Witamy na Ogólnopolskim Forum Osób Niepełnosprawnych. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 185 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona
 

Autor Wiadomość
PostNapisane: 16 lis 2011, 23:20 
Offline
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2 lip 2008, 21:48
Posty: 104
Nigdy nie miałam problemu z nadopiekuńczością rodziców. Problemem byli dziadkowie - starsze pokolenie traktowało niepełnosprawność jak wielkie nieszczęście . W wyniku nazwijmy to "perturbacji rodzinnych" kontaktuję się tylko z jedną babcią ,która do dzisiaj ma problem ze zrozumieniem ,że mimo niepełnosprawności jestem samodzielną dorosłą kobietą... Na szczęście nie jestem narażona ,na permamentne zdziwienie z jej strony - dzielą nas kilometry .
Z matką mam inny problem : czasem zdaje się nie dostrzegać moich ograniczeń- w związku z tym cały dom jest nieprzystosowany . Proszę ją o jakieś udogodnienie ,np dodatkową poręcz ,a ona mnie ignoruje. Czyżby udogodnienia dla niepełnosprawnych burzyły jej wizję idealnego domu? Zaciskam zęby i pocieszam się myślą ,że moje przyszłe mieszkanie będzie w pełni przystosowane do moich potrzeb.


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 17 lis 2011, 15:54 
Offline
Mile widziany
Mile widziany
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 maja 2011, 21:12
Posty: 286
Lokalizacja: Bydgoszcz
Imię: Alex
U mnie było inaczej. Ojciec właśnie zawsze zmuszał mnie do zwiększonego wysiłku niż byłam w stanie...

Np. jak byłam w 1LO i czekałam na operację kolana (musiałam czekać miesiąc aż woda zejdzie z kolana sama bo stwierdzili, że ściąganie mechaniczne w tym przypadku nie pomoże...) to ojciec kazał mi dalej uczęszczać do szkoły... Koledzy z klasy bardzo mi pomagali (przed tą operacją kolana chodziłam normalnie prawie oprócz takiego "bujanego" chodu, dopiero po operacji zmieniło się to i przestawałam chodzić), nosili mnie po schodach (moja szkoła była 4 piętrowa i co lekcje na innym piętrze...!). W końcu moja wychowawczyni zainterweniowała bo nie mogła patrzeć jak się męczę... Wtedy dopiero ojciec pozwolił mi zostać w domu.

A moja matka... Była bardzo zajęta walczeniem z lekarzami i rozpowiadaniem jak ma ciężko bo ma niepełnosprawną córkę. Jak się przeprowadziliśmy do wieżowca 8 lat temu to po krótkim czasie połowa sąsiadów wiedziała, że jestem kaleką, co mi jest, jak, gdzie i kiedy i jak ciężko ma moja mama opiekując się mną...

Za to dziadkowie bardzo nadopiekuńczy. Jak jedna z babć dowiedziała się, że robię prawo jazdy to niemal zawału dostała. A jak kiedyś ojciec nie mógł jej gdzieś zawieźć i ja miałam to przez całą drogę modliła się żebym się nie rozbiła, a im bliżej byliśmy celu tym częściej powtarzała, że "dalej może już pójść sobie sama" (żeby nie było - egzamin zdałam za 1. razem). W dodatku musiałam kupić sobie drogi telefon z numerem, którego babcia nie ma, który brałam do szpitali, w szpitalu musiałam zaznaczyć, że nie życzę sobie informacji telefonicznych na mój temat ani odwiedzin bo jak babcia tylko dowiedziała się, że leżę w szpitalu i w którym to wpadała na oddział i siała panikę... Kiedyś pielęgniarki musiały jej dać coś na uspokojenie i wynieść... Nie mogła dostać numeru na oddział bo wydzwaniała co 15 minut (w pewnym momencie pielęgniarki przestały odbierać jakiekolwiek telefony). Przy każdej operacji potrafiła siedzieć już od rana i płakać aż dostała telefon od rodziców, że się obudziłam i żyję.
Nigdy nie mogę mówić jej, że jestem chora (nawet jeśli to zwykłe przeziębienie). Jak się uderzę muszę ugryźć się w język bo jak mi się wymsknie "ała" to babcia już gotowa jest dzwonić na pogotowie.

