|
- Myszka…? Myszka, odezwij się.- Chodził po pokoju nie zapalając światła. Czułam jego badawczy wzrok, chociaż , logicznie rzecz biorąc, nie był w stanie zlokalizować miejsca mojego pobytu. Zdawało się, że ciemność gęstnieje z każdą chwilą, a cisza boleśnie rani umysł. On chyba też to wyczuł. Zdezorientowany podszedł do okna i oparłszy dłonie na parapecie, wyjrzał na zewnątrz. Niebo zasnuły ciężkie, ołowiane chmury, pierwsze krople deszczu równo uderzały o szyby. Zagrzmiało. Jasna błyskawica oświetliła pokój. - Boję się…- szepnęłam, kuląc się w swojej kryjówce. Ściana pod biurkiem dawała oparcie, którego potrzebowałam, więc przylgnęłam do niej najmocniej jak potrafiłam. Chłopak ukląkł i zaciekawiony, zajrzał w szczelinę. - Prawdziwa z ciebie Myszka. - powiedział z uśmiechem- Ale teraz wyjdź z tej norki. Co właściwie tam robisz?- patrzył uważnie, oczekując odpowiedzi. Milczałam, drżąc na całym ciele. Paweł musiał to wyczuć, bo przysunął się bliżej. Poczułam na ramieniu jego silną, a jednocześnie delikatną dłoń. Pod wpływem dotyku jeszcze mocniej zadrżałam. - Co jest?- Pawłowi oczy rozszerzyły się ze zdumienia, tak, że przypominały teraz dwie ogromne, czarne dziury. Wstał i nie pytając o pozwolenie włączył światło. Dopiero teraz, wśród jasności, mógł wyraźnie dostrzec moją zwiniętą w kłębek postać. - Myszka, chodź do mnie, porozmawiamy…- dopiero teraz dotarło do mnie, że po raz kolejny użył tego dziwnego zdrobnienia, przezwiska właściwie. - Dlaczego mówisz do mnie w ten sposób?- spytałam, powoli wychodząc z kryjówki. - Myszki lubią strychy i ciemne zakątki, poza tym są małe i bezbronne, zupełnie jak ty- z uśmiechem pomógł mi wstać. – Powiesz, co się stało? Usiedliśmy na kanapie, właściwie Paweł usiadł, ja zwinęłam się w kłębek tuż obok niego. Zaczęłam opowiadać. Mówiłam powoli, nieskładnie, wciąż łykając łzy, jednak nawet nie zauważyłam, kiedy opowiedziałam Pawłowi wszystko po kolei. O bracie, który po raz kolejny użył najbardziej wyszukanych inwektyw, jakie zna polski słownik i ojcu, któremu posłużyłam jako worek treningowy. Mój przyjaciel patrzył zdziwiony. Wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć, więc tylko przytulił mnie do siebie. Podziwiałam w duchu jego odwagę. Wiedział, że się boję, ale nie zrezygnował, a ja też z nim nie walczyłam. Siedzieliśmy przytuleni, a nad nami przewalały się kolejne fale nawałnicy.
_________________ W strugach deszczu najdziwniejsze jest to, że gdzieś tam skryły się łzy, rozpłynęły marzenia...
|