Ogromna kolejka przed konkretną apteką - taki widok dzisiaj nie dziwi nikogo. Oznacza tyle, że w tym miejscu niektóre leki można kupić znacznie taniej niż w innych aptekach. Jednak taki obrazek już niebawem przejdzie do historii.Sejm kończy pracę nad ustawą refundacyjną, która nakłada stałą marżę. Czy to dobrze, czy źle? Zdania są podzielone.
W wielkim skrócie niektóre postanowienia ustawy wyglądają tak: podatek VAT na leki wzrośnie z 22 na 23 proc., ceny leków refundowanych, czyli tych, do których dopłaca Narodowy Fundusz Zdrowia, będą takie same w każdej aptece i zostaną ustalone przez producentów w wyniku negocjacji z Ministerstwem Zdrowia. Od ich wartości będzie też wyznaczana urzędowa marża - w wysokości 5 proc. Czyli znikają słynne "leki za złotówkę", promocje i bonifikaty, a każda apteka ma te same ceny i taką samą marżę na leki refundowane.
- Ja na wejście w życie takich zmian czekam od dawna. Przestaniemy bawić się publicznymi pieniędzmi. Wszędzie ceny leków będą takie same i poprawi się gospodarka lekami refundowanymi. Wreszcie skończy się "turystyka lekowa" - mówi Wacław Korzeniowski, prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Białymstoku.
Co to oznacza dla pacjenta? W każdej aptece leki refundowane będą kosztowały tyle samo. Apteki nie będą mogły wprowadzać promocji. Kilka miesięcy temu jedna z aptek na przykład nie tyle drastycznie obniżyła ceny leków, co wręcz do zakupów dopłacała. Takie promocje napędzały sprzedaż leków.
Aptekarze, hurtownicy i przedstawiciele firm farmaceutycznych nie zostawiają suchej nitki na tych propozycjach. Przekonują, że ceny leków wzrosną, bo producenci nie będą ich obniżać.
- Tanie apteki stracą najbardziej, bo stracą stałych klientów - mówi Marek Morusiewicz, właściciel białostockiej Apteki przy Ratuszu.
Rynek leków refundowanych jest wart w Polsce rocznie osiem miliardów złotych. W aptekach sprzedaż leków refundowanych to połowa obrotów. Poza tym sprzedają też leki nierefundowane i kosmetyki.
Niestety, co do jednego wszyscy są zgodni. Na nowych przepisach najbardziej stracą ci, którzy są najniżej tego łańcuszka - pacjenci.
- Jeżeli teraz mogę kupić lekarstwo, które kosztuje złotówkę i pal licho, że muszę zawsze stać w kolejce, a później ten lek będzie kosztował na przykład dziesięć złotych i będzie dostępny bez kolejki - to ja wybieram kolejkę nawet na kilometr - mówi Zofia Arciszewska. Zawsze kiedy dostaje emeryturę najpierw idzie do lekarza i prosi o recepty, później jedzie do jednej z tanich aptek w Białymstoku i kupuje leki najtaniej w całym mieście. - Podejrzewam, że teraz na połowę nie będzie mnie stać.
Z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że Polacy płacą około 35 proc. ceny leków refundowanych. To o 10 punktów procentowych wyżej od poziomu, który jest uznawany za barierę w dostępie do produktów leczniczych.
z:
http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1, ... z1HKBfgnA9