W fabrykach, sklepach, barach, restauracjach przyszło dzisiaj pracować absolwentom studiów wyższych. Jeśli komuś taka praca nie odpowiada, zawsze może zasilić grono bezrobotnych. W latach 2011-2015 ich liczba może przekroczyć nawet 3 mln - wynika z badań Instytutu Pracy i Polityki Socjalnej.„Magistra inżyniera do rozwożenia obornika szukam!” – ogłoszenie o takim tytule znalazła miesiąc temu w lokalnej gazecie pani Wanda. – Nie mogłam w to uwierzyć. Oferta dotyczyła pracy na zlecenie, ale konieczne było okazanie dyplomu. Mimo tego, że jestem grubo po 50-tce postanowiłam zadzwonić i zapytać o szczegóły. Nie dlatego, że szukam pracy, ale w głowie mi się nie mieściło, że do takiego zajęcia potrzeba dyplomu – mówi. Jak się okazało, pracownika szukał właściciel kilkuhektarowej gospodarki, który potrzebował osób do pracy przy jesiennym nawożeniu. Dyplom był konieczny, bo ogłoszeniodawca był pewien, że osoby po studiach rolniczych najszybciej sobie z takim zadaniem poradzą, a on zaoszczędzi czas, który musiałby przeznaczyć na przyuczenie. – Jestem tym zbulwersowana, nie będę tego ukrywać. Walczyłam, żeby moje dzieci pokończyły studia, ledwo wiązałam koniec z końcem, żeby je utrzymać, brałam pożyczki, by zapłacić za ich utrzymanie w Warszawie, a teraz są na bezrobociu. Przyszły takie czasy, trudno, kiedyś studia były prestiżowe, dziś z każdego kąta wyskakuje magister, a ta nadwyżka powoduje, że pracy dla wszystkich nie starcza, ale żeby magistrom czy inżynierom po studiach proponować pracę, że się wyrażę bez ogródek, przy gnoju, to naprawdę szczyt wszystkiego! Tym powinny zajmować się osoby, które nie poświęciły pięciu lat życia na naukę – mówi z oburzeniem.
Produkcja bezrobotnychZ roku na rok rośnie liczba bezrobotnych absolwentów szkół wyższych zarejestrowanych w urzędach pracy. Według danych GUS w 2010 roku liczba ta powiększyła się o 30%. Jednocześnie nie przybyło nowych ofert pracy. Propozycje pracy skierowane do absolwentów szkół wyższych stanowiły jedynie 0,7% wszystkich, a niemal 1/3 z nich to propozycje staży – wynika z raportu „Młodzi 2011”. – O ile w 2000 roku bezrobotni z dyplomem wyższej uczelni stanowili nieco ponad 2,5% ogółu bezrobotnych, o tyle w 2010 było to już blisko 10,5%. Udział tej grupy bezrobotnych wyrażony w liczbach bezwzględnych zwiększył się trzykrotnie, z blisko 70 tys. do ponad 200 tys. bezrobotnych magistrów i licencjatów. Co gorsza, utrzymujący się trend jest rosnący i nie wydaje się, żeby w najbliższym czasie miał zostać odwrócony – informuje Marcin Kołodziejczyk, kierownik agencji Manpower w Poznaniu.
Instytut Pracy i Polityki Socjalnej prognozuje, że w latach 2011-2015 liczba bezrobotnych absolwentów może przekroczyć nawet 3 mln. Specjaliści ds. rynku pracy twierdzą, że winą należy obarczać uczelnie. To one produkują tak dużą liczbę bezrobotnych. Od kilkunastu lat obowiązuje trend do zdobywania wyższego wykształcenia, co wykorzystują uczelnie, które swoje filie otwierają nawet w małych, liczących mniej niż 50 tys. mieszkańców, miastach. – Już teraz mamy za dużo uczelni i, choć brzmi to paradoksalnie, zbyt łatwy dostęp do studiów w Polsce. Skutkuje to spadkiem premii na rynku pracy związanej z wyższym wykształceniem. Obecnie w Polsce, przez zbyt dużą liczbę uczelni, często dążących tylko do pozyskania jak największej liczby studentów, praktycznie każdy, kto chce, może skończyć studia – informuje Bartłomiej Gorlewski, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Czy młodych inżynierów czeka bezrobocie? »Duża liczba uczelni rodzi inny problem: na rynku pojawia się mnóstwo magistrów o wygórowanych oczekiwaniach finansowych, a jednocześnie o niskich kwalifikacjach zawodowych. – To, że ktoś skończył studia, nie oznacza dzisiaj, że posiada umiejętności do pracy w zawodzie – alarmuje pan Sławomir, przedsiębiorca z Opola. – Przez namnożenie się uczelni, papier dostaje każdy, kto chce. Co więcej, większość uczelni idzie na rękę studentom, przepuszcza nawet tych najsłabszych, zwłaszcza na studiach zaocznych czy wieczorowych, z których uczelnie mają czysty zysk, a potem ja szukam sekretarki i każda chwali się papierkiem, a żadna nie potrafi nawet drukarki czy ksera obsłużyć – dodaje. – Niestety, takie przyszły czasy. Dane pokazują, że bezrobocie wśród absolwentów wzrasta, ale nie dlatego, że nie ma zapotrzebowania na dyplomowanych pracowników, tylko po prostu z roku na rok rośnie ich liczba, a jednocześnie osobom z dyplomem wydaje się, że powinny od razu pracować na kierowniczym stanowisku. Tymczasem nikt im takiej pracy nie da, zwłaszcza jak mogą pochwalić się tylko i wyłącznie papierem – dodaje.
więcej na:
http://biznes.onet.pl/magistra-inzynier ... news-detalDodam już od siebie, że teraz studia i tytuł mgr nie gwarantują ani lepszej pracy ani zarobków- Pracodawcy wolą wziaść stażystę na 6 m-cy i potem kolejnego itp, itd niż płacić ze swojej kasy. A jak już mgr zatrudnia to za najniższą krajową.... Czy wogóle jest sens robić studia