanetarnego pokoju, opartego na sprawiedliwości i ładzie, wyrzeka się na zawsze wojny,jako suwerennego prawa narodu, jak również użycia lub groźby użycia siły jako środka rozwiązywania sporów międzynarodowych. Dla osiągnięcia celu określonego w poprzednim ustępie, nie będą, nigdy utrzymywane lądowe, morskie i powietrzne siły zbrojne, ani inne środki mogące służyć wojnie. Nie uznaje się prawa państwa do prowadzenia wojny". Oczywiście, jak zwykle u ludzi, były kłopoty z władzami niektórych państw. Lecz odpowiednia opieka Jaśności zrobiła swoje. Na czym polegała owa opieka? Utworzono odpowiedni program polegający na ... serii zastrzyków. Jaśność stworzyła płyn pacyfistyczny. Gdyby jakikolwiek dziennikarz, na przykład X.Y. z TVN24, chciałby zebrać informacje o tym płynie, nie uzyskałby żadnego oświadczenia. Tajemnica poufała, proszę państwa. Tak, bardzo to nawet humanitalne, aby nie było wojen na Ziemi; lecz z drugiej strony obezwładniano ( mówmy prawdę!) takiego pana M. i kazano mu strzelać do Boga ducha winnych ludzi na oddziale geriatrycznym. Po czym ciała owych "geriatryków" przesyłano na którąś z Planet 1000 plus, aby odbyła się reinkarnacja. Czemu Planeta Jaśności chroni Ziemian przed wojnami, a jednocześnie zniewala ludzi takich jak M., po to, żeby mieć ciała do reinkarnacji?

Oto Kobieta - Płetwa i Kobieta - Piła zbuntowały się. Podpisały umowę ponad głową Planety Jaśności. Właściwie był to pakt wojenny. Miały zaatakować Ziemię. A dokładniej Polskę. Jeśli ktoś wie czemu, niech napisze do TVN. Bo ja głowię się i głowię. Tak czy siak nawiązały kontakt z wybranymi ludzmi w Warszawie, Krakowie, Lublinie czy Radomiu. Wspomniana przez Małego Człowieczka Ewa Drzyzga zaprosiła owych ludzi do swojego programu. Kobieta - Płetwa i Kobieta - Piła miały zabrać wybranych Ziemian na swoje planety, a reszta ludzi ma zginąc w czasie Wielkiej Apokalipsy. To ci ludzie pojawili się u Ewy Drzyzgi, wsród nich i pan M.
Jaśność oczywiście dowiedziała się o surbodynacji obu "pań". Bardzo szybko zareagowała. Mały Człowieczek został Koordynatorem Spraw Zewnętrznych. Zbudowano plan strategiczny. Na Ziemię wysłano kilkusetną armię androidów. Wsród nich był sam Mały Człowieczek. Jak rekrutowano Ziemian - napisałem na przykładzie pana M. Oczywiście informacje o dziewięćdziesięciu dziewięciu, którzy nie podjęli zadania ( o czym mówiłem na początku opowieści) to bujda, fantazja. Aby pana M. oszołomić, aby pan M. zdecydował się. Co z tego wynikło, już Czytelnik wie.


7.
Ale nie do końca. Czytelnik nie wie w jakim celu rekrutowano Ziemian. Nie powiedziałem najważniejszego. Jaśność miała jedną paszkudną wadę. Lubiła pomnażać swoje terytoria. Umysłami androidów. Ich energią. Ich strategią. Planety powstawały z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Ale planeta bez choćby jednego mieszkańca, to jak Ziemianin - mężczyzna bez zarostu. Tak pomyślała Jasność. A zatem trzeba rekrutować Ziemian do zadań specjalnych. Aby powstała wspólnota przyszłych androidów. Bo zrekrutowani Ziemianie po wykonaniu zadań mają zostać posadzeni na wytworzonych przez Jaśność planetach, bez powrotu na Ziemię. Zadania Ziemianie mieli podobne, chociaż urozmicone. Przypomnijmy standard planety: 1000 plus. Możliwości było dużo. A to ( jak w przykładzie pana M.) strzelanina w szpitalu, a to Anders Behring Breivik, a to organizacje terrorystyczne. Tak zaludniano planety dla Jaśności.

A gdy wyszła sprawa Kobiety - Płetwy i Kobiety - Piły, Jaśność pomyślała, że można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Usunąć "panie" rękoma przyszłych androidów. Zaraz opowiem na jaki - szatański powiedzmy - pomysł wpadła Jaśność. Otóż "zaproszono" wszystkich rekrutów do czegoś, co można by nazwać castingiem. Uczestnikom zadano tylko jedno pytanie. Wyniki ogłoszono niezwłocznie. Wygrał ... pan M., oczytany człowiek. Wiedział co nie co o Kobietach Płetwie i Pile jeszcze przed reinkarnacją. A jak dowiedli naukowcy z Jaśności przemiana odbyta na Planecie Y. zostawiała jakiś ślad po poprzednim wcieleniu. Tym śladem - według naukowców - ma być niespełnione marzenie z poprzedniego wcielenia. A jak M. pamięta największym marzeniem obu Aktorów było zagranie shogunów u Akiro Kurosawy. Z przyczyn obiektywnych i subiektywnych marzenie zostało tylko marzeniem. Ale teraz można "paniom" przypomnieć owo marzenie. I ... - ale o tym cicho sza!

Po dwóch dniach przygotowań, wysłano do obu "pań" wygadanego androida, który wmówił im, że Jasność przygotowuje kampanię reklamową. Temat: remake serialu "Shogun". Reklama nagrana w sekcji polskiej będzie podarunkiem dla sekcji japońskiej. Obie "panie" jakby zapomniały o wojnie z Polską. Niestety, to typowe dla Polaków, zwłaszcza po reinkarnacji. Napisałem "niestety" jako rodak "pań", ale powinienem cieszyć się jednocześnie. Jako Autor opowiadania, oczywiście. Taka niestałość w podejmowaniu decyzji pozwala w kontynuowaniu akcji w odpowiednim kierunku.

Panie zgodziły się. Atak na Polskę odłożyły. Jakby to była zabawa. A poza tym kobiety zrozumiały, że Jaśność się domyśla ...

Zbudowano odpowiednią scenografię. Uszyto kostiumy. Napisano scenariusz. Przewidywał on scenę harakiri. W kulminacyjnym momencie reklamy obie kobiety ( oczywiście odpowiednio ucharakteryzowane) miały popełnić samobójstwo. W czasie prób imitowały odpowiednie ruchy mieczem. W czasie realizacji kobiety miały otrzymać miecze z chowaną głownią. Tuż przed nagrywaniem owej sceny ktoś zamienił miecze. Na prawdziwe ...

6
Jesteśmy jednocześnie w trzech miejscach na Ziemi. Najpierw U.S.A., potem w Rosji, następnie w Polsce. Widzimy prywatne mieszkania, telewizory włączone na stacje informacyjne. Ten sam przekaz, podobne podniecenie reporterów, tożsame zdjęcia. Oglądający wiadomości podnieceni tak jak reporterzy. Głośno komentujący aktualne wydarzenie.

Kanały telewizyjne pokazują meteor czelabiński. Jest 15 lutego 2013.

Bardzo duże straty spowodował meteor; nic jednak dziwnego. Jaśność wyrzuciła ciała dwóch aktorów. Kopniakiem.

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Powered by phpBB ® | phpBB3 Style by KomiDesign
cron