Ja jestem dopiero od 5 lat ON, ale przez ten okres nigdy nie usłyszałem, że czegoś nie mogę zrobić bo się zmęczę czy nie dam rady. Przed wypadkiem byłem tzw. złotą rączką więc w domu większość sam robiłem i tak samo zostało po wypadku. Jak tylko mam możliwość zrobienia czegoś sam to po prostu to robię i nie pytam czy mogę czy nie. Jak zacząłem ponownie jeździć samochodem, to rodzice byli zadowoleni bo widzieli, że się nie poddaje i mogę załatwiać sprawy bez proszenia się o pomoc w dojeździe.
paulina20 napisał(a):
Czy wasi rodzice też was tratują jako gorszych? Mówią, że sobie nie poradzicie?
Nigdy tego nie powiedzieli. Nigdy mi nie dali poznać, że coś takiego chodzi im po głowie i wiem, że nigdy to się nie stanie.
paulina20 napisał(a):
A jak wyjdziecie to wydzwaniają za wami??
Jak wiedzieli mniej więcej: Gdzie jestem to nie i nie mieli takich powodów, bo jestem osobą, która jak mówi, że będzie o tej i o tej to tak jest. A jak mam się spóźnić, to wolę zadzwonić i powiedzieć, że będę później i tylko tyle. W końcu wiele mnie to nie kosztuje a wiem, że w domu będzie spokojnie i to nie dlatego dzwonię, że jestem jakimś mami synkiem..., ale wiem jak rodzice przeżywają moją nie obecność zwłaszcza po wypadku. Pewnie rodzice są troszkę nadopiekuńczy, ale wiem, że nie robią tego ze złymi zamiarami i wiem ile dla nich znaczę. I nie wiem co by się musiało stać, by mi przeszkadzała ta nadopiekuńczość, bo wie , że nie ważne jak by było źle to trzeba kochać takimi jakim są. Bo nie wiemy kiedy odejdą z tego świata. A jak to się stanie do dopiero będzie brakować tej nadopiekuńczości i coś już wiem na ten temat.