Druga babcia na szczęście nieco spuściła z tonu jak zaczęłam być starsza, ale i tak przy niej nie wolno mi wielu rzeczy bo zaraz słyszę "a możesz tak? Aleks ale nic ci nie będzie?". Jedynie z dziadkiem w miarę mogę się dogadać, ale nie zdarzyło się chyba jeszcze żeby przy rozmowie nie wspominał (cytuję): "moja najpiękniejsza wnuczka (bo ma aż 6 wnuczek) i najbiedniejsza, tyle musisz przeżyć..."
Zawsze się trochę poużala nad mną, a później można normalnie rozmawiać.

Także jak widać moja rodzina bardzo skrajnie się podzieliła.

_________________
Ilizarowicze łączmy się na www.aparatilizarowa.pl !
Klikajcie LUBIĘ TO! :)
Możesz pomóc w moim leczeniu... KRS:0000270809 / CEL SZCZEGÓŁOWY 1%: BASANDOWSKA, 1307


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 17 lis 2011, 19:56 
Offline
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2 lip 2008, 21:48
Posty: 104
Rzeczywiście ,masz ciężko Alex . Ze zdumieniem czytałam Twoje posty z tego wątku i przyznam ,że będąc na Twoim miejscu chyba bym oszalała.

Moja matka nie użala się nad moim losem - to domena starszego pokolenia. Ostatnio babcia z którą nie utrzymuję kontaktu dowiedziała się ,że mam prawo jazdy - zareagowała zdziwieniem " K. ma prawo jazdy, niemożliwe ... pewnie kłamiesz." Z drugą babcią jest tak: boi się ,że sobie nie poradzę z jakimś zadaniem ,po czym gdy mi się to udaje jest bardzo dumna.
Gdy np.przeszłam na wegetarianizm najpierw uznała to za fanaberię,ale teraz się tym chwali

Oczywiście nadal ma momenty zwątpienia. Gdy ostatnio u nas była, chciała żeby brat podwiózł mnie do miasta (samochód nie jest przystosowany), bo myślała,że nie poradzę sobie z wejściem do autobusu - pewnie by mnie to bawiło ,gdyby nie fakt ,że przez to moje kontakty z bratem są bardzo napięte .On jest zmęczony bo ciągle słyszy ,że powinien mi pomagać choć wie,że doskonale sobie radzę sama i przelewa na mnie swoją złość na babcię.


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 17 lis 2011, 20:13 
Offline
Pisarz
Pisarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 sie 2010, 22:04
Posty: 1686
Lokalizacja: Earth
Imię: Miroslaw
Jedna moja babcia na cmentarzu, brakuje mi jej, drugą kopnąłem w de.. za mega ignorancje i parę innych rzeczy, dobrze jest jak jest.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 17 lis 2011, 20:20 
Offline
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2 lip 2008, 21:48
Posty: 104
Babcie są kochane, czasem mają jednak poważny problem, ze zrozumieniem wnucząt ...


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 17 lis 2011, 22:34 
Offline
Mile widziany
Mile widziany
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 maja 2011, 21:12
Posty: 286
Lokalizacja: Bydgoszcz
Imię: Alex
Valerine jest ciężko najbardziej z ojcem. Np. ciągle mnie oskarża, że nie mam pracy... Chodzę na rozmowy, ale kaleki nie chcą, cóż... Czasem też twierdzi, że ja sobie wymyślam tę chorobę i takie tam.

Do panikującej babci idzie się przyzwyczaić, trzeba tylko nauczyć się co wolno jej mówić, a co nie. Kiedyś jak leżałam po jeszcze innej operacji kolana tak nakręciła swoją sąsiadkę (mieszkałam wtedy z babcią bo nie mogłam z rodzicami), że ta klęknęła popłakała się nade mną i było mi głupio. ;)

_________________
Ilizarowicze łączmy się na www.aparatilizarowa.pl !
Klikajcie LUBIĘ TO! :)
Możesz pomóc w moim leczeniu... KRS:0000270809 / CEL SZCZEGÓŁOWY 1%: BASANDOWSKA, 1307


