Witaj na Ogólnopolskim Forum Osób Niepełnosprawnych. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować

Miłość nie kończy się na wypadku

Moderatorzy: Lunea, misiu100, Junior Admin

Avatar użytkownika
User

asia_86

Ranga

Moderator

Moderator
Posty

10333

Dołączył(a)

21 sie 2006, 15:39

Lokalizacja

Podkarpacie

Miłość nie kończy się na wypadku

Postprzez asia_86 » 6 cze 2017, 15:43

Miłość nie kończy się na wypadku

Codziennie pokonują to, co dla innych wydaje się niemożliwe. Mimo niepełnosprawności tańczą, podróżują, marzą i się modlą. Są szczęśliwi z Bogiem.


Poznali się „przez przypadek”. Był sierpień 2008 r. Zimna noc w Radomiu. Ania z koleżanką wracały z imprezy. Marzły. Po drugiej stronie ulicy szedł chłopak w ciepłej bluzie. Zapytały, czy im ją pożyczy. Pożyczył. Rozmawiali z Arturem jeszcze półtorej godziny. Przez dwa lata byli razem „w kratkę”. Schodzili się i rozchodzili. – Modliłam się do Boga – spraw, abym przestała go kochać albo abyśmy w końcu byli razem na poważnie – wspomina Ania.
Dwa tygodnie później Artur jechał na rowerze. Chciał zjechać z niepozornej górki – nie wiedział, że kończy się ona w połowie betonowym uskokiem. Przewrócił się i upadł na głowę. Nie mógł się ruszyć. Przewieziono go na OIOM. Diagnoza – zmiażdżenie dwóch szyjnych krążków międzykręgowych. Nacisk na rdzeń kręgowy. Na stole operacyjnym Artur ląduje za późno – dopiero po dwudziestu godzinach. Powinien po pięciu. Przez pierwszy tydzień jest reanimowany minimum dwa razy dziennie. Serce i płuca przestają działać. – Myślałem, że umieram. Chciałem powiedzieć wszystkim, aby mnie zostawili i pozwolili mi odejść. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że życie jest takie wspaniałe – wspomina Artur. Mijały tygodnie, a on nie odzyskiwał czucia. Przez półtora miesiąca Ania nie miała z nim żadnego kontaktu. Nie chciał, aby wiedziała go w takim stanie – podłączonego do kilkunastu urządzeń, z rurką tracheotomijną w tchawicy.
Pierwsze spotkanie po wypadku pamiętają ze szczegółami. Mieli gotowe „przemówienia”. Nic z tego nie wyszło. Zanim Ania zdążyła powiedzieć słowo, pielęgniarka podała jej talerz z zupą, którą karmiła Artura. Nigdy wcześniej nie karmiła osoby dorosłej. Trzęsły się jej ręce. Zaczęli rozmawiać dopiero po drugim daniu. Szczerze. Artur zaproponował Ani odejście – zapewnił, że zrozumie. Nie chciał, aby została przy nim z litości. Ona nie chciała o tym słyszeć. Wiedziała, że to jest odpowiedź na jej modlitwę – w końcu poczuła, że chce z nim być. Na zawsze.

Spojrzenie na krzyż

Ania była w Kościele od zawsze. Kazano jej chodzić na Mszę – to chodziła. Z Bogiem rozmawiała jak z kumplem, nie jak z przyjacielem. Płytko. Zawsze się uśmiechała, ale w środku była pustka i smutek. Artur od najmłodszych lat był ministrantem. Największą frajdę sprawiało mu pomaganie księżom na codziennych Mszach o szóstej trzydzieści. Średnio służył do dziesięciu Mszy w tygodniu. W piątej klasie podstawówki przeczytał całe Pismo Święte. Cztery razy. W gimnazjum wszystko zaczęło się zmieniać. Przestał chodzić do kościoła, a po przeprowadzce w nowej parafii nie był już ministrantem. Żył od imprezy do imprezy.
Po wypadku przyszedł moment buntu. Rehabilitacja nie przynosiła efektów, a ciało Artura było sparaliżowane – mógł ruszać tylko głową. Półtora roku depresji i obwiniania innych, w tym Boga. Półtora roku bez wychodzenia z domu. Nie modlił się. Nie chciał się wyspowiadać. Po powrocie do domu odwiedził go nowy proboszcz. Pytał, jak może pomóc. Na Arturze nie zrobiło to wrażenia. Po kilku tygodniach proboszcz przysłał kleryka Grzegorza. To on namówił Artura i Anię na wyjazd do Piekoszowa na wczasorekolekcje. Artura „kupił” opowieściami o innych niepełnosprawnych, którzy radzą w sobie w życiu. Pojechali. Zachwycili ich ludzie. Niepełnosprawni od urodzenia, niepełnosprawni po wypadkach i wolontariusze. Panowała domowa atmosfera. Wszyscy dzielili się swoimi doświadczeniami i praktycznymi wskazówkami – jak jedzą, jak korzystają z toalety, jak się myją. Wielu z nich pracowało i by przyjechać, wzięli urlopy. To był dla Artura szok.
Rehabilitację przeplatała modlitwa. Po dwóch tygodniach Artur zdecydował się na spowiedź. Pierwszy raz od wielu lat. – Wcześniej, gdy patrzyłem na krzyż, widziałem tylko jedną perspektywę – Jezusa do krzyża przybiły moje grzechy A ja miałem ich wtedy mnóstwo. Czułem się winny. Moja spowiedź trwała godzinę. Zmieniła wszystko. Po niej, gdy patrzyłem na krzyż, widziałem kogoś, kto mnie kocha. Czułem się jak syn marnotrawny, który wraca do ojca. Wyrzekłem się grzechów i zobaczyłem Jego radość z mojego powrotu. Jak wracaliśmy z obozu, to wiedzieliśmy, że całe nasze życie zupełnie się zmieni. To był moment przełomu.
Artur po powrocie dostał swój pierwszy elektryczny wózek. Zaczęli wspólnie wychodzić na spacery – najpierw blisko domu, później do miasta. Jeździli autobusami. Było ciężko. Po jakimś czasie kupili auto – czerwonego fiata ducato przystosowanego specjalnie do jego wózka. Artura zachwycało wszystko – od zielonej trawy po każdego spotkanego człowieka.

całość na : https://www.przewodnik-katolicki.pl/Arc ... na-wypadku
" - A kim jest Wojownik Światła ?- Człowiekiem , który umie docenić , jakim cudem jest życie; który do samego końca walczy o to, w co wierzy..." (P. Coelho- Wojownik Światła).
no avatar
User

Ktoś

Ranga

Pisarz

Pisarz
Posty

746

Dołączył(a)

4 paź 2016, 08:33

Re: Miłość nie kończy się na wypadku

Postprzez Ktoś » 6 cze 2017, 23:48

Fajna historia. Bez wiary niemozliwa chyba. Oby tylko Ani się nie "znudziło".

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Powered by phpBB ® | phpBB3 Style by KomiDesign