|
[color=red] ***
W domu nie było nikogo. Nicole włączyła radio, jakieś smutne piosenki. Drażniło ją sztuczne światło, więc wyłączyła je naciskając odpowiedni guziczek. Ogarnęła ją ciemność, tak gęsta, że omal nie zabiła się po drodze o leżące na podłodze płyty. Gdy oczy przyzwyczaiły się do mroku z bezładu zaczęły wyłaniać się kolejne kształty. Biurko, szafa, regał, łóżko, szafka nocna… Nicole odnalazła szafkę z lekarstwami i wyjęła z niej opakowanie tabletek, chyba przeciwbólowych. Ponownie pstryknął włącznik i mrok zaczął rozpraszać się powoli. Zgrzytnęło .Wieczko opakowania odpadło. Dziewczyna wysypała na dłoń kilka małych kapsułek i natychmiast połknęła wszystkie na raz. Dalej kolejne i kolejne… Nic się nie wydarzyło. Nicole usiadła na fotelu ponownie gasząc światło. Czekała. Nagle poczuła, jak jakiś ciężar przygniata klatkę piersiową. Bolało. Powieki stawały się coraz cięższe, aż w końcu opadły, zakrywając szaro- zielone tęczówki oczu. W uszach dzwoniło. Wtem, wszystko ucichło tak nagle, jak się zaczęło. Cisza… cisza i ciemność…
-Mała, słyszysz mnie? Otwórz oczy…- do uszu Nicole dotarł czyjś cichy szept. Spróbowała wykonać polecenie, ale nie mogła. Powieki były za ciężkie, zupełnie jakby nie były wykonane ze skóry, lecz z ołowiu
- Nicole, otwórz oczy.- cichy głos powtórzył nakaz. Dziewczyna całą siłą woli zmusiła się, by unieść powieki, choćby o kilka centymetrów. Udało się.
- Dzielna dziewczynka… zaraz usunę tę rurkę, nie będzie Ci przeszkadzać- powiedziała lekarka, widząc, że Nicole się krztusi. Wróciłaś z dalekiej podróży, ale już nic Ci nie grozi- uśmiechnęła się delikatnie. - Teraz prześpij się, później wrócimy do rozmowy. Nicole zamknęła oczy i zapadła w sen.
***
-Byłam u małej Nicole, powoli się wybudza- szepnęła Danielle, patrząc Filipowi w oczy. Siedzieli w pustej dyżurce popijając kawę. W ich pracy rzadko zdarzały się chwile takie, jak ta. Zwykle, gdy próbowali ze sobą porozmawiać, zdarzało się coś, co uniemożliwiało kontakt prywatny. Teraz jedyną rzeczą jaka oddzielała ich od siebie była sterta papierów leżąca na biurku, przy którym siedzieli.
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?- zapytała lekarka, widząc, że Filip nie reaguje.
-Ależ tak, słucham. Mówiłaś, że zaglądałaś do tej małej i, że się wybudza…- odparł mężczyzna. Za nic na świecie nie przyznałby się, że stan małej pacjentki niewiele go w tej chwili obchodzi, bo jego myśli krążą wyłącznie wokół ślicznej kobiety siedzącej naprzeciw. Uśmiechnął się patrząc w jej wielkie błękitne oczy.
Nigdy wcześniej nie zauważyłem, jak piękne ma oczy. Gdyby popatrzeć w nie dłużej, można by się chyba utopić. Błękitne, jak morze jesienią, chciałbym, by nie były dla mnie tak chłodne…
Tymczasem myśli Danielle biegły zupełnie innym torem
I to ma być lekarz?!Mówię mu o stanie pacjentki, a on patrzy na mnie, jak na kosmitkę… I pomyśleć, że kocham tego człowieka, że do tej pory imponował mi jego profesjonalizm i umiejętność koncentracji. Nawet sądziłam, że poza pacjentami i wynikami ich badań nic go nie obchodzi, a tu proszę, kompletna dekoncentracja, co się z tym człowiekiem stało? Gdyby chociaż myślał w tym czasie o mnie, a nie o Bóg wie czym…
***
Nicole otworzyła oczy. Próbowała rozejrzeć się po sali, ale nie mogła. Wszystkie mięśnie karku były tak sztywne, jak gdyby wykłuto je ze stali. Chciała coś krzyknąć, zawołać kogokolwiek, jednak ze spierzchniętych ust wydobył się tylko cichy jęk – szczyt możliwości zdartego gardła. Dziewczyna długo wsłuchiwała się w odgłosy dochodzące zza drzwi, które odgradzały ją od świata. Nagle do izolatki weszła młoda lekarka. Powietrze wypełnił słodki zapach kwiatowych perfum.
- Cześć. Nazywam się Danielle, jestem lekarzem.
Nicole otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, tylko maleńka łza spłynęła po policzku.
- Nie próbuj na razie mówić, rurka podrażniła Ci gardło. Może minąć trochę czasu zanim będziesz mogła coś powiedzieć, ale nie przejmuj się tym- lekarka uśmiechnęła się gładząc dziewczynę po głowie. – Umówmy się, że będę zadawać pytania typu „tak”, „nie”. Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, mrugniesz raz, jeśli negatywna, dwa razy. Zatem, dobrze się czujesz?
Dwukrotne mrugnięcie.
- Boli Cię głowa?- Jednokrotne mrugnięcie.
Nicole odetchnęła ciężko, co wyraźnie zaniepokoiło lekarkę.
– Duszno Ci.- raczej stwierdziła, niż zapytała. Nacisnęła guziczek obok łóżka dziewczyny.
Prawie natychmiast w drzwiach izolatki stanęła młoda pielęgniarka, gotowa do wszelkich posług.
- Siostro, proszę przynieść maseczkę z tlenem- powiedziała Danielle, po czym zwróciła się do Nicole. – Założę Ci teraz maseczkę, dzięki której będzie Ci się lepiej oddychało, a za kilka dni, kiedy poczujesz się silniejsza, porozmawiamy trochę dłużej, może nawet… - zawahała się przez chwilę. - Nieważne, gdy tylko włączę przepływ tlenu, będzie lepiej, ale spróbuj zasnąć, dobrze?
Nicole mrugnęła twierdząco, ale lekarka nie zauważyła tego, zajęta podłączaniem aparatury. Chwilę później drzwi zamknęły się z trzaskiem i dziewczyna została sama. Długo słuchała cichego szmeru, jaki wydawało z siebie urządzenie ułatwiające oddychanie, aż zmęczona monotonią tego dźwięku, zasnęła.
***
Jest gorzej, niż sądziłam. Mała jest bardzo osłabiona, no i te napady duszności… tak nie powinno być, nawet przy silnym zatruciu lekami… Danielle biegła korytarzem zupełnie zagubiona we własnych myślach. Gwałtownie otworzyła drzwi pokoju lekarskiego, omal nie wpadając na Filipa, który właśnie wychodził.
- Co się stało?- zapytał, widząc jej roztargnienie
- Nicole się dusi, podejrzewam zwiotczenie tchawicy.- odpowiedziała zdyszana lekarka – Na razie podłączyłam jej tlen, ale na dłuższą metę to nie jest rozwiązanie.
Filip kiwnął głową.
- Masz rację, trzeba zrobić komplet badań. Mogło faktycznie dojść do zwiotczenia… Na przykład w wyniku zaniku ośrodków nerwowych w mózgu. Trzeba to koniecznie sprawdzić.
_________________ W strugach deszczu najdziwniejsze jest to, że gdzieś tam skryły się łzy, rozpłynęły marzenia...
|