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 lis 2011, 20:50 
Offline
Pisarz
Pisarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 wrz 2011, 20:04
Posty: 3357
Lokalizacja: SZCZECIN
Imię: DARIUSZ
w moim rodzinnym domu nie było nadopiekuńczości,nawet nie było prawdziwej miłości

_________________
Świat jest wielki a ludzie na nim rozmaici


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 19 mar 2012, 10:56 
Offline
Przyjaciel od serca
Przyjaciel od serca

Dołączył(a): 11 lis 2007, 18:18
Posty: 381
Ja wczoraj znowu miałem problem ze starymi. Dodam, że mam zanik mięśni i jestem na wózku. Otóż zostałem w domu sam na kilka dni i miał przychodzić brat i mnie rano podnieść i wieczorem położyć. Oczywiście przychodził. Ale gdy mieszkałem sam przez te klika dni, bo brat mieszka niedaleko, starałem byc się samodzielny. Sam sobie robiłem jedzenie, zmywałem, raz kolega przyszedł mi pomuc w pójściu do wc i do wanny. Bo wiadomo, niechce jednej osoby obarczać sobą, tym bardziej, że brat ma swoją rodzinę i to nie jest jego obowiązkiem, tylko wyrazem jego woli. Wczoraj wrócili rodzice i od razu wywiad tzn. "czy byłem w wc, czy się kąpałem, kto był, kto dzwonił, kto zjadł pomidory, dlaczego winogron nie zjedzony". Ja mówie że byłem, a oni kto cie posadził. Więc ja im mówie "może ksiądz, a może sąsiad, a może kto inny i to nie ma żadnego znaczenia dla was". A oni że ma to znaczenie, i że im wstydu narobiłem, że latam po bloku i sąsiadów wołam a brat był pod ręką, i że zachowuje się jak nieodpowiedzialny gówniarz, że jestem tłumok i ofiara. A ja im powiedziałem, że "nie musze wam się z niczego tłumaczyć, i nie muszę wam mówić prawdy", a oni że "muszę i to ma duże znaczenie". A dziś rano słyszę docinki "zadzwoń po sąsiada, niech on przyjdzie".
To jest przykre, że człowiek, próbuje radzić sobie samemu, że co dalej gdy ich zabraknie. Mam swoje lata i nie będę im mówił prawdy, bo dla mnie ważne jest to, że sobie poradziłem i że przyszedł ktoś inny mi pomuc też. Niestety po tych akcjach to wogóle nic mi się nie chce robić, ani walczyć, bo to nie ma sensu. Zawsze będziemy dla nich nieporadni, niezaradni, wieczne dzieci, i tylko oni są w stanie nam pomuc. Pytanie co dalej będzie. Ja o tym już myślę od 26 roku życia, a oni wciąż tego nie rozumieją, i nie dociera to do nich, a mają ponad 50 lat. Więc kto jest nieodpowiedzialny i kto jest w zachowaniu dzieciakiem??


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 19 mar 2012, 21:16 
Offline
Przyjaciel Forum
Przyjaciel Forum

