Witamy na Ogólnopolskim Forum Osób Niepełnosprawnych. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
 

Autor Wiadomość
PostNapisane: 29 lip 2009, 12:46 
Offline
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 mar 2009, 19:40
Posty: 109
-Pozwoli pani?
Rzeczywiście, Marta miała kłopot. Torba upadła na chodnik, z torby wyleciały ziemniaki. Czy to czerwcowe słońce, czy nierówny chodnik – nieważne, ważne, że głos był miły – Marta kiwnęła głową – pozwala sobie pomóc. Mężczyzna szybkimi ruchami pozbierał warzywa, włożył do torby zaproponował:
-Odprowadzę panią … Gdzie pani mieszka?
Odpowiedziała filuteryjnie:
-W Warszawie, ma pan tyle czasu i tyle siły?
Mężczyzna nie ukrywał zdziwienia:
-To w Warszawie nie ma ziemniaków?
Marta roześmiała się:
-Są, są … Mieszkam w Warszawie, a tu pomieszkuję – już pan rozumie?
Pan już rozumiał. Miał śliczny uśmiech i był zajefajnie przystojny. Bardzo wysoki ( 180 czy 190?, brunet, wysportowany – no, taki siatkarz lub koszykarz.
-Rozumiem – powtórzył – Pani tu pomieszkuje.

Tu – w Kozienicach miała ciocię, przyjechała na kilka tygodni, zrobiła sobie wolne, w maju czy w lipcu – jej jest wszystko jedno, byle odetchnąć – a teraz ma zamiar zrobić obiad, niestety tylko drugie danie, ziemniaczki z kurczakiem, kurczak już domu …
Pan westchnął:
-Ja lubię zupy.
Marta nie wydała się zdziwiona:
-Każdy mężczyzna lubi.
Pan jakby nie słyszał:
-Trudno – bez zupy.
Marta śmiała się:
-Z ciocią jest to uzgodnione.
Pan był ciekawski:
-A z mężem uzgodnione?
Marta szybko odpowiedziała:
-Męża nie ma, rozumie pan? …
Pan skłonił się:
-Przepraszam, przepraszam.
Marta westchnęła:
-Już dobrze …

Na drzwiach była tabliczka:W. Majda – dentystka.
-To ciocia – wyjaśniła Marta.
Mężczyzna postawił siatkę przy drzwiach, ukłonił się szarmancko – i przedstawił się:
-Zenon Podwała – gapa na gapy ….
Marta zaśmiała się:
-Marta Pęgowska – wybaczająca gapie nad gapami.
Zenon zauważył:
-Znów pani się śmieje. Przez chwilę wydawało mi się …
Przerwała łagodnym głosem:
-Tylko wydawało się … - nawet zrobiła gest jakby chciała go pogłaskać po dłoni.
Drzwi z tabliczką otworzyły się. Ziemniaczana randka skończyła się, nastąpiła oficjalna wizyta z herbatką i z ciasteczkami. Marta odłożyła skrobanie ziemniaków na później, przecież ten pan jest bardzo taki miły i taki cudny! No cóż – ciocia, ach ta ciocia – zaczęła wywlekać „sekrety” Marty z dzieciństwa, takie tam, teraz śmieszne i nieważne szczegóły z życia nastolatki, ale uwagi tego pana były naprawdę gustowne i „pod publiczkę”, tak, żeby zadowolić ciocię-dentystkę, a nie urazić Marty.
Zmieniono temat. Tym razem ciocia pytała o pana – gdzie mieszka, czy podobają się Kozienice, czy zwiedza okolice?
Pan mieszka w Warszawie – i jak Mógł nie zauważyć w tłumie tak miłej pani, jak Marta, Kozienice podobają się, tym bardziej, ze mieszka w nich tak elegancka pani jak ciocia Marty, zwiedza okolice – tyle, że samotnie …
Marta wypaliła:
-Jutro jest w Sieciechowie impreza … Będzie pan?
-Do Sieciechowa – nie tak daleko – brzmiała odpowiedz.


