|
Reprezentacja Polski siatkarzy pokonała Serbię 3:1 w swoim drugim meczu Pucharu Świata w Japonii. Było to drugie zwycięstwo reprezentacji Polski za trzy punkty, co stawia ją w świetnej sytuacji. Mecz z mistrzami Europy, którzy do Japonii przylecieli dopiero w piątek i nie w pełni gotowi do gry przegrali w niedzielę z Argentyną 0:3, Polacy zaczęli od skutecznych akcji ze skrzydeł. Serbowie początkowo odpowiadali atakami środkiem, które kończył Dragan Stanković. Potem zagrywkę Nowakowskiego źle przyjął Kovacević i z przechodzącej piłki punkt zdobył Winiarski, a chwilę później nasz przyjmujący zaserwował asa i biało-czerwoni prowadzili 8:5.
Po skutecznym ataku Winiarskiego w kontrze prowadzenie Polaków wzrosło do czterech punktów (9:5), ale zespół trenera Anastasiego szybko roztrwonił przewagę. Asa zagrał Podrascanin, nasi środkowi bloku - Możdżonek i Nowakowski, nie kończyli ataków, i zrobiło się po 11. Polacy utrzymywali minimalne prowadzenie, ale przy stanie 16:16 Kubiak przyjął na drugą stronę, punkt zdobył Stanković i Serbowie po raz pierwszy w tym meczu prowadzili (17:16).
W końcówce seta mistrzowie Europy powiększyli prowadzenie do dwóch punktów, gdy w kontrze ręce Nowakowskiego obił Kovacević (22:20). Chwilę później lekkiego serwisu Stankovicia nie odebrał Ignaczak, a seta potężnym atakiem zakończył Miljković. Serbowie wygrali 25:21 i objęli w meczu prowadzenie 1:0.
Przed rozpoczęciem drugiej partii trener Anastasi próbował pobudzić swoich zawodników i początek seta wskazywał na to, że mu się udało. Obudził przynajmniej Marcina Możdżonka, który kilka razy wymusił błąd przyjęcia na Kovaceviciu i już po kilku akcjach było 6:1 dla biało-czerwonych. Dwa błędy Kubiaka (atak w aut i uderzenie w pojedynczy blok Miljkovicia) zmniejszyły naszą przewagę, jednak na pierwszą przerwę techniczną Polacy schodzili prowadząc 8:5.
W pewnym momencie Serbowie tracili do Polaków już tylko punkt (7:8), ale od tego momentu zaczęli popełniać sporo błędów w zagrywce, przyjęciu i ataku. Znów dały im się we znaki szybujące zagrywki Nowakowskiego i Możdżonka. Przewaga biało-czerwonych rosła i na drugiej przerwie wynosiła już sześć punktów (16:10). Do końca seta Polacy byli już znacznie lepsi od swoich przeciwników i choć w końcówce młody Uros Kovacević zdołał zablokować Bartmana, to w kolejnej akcji ten sam zawodnik z premedytacją obił mu ręce i nasi siatkarze wygrali 25:18, doprowadzając do remisu 1:1.
Gdy na początku trzeciej odsłony potężną zagrywką punkt zdobył Bartman i Polacy prowadzili 4:1 wydawało się, że i tym razem możemy szybko "odjechać" Serbom. Jednak w sytuacji, w której biało-czerwoni mogli powiększyć przewagę, "Zibi" popełnił prosty błąd, a potem kolejne dołożyli Winiarski i Kubiak i zrobiło się 4:4. Na przerwie technicznej było jednak 8:6 dla Polski.
Po wznowieniu gry Serbowie szczęśliwie odrobili trzypunktową stratę (z 6:9 do 9:9), ale nie byli w stanie długo nawiązywać wyrównanej walki z Polakami. Doskonale rozgrywał Paweł Zagumny, a czy to w pierwszej akcji, czy w kontrze, raz po raz skutecznymi zbiciami popisywali się Kubiak czy Bartman. Ten pierwszy tuż przed drugą przerwą znów "pocelował" zagrywką Nikicia i było 16:12 dla naszej drużyny.
Z trudem wypracowaną przewagę znów niemal bez walki pozwoliliśmy zmniejszyć rywalom (18:17), ale wtedy Anastasi poprosił o czas i uspokoił zawodników. Po powrocie na boisko dwa razy świetnymi atakami popisał się Kubiak, pomylił się Nikić i było już 21:17. Kolejne dwie akcje Kubiak jednak zepsuł (zablokowany i atak w aut), ale następną w trudnej sytuacji mądrym plasem skończył Bartman, a 23. punkt dał Polakom efektowny blok na Miljkoviciu (23:19). Najlepszy siatkarz ostatnich ME po chwili pomylił się raz jeszcze, przekraczając linię 3. metra, a partię punktem zdobytym zagrywką zakończył Możdżonek (25:19).
W czwartej partii pierwszy punkt za sprawą zepsutej zagrywki Winiarskiego zdobyli Serbowie, ale z kolejnych sześciu akcji to Polacy wygrali pięć. Nasz zespół bardzo dobrze grał blokiem, a trener Igor Kolaković zdesperowany zdecydował się nawet na ściągnięcie z placu gry Miljkovicia i wprowadzeniu w jego miejsce młodego siatkarza PGE Skry Bełchatów Aleksandara Atanasijevicia. Początkowo dało to efekt, bo Atanasijević skończył trzy ataki i Serbowie odrobili stratę z nawiązką (6:5), ale w końcu 20-latka zatrzymał klubowy kolega Michał Winiarski i biało-czerwoni wrócili na prowadzenie (8:7).
Młodzi serbscy rezerwowi walczyli zaciekle o zwycięstwo w tej partii, a Polacy nie potrafili ich złamać. Co chwila to jedna, to druga drużyna wychodziła na prowadzenie. Na drugiej przerwie technicznej górą byli Serbowie, którym udało się zablokować Bartmana (16:15). Wtedy do pracy zabrał się Nowakowski, którego trudne szybujące zagrywki sprawiły, że szala zwycięstwa przechyliła się bliżej polskiej strony (19:16).
Serbowie szybko straty jednak odrobili (19:19). Znów Polacy "uciekli" na 3 punkty (23:20), i znów stracili serię, pozwalając rywalom doprowadzić do remisu (23:23). W walce na przewagi początkowo to nasz zespół bronił piłek setowych, jednak biało-czerwoni nie mylili się, a od stanu 28:28 zdobyli dwa punkty blokiem na wagę zwycięstwa. Najpierw Podrascanina zatrzymał Możdżonek, a potem Atanasijevicia Winiarski i nasz zespół wygrał czwartą partię 30:28, a cały mecz 3:1.
Najlepszym zawodnikiem spotkania, a właściwie "najbardziej imponującym" (w Japonii nagroda jest przyznawana nie nagroda MVP, a MIP - Most Impressive Player), został wybrany Michał Kubiak.
Puchar Świata, 2. runda spotkań, Nagoya Polska - Serbia 3:1 (21:25, 25:18, 25:19, 30:28)
Źródło: Wirtualna Polska
_________________ Ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy
|