PRZEMYŚLENIASpokój, który ogarnia rozedrgane wnętrze
Jest balsamem na żarłoczność świata
Jakby napływało świeże powietrze
Jakby Bóg mnie miłością oplatał
Byłam daleko od siebie
Daleko od głosu duszy
Droga wyboista wiodąca do Ciebie
Wśród pustki i głuszy
Ja ? Czy moja maska?
Przyrośnięta do twarzy
Przez lata na ,,człowieka” wyrastam
Przez lata nie pozwalam sobie marzyć
- ,,Bądź realna” – mówili mi inni
Już minęła ,,epoka” uniesień
Czy to ja, czy to oni są winni ?
Że w mym sercu wciąż gościła jesień ?
… Taka zimna, z deszczami, szarugą
Otoczona zmartwiałymi liśćmi
Z siną zachodu słońca smugą
Bez snu, co czasem się przyśni
Potem zima bez śniegu, bez piękna
Z suchym mrozem, schłodziła odczucia
Struna wibrująca dźwiękiem pękła
Oczy z łzami jak sople skute
Nie myślałam o cieple wiosennym
Wciąż sądziłam, że to już nie teraz
Już za późno na marzenia senne
Już nie mogę kwiatów maja zbierać
Ale słońce wyjrzało zza chmury
Spłynął słoną łzą sopel lodu
Jasny promień zmienił obraz ponury
Długo nie czułam ciepła głodu
Ostrożnie, ukradkiem rozglądam się wokół
Poznaje na nowo świat zapomniany
… Czy dotrzymam pospiesznego kroku ?
W świat uczuć, tak mi nie znany ?
BĄDŹ

Szukałam Cię wiele lat
Wymyśliłam Cię jak wiersz
Pokaż mi inny ładniejszy świat
Jeszcze jestem , a ty się spiesz

Krzyczę w pustkę bez słów
wyciągam ręce przed siebie
Może minąłeś mnie znów
Może zgubiłam się
NIE WIEM
Będziemy Nie ma cię tutaj
Pusto tak
Głucho
Mysli się tłuka
Wciąż ich brak
Z myślami krucho
Z każdego kąta wyziera
Znak zapytania ; gdzie jesteś
Podłoga śladami się ściele
Chodzę po tych śladach w noc i w dzień
Będziesz

Wiem to na pewno
Znowu razem wszędzie
Z duszą Twoją pokrewną
…pomilczymy
…. Pomarzymy
popatrzymy znów w tą samą stronę
Wieczór z różąDługa i smukła stoi w wazonie
Przebyła do mnie długą drogę
Podarowana w męskim ukłonie
Zapach niesie błogi
Ma kolce, które ranią
Jest piękna, dumna jak kobieta
To miłości posłaniec
Wyobraźni podnieta
Rozchyla płatki z kroplą rosy
Otacza ją aromat ze snu
Za nią się skrada Eros bosy
Chce dać swój dar – miłość jak ze snu
Jeżeli ….Jeśli mnie kochasz ; Powiedz mi tak,
Bym uwierzyła, w to naprawdę
Niech każde Twe słowo wypala znak
Niech myśli Twoje odgadnę
Jak rozszalały tabun koni
Niech myśli me pogalopują
Niech Twoja miłość mnie dogoni
A ciepła z rąk Twych niech mnie osnuje
Jesteś marzeniom niedościgły
Nie będę biec za Tobą – bądź pewny !
Ptakom, po niebie niedościgłym
Jestem w marzeniach pokrewna
Mogę unieść się z wiatrem w przestrzeni
Nie dotykając ziemi w locie
Mogę stąpać lekko po ziemi
I spacerować w słocie
Mam w sobie ogień, który mnie spala

Pochodnię uczuć niosę w dłoniach
Nie podchodź do niej NIE POZWALAM

Bo w ogniu płoniesz
Twoja obecnośćBudzę się ze snu
Szukam ciepła obok
Krzyczę bezgłośnie
Brakuje mi słów
Nie ma nikogo
Strach rośnie
Wołam w noc
Wiem że mnie słyszysz
Powraca spokój
Modlitwa ma moc
Powraca cisza
Choć nie ma Cię – wiem, że jesteś z boku
TęsknotaUrywki słów z pamięci zdarzeń
Maleńkie chwile
Oddech
Czułość
Kiedyś na pewno Ci pokażę
Jak czas zagmatwał zawile
To, co serce rozsnuło
Przędę nić ze słów
Długą, kolorową
Jak tęcza
Wyplatam kobierzec ze snów
Układam na nim głowę
Tęsknota mnie zadręcza
ZadumaJestem samotna wśród ludzi
Opływa mnie dźwięk muzyki, rozmów
Świat obok mnie
Nic mnie z uśpienia nie budzi
Zagłębiam się w myślach, w tęsknocie słów
Jesteś w mym śnie
Przychodzisz do ,,mojego świata”
By zaistnieć na chwilę
a potem zniknąć
Chwile tęsknoty marzeniami łatam
Płacę miłości za bilet
By znów od Ciebie odwyknąć
Wiem że jesteś ze mną
Chociaż dzieli nas odległość duża
Nie wiem jak długo ?
Z tobą czas , to przyjemność
Urok miłości – to róża
JA jestem kolców sługą
Fragmenty czekaniaWyrywam czasowi chwile uniesień
Kradnę z kalendarza czas
Uczę się Ciebie na pamięć
Przy Tobie się zmieniam
Zapamiętuję Twój blask
A potem sercu kłamię
Że wszystko dobrze będzie
Oszukuję codzienność
Chcę przetrwać
Zatracam się w codziennym pędzie
Czekam na niezmienność
Bogu i Tobie przyrzekłam
Bóg uwierzył – A Ty

Nie pytaj mnie już więcej
Jestem jak skała
Połykam kamienne łzy
Jestem w czekaniu wytrwała
Ktoś, jak jaGdzieś tam – nie wiem gdzie dokładnie
Chodzi jak ja – ulicami
Myśli o kimś, jak ja - nieskładnie
Marzy, jak ja - czasami
Chce, jak ja – ciepła duszy
Nie wie, jak ja - gdzie się zwrócić
W palcach życie swe kruszy
W pół kroku staje , melodię cicho nuci
Na jakimś skrzyżowaniu
Wpadnie na mnie przypadkiem
Zaskoczona przystanę
On spojrzy na mnie ukradkiem
Potem Światło zielone
pokaże drogę przed nami
Jedyną, ocaloną
,,Wybrukowaną” snami
RozterkiCzy szukam ? Czy jestem szukana ?
Czy to miłość, czy tylko erotyzm ?
Czy magia nie rozpoznana ?
Czy zwykły ludzki nepotyzm ?
A może szukam bez celu
czegoś, czego nie znajdę ?
Przede mną szukało wielu
Czy szukam na siłę kajdan ?
Każda struna duszy boli szarpnięta
We mnie drgnienia wibrują
W słowach miłość zaklęta
Sieć swą, jak pająk snuje
POCAŁUNEKPocałunek – miękki aksamit
Trzepot skrzydeł motyla
Jak lont, który wyzwala dynamit
Jak błysk, zatrzymana chwila
To tylko dotyk przelotny
A czujesz go jak wieczność
Już wiesz – to mija samotność
gdy chronią ramiona bezpieczne
Rozchylasz wargi i czujesz
Jak bardzo pragniesz pokochać
Jak szał beztroski smakuje
Chcesz zwariować na chwilę choć trochę
Ulotny moment, jak mgnienie
Zachowasz go w pamięci’
Ma ogromne dla Ciebie znaczenie
NA CHWILĘ ŚWIAT SIĘ ,,ZAKRĘCIŁ”
KatharsisŁzy płyną rzeką nie przebraną
Czy można wypłakać siebie ?
Czy w zwykłym powszednim chlebie , można być kromką krajaną ?
A może płacz, to nie żal ?
Może to oczyszczenie ?
Może nóż życia, jak stal
przechodzi odrdzewienie ?
Moje łzy są ogromne
Nie znam nawet ich źródła
Może kiedyś sobie przypomnę….
Gdzie początek ich
– przeszłość paskudna ?
BEZDOMNOŚĆKtoś mi zadał pytanie ;
Jak to jest Nie mieć domu ?
Ja to wiem
Spróbuję wyjaśnić
….. To być niepotrzebnym nikomu
.…to świat urojeń i baśni
…Szukanie w Bogu brata
…Syzyfa trud – bez wartości
…Piwnica – to komnata
Brak klucza przestał już złościć
Są rzeczy ważniejsze, niż klucz
To zbędny bibelot do nikąd
Na starych wspomnieniach zalega kurz
Obraz dzieciństwa powoli zanika
Jedynie co chcesz – to wstać jutro
Zagarnąć w ramiona blask dnia
Otulić się w pewność, jak w futro
Wykrzyczeć swój strach, bolesne ,,JA”

Gdy zimno – masz jeszcze schronisko
Niejedno – niejeden w nim Ty
Daleko od świata – a tak dziwnie blisko
Tam dośnisz przemarznięte sny
Odtają schłodzone marzenia
Smak ciepła przywróci Ci pamięć
Wokoło postacie z ,,teatru cienia”
Chcesz być kimś innym – więc kłamiesz
Uciekasz co dzień sam od siebie
Chcesz zgubić to fatum, jak cień
Twój sąsiad na dworcu nie wie
że STARCH, ŚMIERĆ czy BIEDA to cierń
Ten sam co w Chrystusa koronie
Gdy lżył i przeklinał Go tłum
A Bóg na statecznym swym tronie
Ucisza anielskich piór szum
Przecieka wciąż życie przez palce
Zatracasz się gryząc je w krwi
Walizka Twym ostatnim szańcem
Na którym jak ORDON – strach tkwi
LOS ŚLEPIECNa skrzyżowaniu życia dróg
Stoi z laską białą
Dla jednych przyjaciel
Dla innych wróg
W dłoni ma kart życia kabałę
On to rozdziela poczciwie dni
Smutne, wesołe, w śmiechu, w żałobie
DAJ I MNIE LOSIE KILKA CUD – CHWIL!!
SPRAW BY JASNYM DZIEŃ MÓJ SIĘ ZROBIŁ
CODZIENNOŚĆZ radia płynie mużyka
Jak mały strumień, gdzieś obok nas
Jak wieczność, która cicho umyka
Wśród minut – kropel czas
Mija dzień ….jeden, drugi, trzeci …
… Odpływają pory roku
… Wynoszę znów kolejne śmieci
… Patrzę na ludzi żyjących z boku
Praca, dom, życie, czasem łzy
Jakoś osobno, chociaż to boli
Prześnię znowu kolejne sny
Codzienność przebrnę powoli
Poznam znów nowych ludzi
Zwiedzę znów nowe miasta
Może gdzieś we mnie się obudzi
Dziecko, z którego wciąż ,,wyrastam” ?
KIEDY
?
!Kiedy ustanie burza myśli rozszalała,
Wirująca, jak opętańczy taniec ?
Kiedy na pewno będę wiedziała,
że rozpoczęło się łagodne granie
Spokojnej melodii, jak w ciszy zaklętej
Ukołysanie moich łez potoku
Wiary jak Bóg niepojętej
Wszystkiego co mieści słowo SPOKÓJ
Lęk miewa swoje ukryte oblicze
Jawi się dopiero w bezsennym koszmarze
Z którego zrywam się i krzyczę
Gdy znowu się pokaże….
DalekoJesteś daleko, tam Ci źle
Tu też nie było łatwo
Powracasz tutaj we śnie
Przeszłość twoją Mekką
Miotasz i rozdzierasz się
Spocone sny zapijasz
Daleko drugi brzeg
ZA MGŁĄ JEJ TWARZ
To nie twój świat
Wróć ! Chociaż boisz się
Nie myśl, że nie masz po co
W dalekich wspomnień tle
Jej włosy tak się złocą...
Zapomnieć....?Zapomnieć o Tobie?
Nie chcę ! To za trudne !
Kłębią się myśli w głowie
Te ,,czyste” i te ,,brudne”
Budzę się i zasypiam
Widzę Cię, choć nie chcę
Trzymam myśli w dłoni
Twój świat daleko
Nigdy go nie dogonię
Zapomnieć ?! Dlaczego muszę ?
Mój protest, tak jak krzyk
Rozdziera MYŚLI
Proszę przyjdź
.... albo chociaż się przyśnij ...!
Moje życieW tym moim życiu obok mnie
Jestem obserwatorem
Kibicem chwil
Rzeka czasu przepływa
Leniwie toczy nurt
Mijają dni, pełne marzeń
Czas swoją role odgrywam ?
Lecz kim jest sufler ?
Skąd zna tekst ?
Idę z przeszłości kufrem
Pełnym wydarzeń
Nie do zmiany
Co jutro pokaże ?
Czy będą już karty rozdane ?
MYJesteś .... jestem....obok toczy się życie
Świat poplątanych ludzkich losów
Węzły myśli sięgające serca
Idę do ciebie boso
Niosę Ci swoje bycie
Jak pęk dojrzałych kłosów
Mam nierozwikłaną przeszłość
Ciężką jak ołowiana chmura
Po kolei punkty zakreślam
Mija kolejna życia tura...
Spotkałam Cię w nieładzie myśli
Wpadłam na Ciebie w biegu
Stanęłam zdziwiona
Dlaczego ty i ja
...tyś kiedyś mi się przyśnił
jesteś...jestem
jak będzie (my)....?
CHWILANa chwilę czas zatrzymuje swój bieg
Ziemia staje w miejscu
Nieruchomieje minut strumień
Idę na drugi brzeg
przepustkę w to miejsce mam ... w sercu
Zaklęcie ... na pamięć umiem
Łzami obmyte oczy ... widzą wyraźniej
Z daleka dostrzegam Twoją twarz
Twój uśmiech rozjaśnia moją ciemność
Odpędzam mary bojaźni
Promieniem serca drogę mi wskaż
pójdź tam razem ze mną
nie lubię ścieżki samotnej
jest oświetlona tuż pod nogami
jakby noc zagarnęła blask
zachmurzonego księżyca
nie widzę drogi powrotnej
mrok obiecuje .... omami
rozdziela serca ... nas
czasem tajemnicą zachwyca
ale ciemność jest zawsze .... samotna
PRZESTRZENNOŚĆNieogarnięta przestrzeń myśli
Nierozeznane mam pragnienia
nie wiem, co w nocy mi się przyśni
Ja nie planuję jawy śnienia
Galopem mknie mustangów stado
nieokiełznane, niepokorne
cienie traw, pędem ich się kładą
a drzew konary są pokorne
Konie – to myśli niezależne
nie przyjmą tak łatwo tresury
przestrzeni ogrom bezbrzeżny
nad nimi tylko białe chmury
Wiatr im rozwiewa gęste grzywy
muska ich grzbiety lekkim tchnieniem
kopyta miażdżą pokrzywy
horyzont ich pragnieniem
NO CÓŻ......Bóg człowiekowi podarował
ziemię i słońce, jako dar,
by człowiek długo to szanował,
by chronił, jak cudowny skarb.
Ale, jak zwykle bywa w życiu
człowiek mądrzejszy chce być zawsze
i wciąż po cichu, wciąż w ukryciu
traktuje Ziemię, jak zabawkę
Wymyśla ciągle coś nowego
uważa, że to jest najlepsze,
nie wie, ile sam czyni złego,
a tlen zanika wciąż w powietrzu
Ziemia jest chora i zmęczona,
nie ma już siły się obronić.
Roślina, drzewo i kwiat – kona;
A Bóg ? Sam nie wie, co ma zrobić....
CZEKANIETaka dziwna zawieszona pustka czasu
Świat obok płynie
Mijają mnie ludzie
Szarą bezkształtną masą
W każdej mijanej godzinie
Minuta czekania się... łudzi
Czekam... Czas jest dłuższy niż zwykle
Zgęstniało powietrze wokół
Czekam.... Czas dzieli się na cykle
Przed..., teraz, i...?...krok po kroku
Czekanie... to strach, że się nie spełni...
To obawa, że coś się nie uda
Dłuuuuugie jak kłębek wełny
Splątana w supełki ,,paskuda”....
BUNTSen nie przynosi ukojenia
Po dniu złożonym z rozdarć
Nie spokoju i spełnienia
Jak mogę ,,jutro” spotkać
Lokuję ślepo przeczekanie
Zawieszam w próżni wiarę
Rozkładam ją pozamykaną
W wewnętrzny ból, jak karę
Krzyczę zebraną poprzez lata
Wściekłością zasklepioną
Niech się kamienna dusza zbrata
Ze spopielałą warg osłoną
Budzę się w rytmie cudu świata
Jakim są narodziny
Biorę należną mi zapłatę
– REWANŻ DANINY
Pytania bez odpowiedziCóż może znaczyć słowo miłość ?
Jaka ma wartość dla człowieka ?
Jak wiele pragnień obnażyło
Ile ,,złamało” serc przez wieki /
Miłość do dzisiaj jest niepoznana
Ma wiele brzmień i dźwięków
Choć różnie rozumiana
To jednak zawsze święta !
Bo miłość dana jest nam od Boga
Człowiek ją tylko przetwarza
Gdy serce mu ogarnie trwoga
To on w modlitwie ja powtarza
Miłość to surowy diament
W rękach człowieka dar niepoznany
Miłość jak jeszcze jeden sakrament
Od nowa co dzień poznawany
Bywa że szmaragd wydobędzie
Ktoś kto rozumie miłości wartość
Czasem niestety także będzie
pojęciem z piękna odartym
Czy Ty to wiesz ?Kiedy tak bardzo kogoś potrzebujesz,
Kiedy tak mocno czegoś chcesz….
Dlaczego wszystko wciąż rujnujesz?
CZY TY TO WIESZ ?
Kiedy tak słońca wypatrujesz
Chociaż nad głową trwa wciąż deszcz
Czemu w kłopoty się ,,pakujesz” ?
CZY TY TO WIESZ ?
Zostaw utopię, która snujesz
Zbędne fantazje porzuć też
Choć bardzo boli to , co czujesz ….
WIESZ CZEGO CHCESZ
RAJ (
) Za siódmą warstwą nieba
Gdzie cicho płyną chmury
Gdzie ziemskich spraw nie trzeba
Nieważny byt ponury
Mieszka sobie ,,beztroska”
Jak wieczność we wszechczasie
Z aniołami o małych nioskach
Z Niebytem w całej swej krasie….
Tam nie ma ni ,,wczoraj” ni ,,jutro”….
Tam słowo dziś ma swój wielki sens
Puch chmur – to lek przeciw smutkom
A błękit murem obronnym dla klęsk
RegresingKiedy jestem zmęczona szarością
Dni codziennych, spraw beznadziejnych
Kiedy świat mnie otaca podłością
Chwil bez przyszłości; niejasnych, chwiejnych
Wtedy wracam pamięcią do wspomnień
Pochowanych głęboko w szufladzie
Staram się przez chwilę zapomnieć
O rozchwianym kłopotów bezładzie
Pod powieki wracają obrazy
W których słońce ,,tańczyło” na falach
Nieba lazur; piękny, bez skazy
Wiatr morski złe myśli oddala
Sztorm wyrzucił na plażę muszelki
Bursztynowe odłamki, korzenie
Bezkres wody morskiej wielki
Mewy kładą na wydmach swe cienie…..
Potem wracam do ,,dziś”, po ,,podróży”
Spokojniejsza, z nowymi siłami
WIEM – Po każdej burzy
Wstaje tęcza lśniąca kolorami
„ JESIEŃ” Akceptacja Słyszałem dzisiaj krzyk dzikich gęsi
Nic nie poradzę – już ,,idzie” Jesień
,,kroczą” dni słotne i niepogoda
A tak mi bardzo jest lata szkoda
Spurpurowiały klonowe liście
Kobierce w parkach szumią złociście
Wrony gromadnie obsiadły dach
Las otulony w srebrnych mgłach
… Kasztany rudym mgnieniem lśnią
… Kropliste deszcze szmerem brzmią
… Ostatnie kwiaty zważył chłód
… Pełnym spiżarniom obcy głód
TAMPrzez cały rok cisza kołysze
Odwieczny sen niepamięci
Codziennie można usłyszeć
Jak zegar kalendarz ,,nakręca’
Wiosna groby zdobi, okrasza
Jasną, zieloną ponową
Latem ptaszę trelem rozprasza
Duchów tajemne rozmowy
Kiedy jesień złota nadchodzi
Sypiąc czerwonym listowiem
Dzień przed nocą spiesznie uchodzi
A księżyc lśni mglistym nowiem
Żywi znowu idą przypomnieć
Bliskich, którzy dawno odeszli
W świecach płonących skromnie
Obraz z pamięci podkreślić
Na groby przychodzą tłumnie
Burzą cmentarną ciszę
,,tratują” bezrozumnie
spokój, który śmierć kołysze
Zostawią strojne śmieci
Zapalą krocie świec
Zeschnięty kwiat z wiatrem uleci
Zostanie
….Cisza
….Cmentarz
….Śmierć
Jesienny wiatrHuczy zawodzi w nagich konarach
Zmiata z nagrobków misterne girlandy
Grzeje swe tchnienie w płomieni oparach
Tańczy swój taniec, balet bezustanny
Wciska się w każdą uchyloną szparę
Schładza na twarzach każdy grymas ciepła
Rozrywa chmury nad Światem prastarym
Udaje głosy demonów, jak z piekła
Obłąkańczy taniec listowia w przestrzeni
Sieczą krople deszczu – po ludziach, po domach
To zatyka oddech, to kierunek zmieni
Dzwoni na kominie melodię znajomą
Raptem cichnie w polu,
Bo przeszkód tam nie ma
Jak zwierz wypuszczony z niewoli, przed chwilą
Jak człowiek piszący życiowy poemat
Szukający w sercu pierwotnego stylu
Listopadowa poraW nocnym mroku
W szeptaniu kropel
W ciężkości chmurnej, dżdżystej nocy
Jak zwisły z belki: Duch - nietoperz
Jak zjawa – gdy posępnie kroczy
Skrada się w płaszczu utkanym z mgieł
Snuje babiego lata długą nić
Cichnie w umarłych drzewach ptasi zgiełk
Spóźnia się coraz bardziej zimny świt
W zadumie kroczy czarnym polem
Kładzie w zagonach zmarznięte cienie
A ja??…..
Cierpliwie i z uporem
Łowię słoneczne resztki olśnienia
SAMOTNICYEksplozją złocistą wybuchnął październik
Krwisto – brązowe barwy migoczą
Szaro się snuje mgła po ostrej ścierni
Strachy na wróble zagonami kroczą
Już nie potrzebna ,,pracowita przeszłość’
W spichlerzach zbiory już poskładane
Już przeminęła strojna łachów świetność
Patyki – ręce – też połamane
Zmoczy listopad siecząc dżdżu szarugą
Zabawne piórko w kapeluszu
Żal za słoneczna, ciepłą lata , smugą
Serce straszydła do głębi poruszy
Postoją może jeszcze do śnieżycy
Jeśli ich wcześniej wicher nie pokona
Czas ich istnienia już się przestał liczyć
Świadkiem ich śmierci …. wrona
Jesienna miłośćTo było tak dawno temu…
A Ty…? Pamiętasz do dziś
Jesienią – nie wiedzieć czemu ?
Zamiast kwiatów – dałeś opadły z drzewa liść
Miał ciepłe złote kolory
Szeleścił sucho w dłoni
Pamiętasz do tej pory
Jak wiatr jesienny was gonił
Gdzieś w bramie, w warkoczach jesiennego deszczu
Szeptałeś cicho magiczne słowa
Dziś – w liści suchych szeleście
Słyszysz je znów…..
to jesiennej miłości mowa
Oczekiwanie na zimęJesień już przeszła, wiatr w liściach szeleści
Już nie błyszczą, już się nie czerwienią
Ptak ostatnim świergotem obwieścił
Że na ciepło – zimno chce zamienić
Cicho wpełza wszędobylski mróz
Ścina kałuż błyszczące lusterka
,,Białej Pani” zajechał biały wóz
Wiatr z resztką liści ,,bawi się w berka’
Jesienne drzewa liście oddały
Nagie konary ogrzewa słońce
W sadzie owoce już pospadały
Kominek iskry sypie gorące
Mgiełka poranna snuje się polem
Wieczór zapada jeszcze za dnia
Rumiane jabłka leżą na stole
W oknie przysiadły gawrony dwa
Melancholijnie liście szeleszczą
Idę w zadumie przez cichy park
Jesieni dłonie – gałęzie pieszczą
Piwnica – plonów ukrywa skarb
Zachodzi słońce z purpury wstęgą
Wiatr zerwał z drzewa ostatni liść
Do martwej pustki – przymrozek sięgnął
Malując pierwszą szronowych kwiatów kiść
ZIMA Noworoczne marzenia
Minęły już święta, czas dobroci,
Strzeliły znów korki szampana
ŚWIAT WOKÓŁ NAS Leśny strumień
Krystalicznie śpiewa w kamieniach
Niesie z listków łódeczki zielone
Łowi złote słońca promienie
Głaszcze, muska brzegi omszone
Karmi kwiatów krótkie korzenie
Niesie tęczę ponad powierzchnią
Tysiąckrotne kolorów lśnienie
Przed którymi szarości pierzchną
Gdzieś tam w oddali stanie się rzeką
Teraz szkli się strugą drobniutką
Pod korzeniami drzewa poczeka
Na kropelkę rosy malutką
DąbKiedyś bogom składano ofiary
Kładąc w jego korzenie dary
Z jego liści wróżono przyszłość
Wierząc w mądrość jego i niezawisłość
Był ostoją dla wędrownika
Karmicielem dla leśnych zwierząt
Dziś ma tylko rangę pomnika
A wokoło tylko żołędzie leżą….
BursztynLeży na piaszczystej plaży
Błyszczy krystaliczna smugą
Nad nim stoi Neptun na straży
Zakrzepła żywicy struga
Jego wiek – Tysiące lat
Przesłanie – pamięć bez końca
Zaklęty w złotej kropli świat
Zapamiętany promyczek słońca
TęsknotaTęsknię za szumem płowej fali
Śni mi się nocą mewy krzyk
Na wodzie żagiel gdzieś w oddali
I kutrów z rybą portowy szyk
Na ustach czuję słony smak
Sieci się suszą w słońcu
Na złotym piasku o odcisk, znak
W oddali niebo bezkres bez końca
Pod powiekami trwały obraz
Sztormów i wichrów i huku fal
Z dziecięctwa czasów; dawny krajobraz otula mi pamięć, jak ciepły szal
JESZCZE TAM WRÓCĘ ! Wierzę w to !
Jeszcze obejmę karłowatej sosny pień !
Jeszcze się zanurzę w w plaży tło
Jeszcze pochłonie mnie wydmy cień
UliczkaJest w moim mieście uliczka
Taka spokojna, bez samochodów
Na jej końcu stoi kapliczka
A do niej ,,wspina się” kilka schodów
W kapliczce – figurka gipsowa
A pod nią ,,bukiecik” kolorów
Kieruję tam często swe myśli – modlitwy słowa
,,uwalniam się” od życia ,,potworów”
Czasem przepraszam za winy i grzechy
Czasem też proszę o chwile radości
Gdy stoję tak – w oddali słyszę śmiechy
Ktoś przeszedł obok i przeklął ze złości….
ULICA BEZ MIŁOŚCI
Szara i brudna ta ulica
Tu nawet słońce rzadziej świeci
Pstra, obdrapana kamienica
Biedne i smutne małe dzieci
Na schodach lepki smród starości
Zza drzwi – odgłosy awantury
Tu nikt nie słyszał o miłości
Tu każdy dzień, codziennie ponury
Wódka – eliksir zapomnienia
Zagłuszy ,,głodną” myśl o jutrze
… i tak nie starczy na jedzenie
… i tak codziennie życie krótsze
HistoriaNa murze starej kamienicy
Spod starej warstwy płatów farby
Przebija czas w literach skryty
W dawnym zarysie… wspomnień skarby
Tu ktoś, kto mieszkał dawno temu
Napisał szyld na ścianie wprost
Tak chciał – nie wiedzieć czemu ?
Do dziś brzmi z tynku liter ,,głos”
Obca ich mowa w dniu dzisiejszym
Nieznany dziś konturów rys
Przeżyły wiek, po czas tutejszy
… są, jak w pamięci krótki błysk
Dzielnica biedyZa każdym rogiem ulicy
Kryje się brak pewności
W przepastnych dnach piwnicy
Starość swe kąty mości
Na strychu pajęczyn siatka
I sznury na bieliznę
Ciemna schodowa klatka
W śmietniku - rupieci

ryzma
Obraz dzielnicy biedy
….pies – kota goni w bramie
A Ty nawet nie wiesz od kiedy
Zegar swój własny czas okłamie
Pijalnia piwaZewsząd, jak ćmy do świecy
Ciągną w krąg czcicieli Bachusa
Pochylają zmęczone plecy
Czasem kurtka w rękawach ,,kusa”
Gdzieś głęboko, w dziurawych kieszeniach
Zapomniana złotówka spoczywa
,,wypijają do dna” marzenia
Dłoń zmęczone oczy ukrywa
Papierosów paczka pogięta
Spopielały oddech ustnika
Czy o ,,wczoraj” warto pamiętać ?
Gdy już ,,dzisiaj „ po łyku zanika
W knajpieNad bufetem; drewnianym i starym
W kręgu światłą rozlega się brzęk
Nad bufetem szybują opary
Uśmiech, monolog, muzyki dźwięk
Kropla piwa spadła na blat
Komuś popiół spadł z papierosa
czas odlicza tu krople jak kat
Szklanka z piwem a na niej rosa
Nad bufetem – arką szybują
Czyjeś myśli, jak ptaki, jak sępy
Które słabość wódki wyczują
Wsłuchane w monolog, długi i tępy
Przy bufecie na stołkach wysokich
Balansuje ktoś jak na linie
Patrzy przed siebie , czasem na boki
Odejdzie i tłumie zaginie
FantazjaSamotne opuszczone mury
Wybite oczodoły okien
Deszcz spłukał stare dachówki
Tynk odpadł, jak płaty skóry
Mieszkają tu jedynie mrówki
Ten dom ma histerię zaklętą
Mógłby snuć opowieści treściwe
Łzy radości i bólu pamięta
W jego ścianach, ktoś szczęście odkrywał
Stoję przed schodami donikąd
Słucham mowy kamieni, drewna
Z wolna rzeczywistość zanika…..
….. z góry schodzi dziewczyna – królewna
dłoń podaje zaprasza do środka
opowiada o gościach, rodzinie
z kuchni pachnie ciastem tak słodko
dźwięk muzyki z salonu płynie
w drzwiach młodzieniec z bukietem róż
wodzi wzrokiem za gospodynią…..
Na dawnych wspomnieniach historii kurz
W starym domu czas dawny zaginął
Nadchodzi burzaMajestatycznie kołyszą się stare drzewa
Niosą z wiatrem pieśni z gór
Zabłąkane dzieje na polanie wiatr wyśpiewa
Łzą żywicy, duch lasu, starą ranę zaklei
Przetaczają się kłęby ciężkich chmur
Okrywają cieniem leśny matecznik
Milknie ptaków leśny chór
Zwierzyna przed burzą chroni się bezpiecznie
Pomruk grzmotu zabrzmiał złowieszczo
Cisza zawisła nad ziemią
Tylko brzęczenie owadów w powietrzu
Przytłacza upału brzemię
,,KOLORY” Czerń… Czarna jest noc nad pustynią,
bez gwiazd i łuny miasta
… Czarna jest otchłań, która w czarnej duszy wyrasta
… Czarny węgiel błyszczący czernią w promieniach słońca
… Czarna rozpacz, która zdaje się nie mieć końca
… Czarne są myśli przeplecione smutkiem…
…. Czarny płaszcz poety, choć za krótki….
Ale ,,czarniejsze” są Twoje oczy patrzące na mnie przez chwilę,
niż wszystkie te obrazy, których widziałam już tyle…
BielBiałą brzoza, smukłością się wspina
Z białej kory strój ma dziewiczy
Białą smugą zieleń przecina
Czarne cętki na pieli liczę
Biała dusza w niej cicho śpiewa
Jak tęsknota w drzewo zaklęta
W cichym parku słuchają drzewa
Szept jej liści – wiatr zapamiętał
NOCNE OBRAZY Błogi senNocą, gdy sen niedaleko
Zegar miarowo odlicza czas
Pod ciężką senną powieką
Miękko się ściele marzeń blask
Sączy się strumień dżwięków nocy
W oddali zegar wybił godzinę
Po nieboskłonie księżyc kroczy
Za chwilę płaszcz swój z gwiazd rozwinie
Spokój zastyga w ciszy
Morfeusz gładzi twój policzek
Już w dal odpływasz
Już nie słyszysz,
Jak czas powoli noc odlicza
Nocne zmoryNoc nad miastem nadciąga ponuro
Świstem wiatru ,,liczy” kominy
Księżyc się schronił za chmurą
Zz zachodu widać poblask siny
Wyłażą cienie z bram kamienic
Wypełza zimno z zakamarków
Bezdomny drży gdzieś w ciemnej sieni
Tuląc się w palto swe podarte
Pies przebiegł szybko przez ulicę
Nad dachem siwy dym się snuje
Ni żywej duszy w okolicy
Bezdomny do snu się szykuje
ZmrokSłońce odchodzi po długim dniu
Żegna się z nami spracowane wielce
Dla ludzi przyszła pora snu
Noc w mgłach wieczornych kryje słońca serce
Księżyc rozpoczął nocną drogę
Srebrną poświatę śle do okien
Jutro już czeka za domu progiem
Gwiezdny pył mami dziwnym urokiem
W tej ciszy nocnej srebrzy się poświata
Księżyca – nierealny blask
Gdzieś…. Nocna mara sieci swe wyplata
Dopóki ich nie zerwie ranny brzask