Sieciechów to mała osada z kilkuwiekowymi tradycjami – tego dnia z okazji jakieś-tam rocznicy włodarze osady zorganizowali festyn. Oczywiście festyn był tylko pretekstem.
Marta dawno nie „wychodziła” ze swoim towarzystwem, kilka miesięcy, tak jakoś się złożyło – sprawy osobiste, tak powiedzmy – Marta to rozumiała, ale przecież kiedyś musi to się skończyć – a tu przyszło zbawienie w osobie Zenona Podawały. Taki miły, taki grzeczny – i te oczy … Chyba niebieskie?
Z tyłu boiska szkolnego ustawiono scenę i kilkanaście długich stołów. Na scenie produkował się zespół z sąsiedniej gminy, Zenon miał na ten temat coś do powiedzenia:
-Nawet, nawet …
Marta zapytała:
-Co – ładne panienki?
Zenon dziwnie się spojrzał na nią:
-Ja mówię o śpiewie, nie o urodzie …
Marta kiwnęła głową:
-Rozumiem.
Ona nie mogła narzekać na urodę – długie, na ramiona opadające włosy, szczupła jak ta osa, zielonkawe oczy – i jeszcze coś – 35 lat, w jej wieku dopiero zaczyna się życie.
Zenon nie przerywał żartów:
-Fajno tańcujo.
Marta popatrzyła na towarzysza z ukosa:
-A jak tańcujo! Ho, ho, ho …
Zenon nie był gorszy i odpowiedział bez namysłu:
-Nie trzeba zamykać oczu …
Po zespole ludowym były przemówienia i toasty na cześć miasta – któraś-tam rocznica zobowiązuje.
Zenon zaproponował:
- Pani Marto – tu niedaleko jest jezioro … Może byśmy …
Marta udała zdziwioną:
-Skąd pan wie, że nie lubię przemówień?
Zenon odpowiedział, tak szybko, jakby odpowiedz miał już gotową:
-Ja myślę, że pani w o l i spacer.

To była miła rozmowa.
Zenon nie zadawał zbędnych pytań, intymnych i dociekliwych. Tematu męża, którego miało nie być nie dotykał, o sobie mało mówił – ale nie był nieśmiały, kobieta wyczuje to na odległość – nie, Zenon był dobrze wychowany, taktowny – kobietę przepuszczał przed siebie, sam pozostając cieniem dla towarzyski.
Towarzyska była zachwycona. Dawno już żaden mężczyzna nie rozmawiał z nią w ten sposób. Bardzo dawno! W pomaturalnych techniku był ktoś … Niebieskooki, Jedyny, Kochany … I on potrafił … Dawno temu! Bardzo dawno!!

W pewnym momencie zaproponowała:
-Może wrócimy?
Zenon zdziwił się:
-Jeszcze wcześnie …
Marta sprecyzowała:
-Przed scenę – ciocia będzie wypytywać o szczegóły.
Zenon od razu połapał się w sytuacji:
-Pani ciocia była tak miła dla mnie, że mógłbym obejrzeć nawet horror pod tytułem Skok z wysokości wanny.
Marta śmiała się, śmiała się, śmiała ….

Pożegnali się koło północy. I tym razem Zenon był elegancki:
-Mam nadzieję, że ciocia nie będzie zła?
Marta puściła do niego oko:
-Ja znam pewną tajemnicę..
Zenon zapytał:
-Jaka to tajemnica?
-Ciocia jest trochę przygłucha …
Zenon zdziwił się:
-Ciocia-dentystka jest przygłucha?
Marta wyjaśniła:
-Ciocia jest przygłucha od 22 do 6 rano.
Zenon nie wytrzymał:
-Ciocia ma na drugie Cisza Nocna?
Marta śmiejąc się podpowiedziała:
-Panie Zenonie, teraz pan trochę ….
Zenon miał nadzieję:
-Ale tylko trochę …

Zanim Marta zamknęła drzwi, Zenon zaproponował:
-Może się spotkamy pojutrze – już bez festynu?
-Pojutrze nie mogę ….
-Oooo …
-Mam ważną sprawę.
Zenon był przygotowany na taką ewentualność:
-Proszę – oto moja wizytówka …. Niech pani zadzwoni, kiedy się zdecyduje …

Marta miała rację – ciocia- dentystka o nic nie pytała. Zamknęła się w swoim pokoju – i chyba czytała, bo świeciła się lampka – Marta prześlizgnęła się do swojego pokoju, rozebrała się – i po szybkim prysznicu – przytuliła się do poduszki.

W pomaturalnym technikum był ktoś … Niebieskooki – Jedyny. A ten Zenon przypominał Jedynego- też miał takie oczy – niebieskie z czarną oprawą brwi.
Zginął ten Jedyny-Niebieskooki, jeden z wielu wypadków, jechał do niej, może z pierścionkiem zaręczynowym? – Chciała w to wierzyć.
Trzy lata po wypadku napatoczył się taki jeden, Marta nie chciała go nazwać mężem, choć był ślub, było wesele. Dlaczego dla Marty nie był mężem? Był za oszustem, hazardzistą – oto jest odpowiedz dlaczego Marta nie chciała przyznać się do porażki, bo ten facet to jej porażka. Nie pamiętała gdzie go poznała – jedyne co pamięta to, że jedyną rzeczą., którą jej zaimponował to seks.
Przez pierwsze pół roku kochali się namiętnie, bez wytchnienia, bez żadnego znieczulenia. Marta czuła się jakby chodziła pięć centymetrów nad ziemią, nic nie widziała, nic nie przeczuwała.
Mąż-nie mąż nagle(?) wpadł – koleżkowie i karty, ruletka i koleżkowie, Marta spadła na ziemię z wielkim hukiem, choć to tylko pięć centymetrów uniesienia, mąż przestał się przejmować Martą, domem, dzięki Bogu nie mieli dzieci.
Kupiła mu samodzielne mieszkanie – właścicielka agencji reklamowej miała pieniądze, Marcie nie chodziło o to – Marta potrzebowała męża.
Nie szukała romansów podczas separacji, romanse nie szukały Marty. Ten upadek był zbyt dotkliwy – Marta była zmęczona. Separacja jednak trwała już kolejne dwa lata. Zmęczenie opadło, Marta nie narzekała, ale może czas coś zmienić?
Zenon Podwała i jego niebieskie oczy … Przypomniał Marcie Jedynego … Niebieskie oczy w czarnej oprawie …

Marta siedziała przy stole i jadła śniadanie.
Ciocia jeszcze spała, no tak – dziś nie ma pacjentów, może sobie pozwolić na dłuższe spanie. Marta nie mogła, a raczej nie chciała spać. Myśli były zbyt gorące, zbyt namiętne aby móc spokojnie spać. Myśli dotyczyły Zenona, jego oczu, ale przecież także oczu Jedynego. Jak tak naprawdę miał na imię ten jej Jedyny? Marta zastygła w oczekiwaniu, ale żadne imię nie przychodziło jej do głowy. Zapomniała? Dla niej był Jedynym …
-Dziecko – co masz takie iskry w oczach?
Marta odpowiedziała krótko:
-Zenon ..
Ciotka usiadła ciężko na krześle:
-Ach, ten nowy znajomy … - mruknęła ciotka i szybko dodała – uważaj, dziecko, uważaj.
Marta zapytała:
-Na co?
Ciotka smarowała chleb:
-On jest zbyt elegancki. Wtedy kiedy mówił o Warszawie porównując Kozienice był taki elegancki.
Marta już wiedziała – ten jej mąż-nie mąż taki był – elegancki, naskakujący, a potem – bańka mydlana, prysło, wódzia i koleżkowie – ale miała argument za Zenonem:
-Tamten nie miał niebieskich oczu.
Naiwne myślenie? Może, ale Marta chciała wierzyć, że mężczyźni o niebieskich oczach są tacy jak jej Jedyny – a jaki był Jedyny? – cichy, pokorny, żaden bawidamek, ani ochlapus sięgający po kieliszek. Codziennie kwiaty, bardzo często drobiazg.
Ciotka smarowała drugą kromę chleba:
- Oj, Martuś … Martuś …
To był koniec rozmowy.