Dołączył(a): 4 maja 2007, 09:35
Posty: 3943
rafallbn1981 napisał(a):
Ja wczoraj znowu miałem problem ze starymi. Dodam, że mam zanik mięśni i jestem na wózku. Otóż zostałem w domu sam na kilka dni i miał przychodzić brat i mnie rano podnieść i wieczorem położyć. Oczywiście przychodził. Ale gdy mieszkałem sam przez te klika dni, bo brat mieszka niedaleko, starałem byc się samodzielny. Sam sobie robiłem jedzenie, zmywałem, raz kolega przyszedł mi pomuc w pójściu do wc i do wanny. Bo wiadomo, niechce jednej osoby obarczać sobą, tym bardziej, że brat ma swoją rodzinę i to nie jest jego obowiązkiem, tylko wyrazem jego woli. Wczoraj wrócili rodzice i od razu wywiad tzn. "czy byłem w wc, czy się kąpałem, kto był, kto dzwonił, kto zjadł pomidory, dlaczego winogron nie zjedzony". Ja mówie że byłem, a oni kto cie posadził. Więc ja im mówie "może ksiądz, a może sąsiad, a może kto inny i to nie ma żadnego znaczenia dla was". A oni że ma to znaczenie, i że im wstydu narobiłem, że latam po bloku i sąsiadów wołam a brat był pod ręką, i że zachowuje się jak nieodpowiedzialny gówniarz, że jestem tłumok i ofiara. A ja im powiedziałem, że "nie musze wam się z niczego tłumaczyć, i nie muszę wam mówić prawdy", a oni że "muszę i to ma duże znaczenie". A dziś rano słyszę docinki "zadzwoń po sąsiada, niech on przyjdzie".
To jest przykre, że człowiek, próbuje radzić sobie samemu, że co dalej gdy ich zabraknie. Mam swoje lata i nie będę im mówił prawdy, bo dla mnie ważne jest to, że sobie poradziłem i że przyszedł ktoś inny mi pomuc też. Niestety po tych akcjach to wogóle nic mi się nie chce robić, ani walczyć, bo to nie ma sensu. Zawsze będziemy dla nich nieporadni, niezaradni, wieczne dzieci, i tylko oni są w stanie nam pomuc. Pytanie co dalej będzie. Ja o tym już myślę od 26 roku życia, a oni wciąż tego nie rozumieją, i nie dociera to do nich, a mają ponad 50 lat. Więc kto jest nieodpowiedzialny i kto jest w zachowaniu dzieciakiem??


Rozumiem Ciebie,... Niestety z tym co piszesz to bardzo często u wielu znajomych od wielu lat się spotykam. Samemu rozmawiam z niektórymi rodzicami, rzadko kiedy, ale od czasu do czasu coś to daje. Najważniejsze to nie ulegać i ukazywać jak tylko możesz swoją samodzielność. Stopniowo, powolutku, ale zazwyczaj to coś daje. Wytrwałości życzę :)

_________________
misiu


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 11:39 
Offline
Dobry duch
Dobry duch

Dołączył(a): 16 kwi 2012, 11:41
Posty: 13
Lokalizacja: Końskie
Imię: Martyna
Cześć! Jestem tu nowa jak widać, chciałam z Wami porozmawiać. Choruję już 18 lat a mam 20, mam chłopaka jesteśmy razem już od prawie 2 lat. On jest całkowicie sprawny, ja prawie też ale przecież jestem i tak ciągle przewlekle chora. Moja mam, której naprawdę dużo zawdzięczam, tacie też bo to oni siedzieli ze mną przez 3 miesiące w szpitalach, gdyby nie oni to nie wiadomo czy teraz byłabym taka jaka jestem, chodzę i nie widać po mnie choroby, każdy się dziwi ,,Ty dziecko, chora??" Ale przejdę do sedna sprawy, po prostu teraz nie daje rady wszystkiego mam powoli dosyć rodzice a w szczególności mama jest nadopiekuńcza. Wiecie, ze ja dopiero w tamtym roku poszłam pierwszy raz sama do lekarza?, no tak a mam już 20 lat. Moglibyście mi jakoś podpowiedzieć co mam robić, czy Wy też mieliście taki problem i jak sobie z nim poradziliście??
Mam juz dosyć tego wszystkiego


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 12:47 
Offline
Częsty bywalec
Częsty bywalec

Dołączył(a): 17 kwi 2012, 15:01
Posty: 104
Imię: karolina
hej Paulinko u mnie wgląda to tak że siędzę w domu cały czas chociaż chodzę a mojego brata puszczają gdzie chce a ma 12lat a ja 22 i tata jest zły bardzo jak przyjkdzie do mnie jakiś kolega to od razu brata przysyłają żeby pilnował nas=(


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 13:39 
Offline
Dobry duch
Dobry duch
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 5 lip 2006, 20:47
Posty: 60
Lokalizacja: Kraków
Rozumiem Cię boją się o Ciebie i niestety Ty musisz im pokazać że stać cię ba to byś wyszła i że nic Ci się nie stało niestety rodzice zawsze będą się martwić czy to o zdrową osobę czy niepełnosprawną, u mnie długo to tak wyglądało jak napisałam ale paru lat mam narzeczonego i zamierzam się wyprowadzić z Domu owszem martwią się ale to zaakcentowali ? Jakoś musimy sobie poradzić jak staruszków zabraknie takie życie... nikt nie żyje wiecznie ? Myślę że powinnaś porozmawiać z rodzicami :) nie martw się :)

_________________
Paulina20,ŻYĆ TO ZNACZY MRUGAĆ SERCEM :)


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 13:42 
Offline
Częsty bywalec
Częsty bywalec

Dołączył(a): 17 kwi 2012, 15:01
Posty: 104
Imię: karolina
sama nie wiem jakzrobić żeby być samodzielna oni myślą że się nie ożenie a ja bym chciała i nie mam chłopaka takego co by zależało na mnie a jak jakiś zjawiasię to tylko jedno mu w głowie a ja chce meć przyjaciela oparcie w chłopaku a nie zabawy


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 13:50 
Offline
Dobry duch
Dobry duch

Dołączył(a): 16 kwi 2012, 11:41
Posty: 13
Lokalizacja: Końskie
Imię: Martyna
Karolcia ja mam chłopaka jestesmy juz od 2 lat ze soba, na poczatku nie bylo tak zle, rodzice tylko sie bali o=i boja nadal zeby nie zrobil mi krzywdy. Ale to naprawde dobry człowiek, zależy mu na mnie, zrobiłby dla mnie wszystko, martwi sie itp
spotkasz tego jedynek zobaczysz predzej niz ci sie to wydaje:)


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 13:54 
Offline
Częsty bywalec
Częsty bywalec

Dołączył(a): 17 kwi 2012, 15:01
Posty: 104
Imię: karolina
jestes bardzo ładną dziewczyną jak wwidać ja nie jestem ładna ale to bez znaczenia bo sere się liczy :-D


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 13:57 
Offline
Dobry duch
Dobry duch

Dołączył(a): 16 kwi 2012, 11:41
Posty: 13
Lokalizacja: Końskie
Imię: Martyna
oni tak maja, boja sie ale nie moga nas ciagle chronic przed calym zlem, kiedys musimy wyjsc mu na przeciw


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 14:03 
Offline
Częsty bywalec
Częsty bywalec

Dołączył(a): 17 kwi 2012, 15:01
Posty: 104
Imię: karolina
masz rację musimy sami stawić czoła życiu


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 14:09 
Offline
Dobry duch
Dobry duch

Dołączył(a): 16 kwi 2012, 11:41
Posty: 13
Lokalizacja: Końskie
Imię: Martyna
ja troche za pozno o tym pomyslalam, dopiero teraz zaczynam sie usamodzielniac, rozmowy z rodzicami sa ciezki, ale trzeba


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 14:35 
Offline
Mile widziany
Mile widziany

Dołączył(a): 12 mar 2008, 00:08
Posty: 207
Imię: Marcin
pyzulka19 napisał(a):
ja troche za pozno o tym pomyslalam, dopiero teraz zaczynam sie usamodzielniac, rozmowy z rodzicami sa ciezki, ale trzeba


Nigdy nie jest za późno żeby walczyć o swoją samodzielność i niezależność. W moim przypadku rozmowy szczególnie z mamą bywają bardzo trudne, często kończą się ostrą kłótnią bo moja mama nie da sobie niczego powiedzieć i twardo obstaje przy swoim zdaniu nawet gdy nie ma racji, a ja nie lubię się kłócić. Po jakimś czasie i tak wychodzi na to, że miałem rację. Mama bywa bardzo zrzędliwa, a mnie to działa po prostu na nerwy, nie wiem może kobiety muszą tak zrzędzić, może to im w czymś pomaga, ale to chyba typowa kobieca cecha, rzadko występująca u facetów.

_________________
Ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 18 kwi 2012, 16:52 
Offline
Dobry duch
Dobry duch

Dołączył(a): 16 kwi 2012, 11:41
Posty: 13
Lokalizacja: Końskie
Imię: Martyna
wiesz u mnie jest tak samo mama nie da sobie nic przetlumaczyc, i nie wiem jak juz z nia rozmawiac. a swoja droga faceci tez czasami zrzedza wiesz:)


Góra
 Zobacz profil  
 

Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 185 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do: