Kiedyś pójedzmy do światła w tunelu...
Zatopimy się w bieli, w chłodnym błękicie Nieba, pełnego ludzkich cieni,
Gdzie wszystko jest odwieczne, gdzie nic się nie zmieni...
Czy będzie wtedy o czym myśleć, o co się martwić, o co zabiegać?
Czy po prostu, jak dzieci będziemy boso po trawie biegać?
A może w wielkim uniesieniu,
Z wielkim przejęcia dreszczem
Spłyniemy znów w ciało kobiety
I żyć będziemy raz jeszcze ?
A może zwyczajnie nic już nie ma???
Tylko czerń, czarna wilgotna ziemia...
I zimno...I pustka... I nicość...
I beznadzieja bezistnienia...
***
Niczego zmienić nie można,
Ni nagiąć losu do swej własnej woli,
Bo życie tkwi w ciele cierniem,
Bo życie tak bardzo boli...
Nie wszystko można zrozumieć,
A może niczego rozumieć nie trzeba...?
Więc czemu tak trudno ustom wypowiedzieć;
„ Niech się dzieje wola nieba...”

?
Niewiele dano nam czasu i możliwości poznania...
I tylko w głowie się rodzą wciąż uporczywie te same pytania,
A pierwsze z nich brzmi: „DLACZEGO” ?,
A drugie: „ SKĄD SIŁ WYTRWANIA” ?...
***
Los jak wytrawny kat powoli, do głębi nas rani,
Wśród tylu ludzi na Ziemi jesteśmy wiecznie sami...
Nikt za nas nie poniesie kosza ciężkich kamieni,
Nikt nie udźwignie tego, co przygniata do ziemi...
A może to nie kamienie, lecz dwa kawałki drewna zbite ze sobą na KRZYŻ???
A Ty w górze dlaczego spokojnie na to patrzysz?
Gdy zechcesz, dajesz trochę szczęścia,
Nieszczęścia dużo więcej,
A „prostaczkowie” tu, w dole błagalnie składają ręce...
***
Czy gdy upadnę już na samo dno, podasz mi rękę, podniesiesz mnie?
A może wejdę wtedy w labirynt bez wyjścia?
Z mnóstwem demonów, które siedzą we mnie...
I na ruinach mojej duszy tańczą,
Zżerając resztki, co po mnie zostały...
A któryś z nich codziennie wychodzi... I staje między mną, a światem,
Sama sobie już jestem coraz bardziej obca...
Krzyczę, ale czy to jeszcze brzmi, jak ludzki głos...
Powiedz, czy jest taka granica, której człowiek nie może przekroczyć???
NIC
Zatopić się w białą ciszę...
Gdzie Nic rozciąga się aż po horyzont,
NIC jest wszędzie, we wszystkich czterech stronach świata...
NIC nie boli,
NIC nie odbiera sił,
NIC nie zatruwa,
NIC nie przeraża...
NIC już nie jest do niczego potrzebne...
Bo NIC nie ma już znaczenia...
NEGACJA
Nie pójdę na koniec tęczy,
Nie stoi tam żaden karzeł, z wielkim garncem złota,
Tęcza to tylko gra świateł...
Nie rozpłynę się w NIEBYCIE,
NIRWANA to tylko wytwór ludzkiego umysłu,
Umysłu, który chce uciec,
Uciec, ale dokąd??? Przed czym??? Przed kim???
Mogę tylko jeszcze mocniej wrosnąć w swoje przesadnie wadliwe ciało i...
Tkwić w nim nieruchomo...
Ciało... którego nie można zmienić, tak jak wąż zmienia skórę,
Gdy kiedyś ktoś wsunie je w drewnianym pudle do wielkiego pieca,
Nie odrodzę się jak Feniks z popiołów...
***
Jesteś przy mnie nieustannie,
Znikasz na chwilę, godzinę, dzień, miesiąc...
Ale wracasz zawsze.
Jak szalony kochanek całą siłą namiętności rzucasz mnie na łóżko,
Zostawiasz bez sił i woli....
Powoli, misternie mieszasz moje zmysły...
Prowadzisz prostą drogą do obłędu....
Robisz ze mnie wariatkę doskonałą...
Ściągasz na samo dno...
Próbują nas rozdzielić
( Bo przecież kiedyś mógłbyś mnie zabić).
Ale nie wiedzą jeszcze że to niemożliwe..
Bo jesteś niezniszczalny jak Bóg
I niszczycielski jak Szatan...
Po smoleńskiej tragedii
***
Śmiertelna cisza nad lasem...
Na ziemi fragmenty tego, co zostało...
A dusze? Gdzie są Ich dusze???
Czy uleciały do góry, zanim samolot zaczął spadać w dół???
Zanim roztrzaskał się jak dziecięca zabawka z plastiku...
A Ty, gdzie wtedy byłeś Panie Boże???
Czy słyszałeś, jak odmawiają do Ciebie ostatnią w życiu modlitwę???
***
Mówicie mnóstwo rzeczy, w które nie uwierzę!
To jest jak przepowiednia odczytana z fusów,
Z lotu ptaków, które widzi się tylko przez chwilę,
Zaraz potem znikają za horyzontem
I już ich nie ma...
Powiedzieć można wszystko, trudniej to potem odwołać...
Ja przemilczę...
Nie powiem: nie mam takiej wiary, która przenosi góry.
Wasze słowa są NIEREALNE aż do bólu....
I tak powiecie swoje i pójdziecie sobie w swoją stronę.
A ja?... Zostanę sama...
Z niepokojem co wwierca się w duszę...
Prośba o...
A Ty mnie ścieżkami prostymi poprowadź...
Gdzie ból znika w mroku,
Gdzie życie jest jasne jak słoneczny pokój ...
A Ty mnie ścieżkami prostymi poprowadź...
Gdzie ludzie są mądrzy, wcale nie dlatego, że pozjadali wszystkie rozumy,
Gdzie istnienie nie jest ciężarem z ołowiu, nie ma smaku wyżutej gumy...
Gdzie myśli pogodne kołyszą do snu...
Zabierz mnie daleko, nie zostawiaj tu!
A Ty mnie ścieżkami prostymi poprowadź...
Ja...?
Jestem cieniem i światłem,
Spokojem i burzą,
Pełnią i niedostatkiem,
Słabością i siłą....
A Ty przyjdź i prawdę wyszeptaj mi do ucha,
Że gdy umilknie turkot myśli
Zostanie tylko MIŁOŚĆ...
Bagno i czerwone paznokcie
Zmanipulować można wszystko , nawet krzyż...
Gdzie jest prawda..?
Przyjaźń..?
Solidarność...?
Człowieczeństwo...?
Nieważne...
Byle tylko nie pokazać prawdziwej twarzy,
Nie patrzeć prawdzie w oczy,
I płynąć po powierzchni bagna,
Nie brudząc sobie rąk...
A nocą, gdy nikt nie widzi,
Ze strachu obgryza się paznokcie...
Czerwone od krwi.
Wyznanie prawdy
Przy Tobie jestem Miłością i Spokojem,
Harmonią wszystkich dźwięków w Krainie
Łagodności...
Na imię mi Cisza i Spełnienie...
A tak po ludzku, zupełnie zwyczajnie
Wznoszę się i upadam,
Bo Umysł i Dusza
Wciąż szukają wspólnego języka...
Jesteś...
Jesteś najczystszym Światłem, w którym chcę utonąć...
Wielkim Uspokojeniem...
Łagodnym dotykiem Miłości bezkresnej...
Wolnością, której tak pragnę...
Skrzydłami rozwiniętymi we mnie...
Jesteś największym Cudem, który się wydarzy...
***
Jesień już...
Zrozpaczone ptaki lecą gdzieś w cztery strony świata,
Gubiąc pióra..
Biją skrzydłami pełne niepokoju, strachu
Przed chłodem i ciemnością...
Szukają drogi na drugą stronę horyzontu,
Po błękicie, do słońca.
O mnie?
Atmosfera nie sprzyja tworzeniu...
Wokół rozsądni ludzie,
Nikt nie umiera z miłości,
Nie traci zmysłów z radości,
Nie pisze wierszy...
Kult racjonalizmu wyczuwalny jest wszędzie ...
Ludzie pozwoli Rozumowi rozrosnąć się do rozmiarów Kolosa...
Co zrobią, jeśli ich głowy staną się dla niego zbyt ciasne???
A we mnie Dusza umiera...
I rodzi się każdego dnia,
Od nowa..
Życie
Życie nie bądź bez znaczenia,
Nie przeciekaj przez palce,
Nie znikaj jak smuga cienia...
Pozostaw po sobie błysk w oku,
Uśmiech, łzę, tęsknotę, słowo kocham...
Odciśnij swój ślad na ziemi,
Zanim powrócę tam, gdzie byłam,
Zanim jeszcze byłam...
Nim się sposób istnienia odmieni...
Pesymistycznie
Są łzy jak słowa niewypowiedziane...
Ze strachu, że nikt nie zrozumie...
Że będą oceniać, negować, mówić: „ nie powinnaś....”...
Te słowa-łzy duszą, mogą zabić...
Jak głos zdławiony,
Jak głuchy krzyk,
Wewnętrzny krzyk milczenia...
Pytania
Czy bardziej jestem cielesna,
Czy raczej z uczuć, wrażeń
I doznania Ciebie poskładana??
Czy będę biec jak w amoku,
Czy zatrzymam się kiedyś,
Żeby odkryć siebie??
Wynurzyć się spod wszystkich
Swoich powłok...?
Zrzucić tysiące masek
Nakładanych codziennie...?
Na próżno...
Bo przecież i tak
Prawda w końcu wyjdzie na jaw...
Nocą
Gwiazdy kamienne spadają z Nieba
Przytłaczające jak myśli...
Sen nie przychodzi, gdy go potrzeba,
Mrok światło przyćmił...
Otworzyć wielką siłą swej Duszy
Wszystkie ciężkie bramy, wszystkie drzwi
To jest pragnienie, które się zjawia,
Które wciąż jeszcze tylko się śni...
Myśli i cisza
Myśli tłuką się po czterech ścianach głowy,
Odbijają się echem... i czkawką...
Szalone jak tornado,
Czynią szum, chaos, i zgrzyt...
Czasem tylko przychodzi Cisza,
Ta Cisza, która jest Przeznaczeniem
I odkryciem siebie...
Zostaw mi...
Zostaw mi takie miejsce w swej Duszy, które niczyje jest jeszcze...
Zostaw mi wśród labiryntów jedną ścieżkę prostą...
Zostaw mi swojego ciała tajemnice nieodkryte wcześniej...
Zostaw mi swoją Miłość czystą,
Nie daną nikomu przedtem...
Rzeczywistość i oderwanie
Mrok rozpraszany sztucznym światłem,
W czterech ścianach z betonu,
Chaotyczne myśli, chimeryczne uczucia,
Mieszkające w kamiennym domu...
Odrywam się, odpływam, wchodzę na jasną ścieżkę,
Na której unoszę się błogo, lekko, sennie...
Proszę przyjdź i zapal na zawsze to światło,
Które jest we mnie...
Pokaż mi...
Pokaż mi, że może jednak jestem dobra...
Pokaż mi, że łagodność jest w mojej naturze...
Pokaż mi prostotę mojej Duszy...
Pokaż mi moją energię, siłę niezburzoną niczym...
Pokaż mi mnie wolną, z sobą samą zjednoczoną...
Mieszanina niejednorodna
Mieszają się myśli, idee, zamiary...
Światopoglądy, postawy i wiary..
Słowa i znaczenia, pochwały, obelgi, zbrodnie i kary...
Prawda i kłamstwo, bohaterstwo i tchórzostwo...
Tragiczność i komiczność, pusty śmiech, oklaski, zaszczyty...
Miesza się twarda rzeczywistość i romantyczne mity...
Zniewolenie
Zaklęta we własne ciało
I w granice umysłu,
Zamkniętego w kościanej puszce..
Niepojęte, co znaczy chcieć
I nie móc...
Się poruszyć…
Zniewolenie to choroba najcięższa,
Lecz może jednak uleczalna???
Gdy się wreszcie spotkamy...
Kiedyś, gdy będę naprawdę sobą,
Wszystko się zmieni...
Wyprostujesz pod moimi stopami wszystkie ścieżki krzywe,
Mojego światła nie zgasi byle podmuch...
Rzeczy staną się jasne i proste...
Zniknie czas, a prawda wreszcie...
Będzie prawdziwa...
Do...
Mówić z tobą na „ty”,
Być sam na sam,
Aż zniknie wszystko,
Poza mną i tobą...
Przewracać białe kartki
Z czarnymi znaczkami,
Które same w sobie nic nie znaczą,
To my nadajemy im znaczenie...
Nauczyłaś mnie myślenia nielogicznego,
Odrywania się od ziemi, wielbienia metafizyki...
Dałaś miliony wcieleń w jednym tylko życiu...
***
Naturo moja bądź niezachwiana...
Silna i nieugięta jak drzewo...
Łagodna i miękka jak obłok...
Czysta jak górski potok...
Żywa jak podmuch wiatru...
Jasna jak ogień rozniecony w Duszy...
Nieograniczona i dobra jak Wszechświat...
My
My- przedstawiciele inności
Wielką wrażliwość posiadamy
Na własność...
Nierozumiana jak egzotyczne zwierzę
Chowa się w zakamarkach
Naszej osobowości...
Spacerujemy po świecie
Z nią ukrytą pod skórą
Codziennie coraz mocniej przyrasta do życia
Oswajana...
Modlitwa błagalna
Przywróć mi proszę te lata najmłodsze, gdy dziecko uczy się chodzić,
Gdy upada i podnosi się,
Gdy z czworaków wstaje, wyprostowane...
Przywróć mi świadomość własnego ciała,
Miękkość i płynność ruchów...
Przywróć mi intuicję czerpaną z Natury,
Która wie, co trzeba robić,
Żeby ręce były do chwytania,
A nogi do chodzenia...
***
Strumieniu mojej świadomości –
Wodo mętna, burzliwa i rwąca...
Dlaczego fale twoje niespokojne, niepoukładane?
I zbyt wysokie, by wstrzymać ich napór?
Jak ?
Z krwi i kości,
Białka, wody,
Powłok, włókien...
Ze wszystkiego, co zniszczalne,
Co może się rozpaść przy byle zderzeniu
Z rzeczywistością...
I z tego, co niezniszczalne,
Co boskie i anielskie...
Jak to wszystko połączyć
W jedno słowo – CZŁOWIEK?
***
Zamknięta w złotej klatce rozumu...
Przyjdź, weź klucz i otwórz...
Szeroko okno...
Niech Dusza wyfrunie...
Niech poleci dokąd zechce...
Bez konieczności powrotu...
Niech rozpłynie się w powietrzu...
Niech się stanie Światłem i Miłością...
Do... (II)
Otwórz mi oczy, bym widziała Ciebie...
Otwórz mi uszy, bym umiała słuchać Ciszy...
Otwórz mi usta, bym umiała mówić: „Kocham”...
Otwórz mi umysł, bym na pamięć nauczyła się Prawdy
O Tobie, o sobie...
Otwórz mi Duszę, bym umiała w pełni przyjąć Ciebie...
Przestrzenie
Pomiędzy delikatnością jedwabiu a szorstkością kamienia...
Pomiędzy światłem a cieniem...
Pomiędzy dobrem a złem...
Pomiędzy otchłanią a Niebem...
Są przestrzenie, pomiędzy które rozdzielam siebie,
W których spalam się codziennie
Coraz bardziej...
***
Oceany mego smutku, wodospady łez dzielą nas...
Oktawy mojego krzyku dzielą nas...
Demony mojego strachu dzielą nas...
Popioły mych namiętności dzielą nas...
Spraw, bym była życia pełnią,
Poskładaj mnie w Jedność...