Ciotka miała rację: nie oczy, tylko zupełnie inne cechy ważą na losie człowieka. Marta była jednak uparta – może trochę zepsuta awansami Jedynego, a przy tym powtórzmy – naiwna.
Kapryśna? Tak, oczywiście – po oczach Jedynego Każda byłaby kapryśna, prawda?
Marta po dziesięciu minutach zadumy odłożyła na bok temat Zenona – zajęła się zupełnie inną sprawą.
Kupiła mężowi nie mężowi mieszkanie, ale także za nie płaciła – jeszcze raz naiwność? – jeśli tak – ją stać na ten gest, ma pieniądze i koniec rozmowy – O jej szlachetności nie wiedziała nawet ciotka. Nikt nie wiedział.

Przy kolacji powiedziała:
-Jutro jadę do Warszawy, ciociu. Na zakupy.
Ciotka kiwnęła głową i coś tam mruknęła, był to znak dla Marty – jestem obrażona, ale słyszę i rozumiem – jedz do tej Warszawy, na te zakupy.

Zaparkowała na jednym z osiedli warszawskich.
Stolica przywitała Martę pochmurnym niebem, jeszcze nie padało, Marta na wszelki wypadek wzięła pod pachę parasol. Do domu miała parę kroków, ale chmury były naprawdę ciężkie, przezorny zawsze ubezpieczony.
Przy klatce schodowej nie złapał Martę deszcz, a pan Tomasz z piątego piętra.
-Dawno panią nie widziałem.
Marta zaśmiała się:
-Proszę kupić mi psa, będziemy częściej się spotykać.
Pan Tomasz ukłonił się.
-Wszystko, dla pani wszystko.
Marta nadal szczerzyła zęby:
-Oj, panie Tomaszu, wszystko? …
To prawda – pan Tomasz miał psa, takiego kudłacza, Marta zapomniała rasy, o przedziwnych imieniu Trafik. Podobno „trafił się” panu Tomaszowi jak owies ślepej kurze. Poza tym pan Tomasz bardzo lubił Martę, flirtował z nią gdzie popadnie – na stacji benzynowej, w sklepie, czy na ścieżkach osiedlowych.
Pan Tomasz otworzył drzwi windy:
-Na długo pani przyjechała do Warszawy?
-Na kilka godzin.
-I dlatego nie ma słońca nad nami-skonstatował pan Tomasz.
Kiedy wysiadł, Marta pomyślała o Zenonie i ciotce. Czy rzeczywiście nowy znajomy był „zbyt” uprzejmy, „zbyt” wykwitny? Marta nie przeceniała słów ciotki, niech się dzieje na razie to co ma się dziać, zobaczymy. To było przecież ich pierwsze spotkanie, i może ten pan Zenon chciał wywrzeć na nieznajomych kobietach dobre wrażenie? Może następnym razem będzie już „normalny”, będzie już normalny?
Marta wysiadła z windy. Jej dziesiąte piętro. Koniec towarzyskich wynurzeń, czas na obowiązki.
Rachunki, rachunki, rachunki.

O czternastej wyszła z poczty, miała już poza sobą opłatę mieszkań. Niebo rozchmurzyło się, chyba padało, gdy była zajęta wypełnianiem rachunków, kałuże nie były zbyt duże, Marta poczuła świeższy powiew, a w tym powiewie wyczuła zapach pączków i kebabu.


Jak on wygląda? Czy pije? A może ma kogoś? Marta nigdy nie widziała w czasie separacji męża-nie-męża, a przecież był przystojny, nie można powiedzieć …
Nie chciała go jednak widywać, dlatego też kupiła mu to mieszkanie na drugim końcu miasta, po drugiej stronie Wisły.
Marta ugryzła kawałek pączka, popija herbatą.
Przystojniak – rzeczywiście, tak jak mówiła ciotka – nie miał niebieskich oczu, ale za to miał coś innego – coś ekstra, coś takiego, że na chwila zapomniała o Jedynym. To był tatuaż w intymnym miejscu. Abyś znalazła drogę do mojego smoka, tak powiedział w pierwszą noc, która bynajmniej nie była nocą poślubną. Marta polubiła ten tatuaż – jakby ręka sięgająca po zdobycz, jakby szczypce, które trzymają ogon „smoka”. Marta uśmiechnęła się – to przez tego smoka, przez ten tatuaż ich seks był taki perwersyjny, taki nieokiełznany. Oj, uważaj Martuś – skarciła siebie – za dużo myślisz o mężu-nie-mężu. No, tak dziś dzień rachunków, może dlatego.
Jedyny był zupełnie innym człowiekiem, cichym, nawet trochę wstydliwym. Bardzo grzecznym. Tu Marta też się uśmiechnęła – Jedyny poprosił o to, aby Marta zdjęła staniczek i tylko staniczek. Na resztę poczekam do ślubu. Tak powiedział i Marta czekała … na jego z wakacji, żeby wreszcie dał jej ten upragniony pierścionek zaręczynowy. Ach, ten wypadek – te niebieskie oczy – Jedyny!
Marta połknęła łzy. Co dziś jest – dzień wspomnień? Marta westchnęła – czy zawsze tak się zachowywała w dzień opłat? Oczywiście – nie! No, tak, ale jeszcze tydzień temu nie znała pana Zenona.
Tak – to pan Zenon był przyczyną tych rozważań, tych wspomnień, tych wynurzeń. Jego niebieskie oczy. Dobra – Marta ma świra na punkcie tego koloru, ale pamiętała jak ten jej Umiłowany, ten Jedyny patrzył, kiedy prosił – zdejmij bluzkę, a potem staniczek. Chciałbym trochę pobawić się ….
Marta dopiła herbatę, wytarła usta z okruchów pączka. Wstała i wyszła z cukierni. Nie mogła tam wysiedzieć, musiała wyjść.
Gdzie szła? Znała te uliczki, wąskie, kręte uliczki jej dzieciństwa, zazielenione i przytulne cieniem. Marta jednak tego nie widziała, nie odczuwała tego. W głowie miała mętlik, tysiące słów, miliony myśli. Zenon, mąż-nie-mąż, Jedyny, a to miał być dzień rachunków, psiakość!!!
Marta doszła do parku, ulubionego terenu młodzieńczych pocałunków, pierwszych miłostek.
O, tu stała ławka, na której pokazała takiemu Pawłowi kolano. Co to było za bicie serca!!! Do tej pory to wspomina z kropelkami potu na karku.
Ale już jest pętla autobusowa, sklep, i tuż obok szkoła, Jej szkoła. Wychowawczyni kiedyś powiedziała Marcie …
-Proszę panią, autobus jedzie! – głos był na tyle przenikliwy, że obudził Martę ze wspomnień, ale rzeczywiście autobus chciał wyjechać z pętli, a Marta stała na środku jezdni i kierowca nie miał żadnego ruchu. Marta kiwnięciem głowy podziękowała starszej pani za pomoc, weszła na wysepkę i ….
W autobusie, który stał jeszcze na pętli zobaczyła męża-nie-męża, siedział za kierownicą. Nie patrzył w stronę drzwi, w stronę pasażerów, wgapiał się w przednią szybę. Marta mimowolnie odwróciła się w tamtą stronę. Zobaczyła mur otaczający jednorodzinne domki co-bogatszych Warszawiaków. Kontemplacja? Nicniemyślenie? Mąż-nie-mąż miał kłopot?
Marta szybko odeszła z pola widzenia męża-nie-męża. Znów znalazła się na wąskich uliczkach znanych z dzieciństwa.
Pracował! Były mąż pracował!! Był kierowcą MZA!!! Przez te dwa lata małżeństwa przecież pracował jako kierowca taksówki, właściwie pracował przez całe małżeństwo, ale Marta rzadko widywała pieniądze, a zresztą nie o pieniądze jej chodziło, tych miała w bród, jej chodziło o mena, faceta, właściciela silnych ramion. A ten co robił? Szedł spać po nocy z ruletką w roli głównej. Żadnego seksu, żadnych pieszczot. Ale dlaczego teraz pracuje jako kierowca MZA? Najwidoczniej zrobił długi w taksówkach i go wywalili. Ciekawe jak długo? …
Marta nagle przystanęła. Dziękuj kobieto, że poznałaś tego Zenona, gdyby nie to przypadkowe zdarzenie-zderzenie, tobyś nigdy nie dowiedziała się, że twój były ma pracę!
Nie byłoby wspomnień, nie byłoby tego nagłego spaceru, nie byłoby pętli autobusowej.
Zenon o niebieskich oczach … Niebieskie oczy ….


-Dzień dobry, mówi Marta Pęgowska … Ta znajoma z Sieciechowa …
Zenon nie miał wątpliwości:
- Miła pani od ziemniaków …
-No, tak … - Marcie mocno biło serce i nie było jej do śmiechu.– Chciał się pan ze mną spotkać …
-Pani odmówiła – przypomniał Zenon, głos miał łagodny ale wyczuwała w nim ciekawość.
-No, tak – powiedziała Marta trochę zniecierpliwiona. - No, to chce pan się ze mną spotkać, czy nie?
-Pani Marto – a gdzie pani jest? – spytał Zenon – bo jeśli w Kozienicach …
Oczywiście – zapomniała z tego wszystkiego, że spotkali się w mieście ciotki-dentystki, a przecież Zenon mieszka w Warszawie!
-Przyjechałam do Warszawy – powiedziała skruszonym głosem, jakby coś przeskrobała.
-Ale ja … - Zenon przez chwilę milczał – ja tak ułożyłem dzień, że … dopiero … wieczorem mogę …
-Wystarczy – wyrwało się Marcie.
-Co – wystarczy? – zainteresował się Zenon.
-Nic, nic … - zmieniła temat – To o której? I gdzie?
- /jest taka kafejka na Gałczyńskiego … Możemy się umówić na, powiedzmy, na ósmą?….
Marta odłożyła słuchawkę z uczuciem ulgi. Typowa kobieta, mógł pomyśleć Zenon. Mówi, że nie ma czasu, a jednak dzwoni, no, tak, ale przecież wszystko się skomplikowało, skąd mogła wiedzieć, że spotka byłego męża? Tak – trzeba coś postanowić … Jedno wiedziała – dość! To był ostatni rachunek, który zapłaciła za jego mieszkanie! Ma pracę i jest z pewnością wypłacalny! Dość!!!

Marta siedziała w kuchni i jadła obiad. Przed chwilą zadzwoniła do ciotki-dentystki i przeprosiła – zostaje w Warszawie do jutra – wyłgała się zakupami – oczywiście coś tam kupi, ale dopiero jutro, po randce z Zenonem.
Kilka godzin jeszcze, kilka godzin. Co tu robić? Marta nie chciała myśleć o mężu-nie-mężu, a był tylko jeden sposób na to – sen. No, położyć się tuż po obiedzie to parę kalorii więcej, ale Marta nie chciała myśleć o ładnym brzuchu, chciała nie myśleć o …

Obudziła się o osiemnastej trzydzieści, zapamiętała godzinę – w radio usłyszała wiadomość o kolejnej dobrej roli popularnego aktora, ulubieńca Marty. Aktor musi jednak poczekać, Marta ma inną ważną sprawę do załatwienia.
Już w samochodzie przypomniała o czym śniła – tak jak chciała mąż-nie-mąż nie był przewidziany w scenariuszu mary sennej, za to w kadrze spoczynku zobaczyła Jedynego.
Czyżby to był znak, sygnał? Jedyny wskazuje Marcie kolejnego mężczyznę?

Siedzieli na małej salce, przy dwuosobowym stoliku. Zapalona świeca i niezbyt świeże kwiaty robiły nastrój. Przed chwilą kelner przyniósł zamówione danie.
Zenon pytał:
-Co się stało? Co się stało, pani Marto? Mówiła pani, że będzie zajęta, no i dlatego dałem wizytówkę ….
Marta przełknęła ślinę:
-Coś się stało, coś się stało w moim życiu, coś ważnego. Dzięki panu, nie mogę powiedzieć co to jest, mogę tylko tak ogólnie … Ale to bardzo ważne, bardzo ważne.
Zenon spytał cicho:
-Pani Marto, czy pani mnie podrywa?
Marta bardzo spokojnie i rytmicznym głosem wyjaśniała:
-Nie, nie podrywam pana. Chciałam tylko powiedzieć, że dzięki panu coś się stało za co panu jestem wdzięczna, coś co zmieni moje życie.
Zenon nadal nie rozumiał:
-To brzmi jak podryw, pan Marto.
Marta bawiła się chusteczką:
-To brzmi jak podryw, ale nim nie jest. Nasza znajomość dopiero się zaczęła, ja nie mam w zwyczaju podrywać facetów na drugiej randce … Ale coś się stało i to dzięki panu, nie mogę teraz tego wyjaśnić … Ale dziękuję panu … za to coś ..
Zenon podsumował:
-Miło mi, że pomogłem pani, chociaż nie wiem w czym …
P dłuższym milczeniu zmienili temat, ale cień tamtego wątku przebiegał przez twarz obojga. Marta zauważyła iskierki w oczach Zenona, czyżby rzeczywiście myślał, że go podrywa? I tylko tak przez kobiecą intrygę mówi, że to nie podryw? Ale nie może powiedzieć Zenonowi o co chodzi tak naprawdę, może później, jak pozna go lepiej?
Marta zapytała:
-Panie Zenonie – na pana wizytówce jest taki znak, jakby wschodnia litera? Co to oznacza?
Zenon ożywił się:
- To heliogrif chiński – ruuyin, smoczy król, jestem, pani Marto właścicielem studia tatuażu. A przecież smoki to tak jakby tatuaż tatuaży. A wtedy w Kozienicach szukałem motywu, szukałem motywu w parku, na łąkach …
Marta zbladła. Wyjąkała:
- A pan ma … gdzieś … na … ciele …
Zenon skrzywił się:
- Ja nie mam … Szewc bez butów chodzi, pani rozumie. Ale co się stało.

Dużo się stało, chciała powiedzieć Marta. Bardzo dużo. Ale za to poprosiła:
-Niech pan mnie odprowadzi do samochodu.
Zenon o nic nie pytał. Odprowadził Martę do jej BMW i tylko na pożegnanie szepnął:
-Jeśli nic się nie stało, zadzwoń …

Jak mu powiedzieć, jak temu panu Zenonowi opowiedzieć całe jej życie? Tak, żeby zrozumiał. Że ma uraz do smoków, do facetów z t a k i m i zamiłowaniami
Marta przypomniała słowa nagle ciotki-dentystki:
-On jest zbyt elegancki. Wtedy kiedy mówił o Warszawie porównując Kozienice był taki elegancki.
Jaj powiedzieć ciotce, że Marta nie chce Zenona, ale z zupełnie z innych powodów?

Data:
lipiec 2008

_________________
miłego dnia


Góra
 Zobacz profil  
 

Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do: