Gdyby 12 lat temu nie skoczył na główkę, dziś uprawiałby warzywa w rodzinnej wsi pod Radomiem. Zamiast tego Mariusz Rokicki prowadzi popularnego bloga, pisze wiersze i ma na koncie książkę. A poza tym, co kilka miesięcy ociera się o śmierć. Jednak naukowcy z Wrocławia dają nadzieję jemu i innym ludziom z porażeniem czterokończynowym.
– Pałeczka ropy błękitnej – informuje mnie Mariusz o swojej najnowszej infekcji. – Wyjątkowo paskudna bakteria.
Nie może pozwolić sobie na długie wywody. Mówienie przez wystającą z gardła rurkę tracheotomijną sprawia mu trudność, więc każde zdanie jest krótkie, lecz precyzyjne, nasycone znaczeniem. Leży na swoim łóżku na boku, w pozycji, w jakiej spędził większość z ostatnich 12 lat – od kiedy złamał sobie kark w najgłupszy i najbardziej powszechny ze wszystkich sposobów.
Pałeczka ropy błękitnej wydziela charakterystyczny zapach jaśminu, ale na tym kończą się miłe informacje. To jedna z najgroźniejszych bakterii atakujących pacjentów z przewlekłymi chorobami. Lista zniszczeń, jakie może spowodować jest długa i przygnębiająca:
– infekcje krwi
– sepsa
– infekcje dróg oddechowych
– zapalenie płuc
– infekcje skóry i tkanek miękkich
– infekcje oczu
– infekcje dróg moczowych
– infekcje układu pokarmowego
– infekcje ośrodkowego układu nerwowego
– zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych
– ropnie mózgu
– zapalenia kości, szpiku kostnego i stawów
Dodatkiem do tego zestawu jest wysoka śmiertelność.
– Nie daję już rady – mówi Mariusz. Jego zniekształcony przez aparaturę głos przypomina głos jednego z robotów z filmu science-fiction "Gwiezdne Wojny". Tyle że Mariusz jest rzeczywistym człowiekiem.
Nie mniej rzeczywiste są jego problemy. Czterokończynowe porażenie schodzi w tym momencie na dalszy plan. Teraz najważniejsze jest zdobycie 4000 złotych na drogi antybiotyk Imipenem, jeden z nielicznych, na które nie uodporniła się jeszcze atakująca Mariusza bakteria.
– Oddałbym wszystko, byle tylko nie trafić do szpitala. Nie chcę mówić o szczegółach, ale czuję się tam jak śmieć.
Wszystkie śmieci do nas
"Śmieć" to słowo, które już pojawiło się w życiu Mariusza. Padło dawno, ale w najgorszym z możliwych momentów.
Sierpień 1998 roku nie należał do szczególnie upalnych. Każdy sierpień w ciągu kolejnych 10 lat był cieplejszy. Ale ku zadowoleniu chłopaków z Podczaszej Woli koło Radomia niedziela 16 sierpnia, dzień po dwudziestych pierwszych urodzinach Mariusza, była szczególnie gorąca. Wybrali się nad sztuczne kąpielisko.
Po drodze zabrali dziewczyny. – To był priorytet każdego młodego chłopaka, żeby się popisać przed dziewczynami – mówi Mariusz. Zrzucił z siebie koszulkę i wziął rozbieg. Zbyt krótki. "Wtedy już wiedziałem, że robię źle i że nie spotka mnie nic dobrego" – napisał później w swojej książce "Życie po skoku". "Ale nie mogłem się zatrzymać".
Autor: Marcin Wyrwał
Źródło: Onet.pl
O Mariuszu można poczytać także na stronie niepelnosprawni.pl:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/39575
_________________

Piszę poprawnie po polsku.