Witamy na Ogólnopolskim Forum Osób Niepełnosprawnych. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3 ] 
 

Autor Wiadomość
PostNapisane: 19 mar 2010, 12:20 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 sie 2006, 15:39
Posty: 5354
Lokalizacja: Podkarpacie
Nie potrafię tylko powiesić zasłon

Jak pierwszy raz przyszłam do pracy, nie wiedzieli, co ze mną zrobić, zastanawiali się, gdzie ją postawić i co ona będzie robiła. Przecież baba nie ma obu rąk! Wychodziłam pół kroku przed ich myśli. Jak ktoś trzymał koperty, to ja natychmiast mówiłam: Daj, to zaadresuję i wyślę. Jak dzwonił telefon, musiałam biec do słuchawki, by odebrać i przekonać wszystkich, że umiem to zrobić. Umiem też szybko pisać na maszynie - rozmowa z niepełnosprawną biegaczką narciarską Katarzyną Rogowiec.

Jak zaczęła się Pani przygoda ze sportem?

Katarzyna Rogowiec*: - Mam wypracowaną wydolność fizyczną, ale jest to związane z życiem na wsi, moim wypadkiem i późniejszą rehabilitacją. Jeszcze przed wypadkiem, a doszło do niego, kiedy miałam 3 lata, ojciec stawiał mnie na nartach. Potem byłam na tyle zawzięta, że wszystko chciałam robić sama. I w taki sam sposób, w jaki robią to inni. Jeżeli moja babcia myła podłogę rękami, to dlaczego ja miałam to robić nogami? Jak mi się udało zasadzić całe pole ziemniaków przy pełnym skłonie moimi krótkimi rękami, traktowałam to jak wspaniałą gimnastykę. To były moje pierwsze nieświadome treningi.

Lekarze zezwolili na sport wyczynowy?

- W czasie nauki w szkole podstawowej i średniej nie było żadnego sportu wyczynowego. Dopiero na studiach jakoś się to rozkręciło, choć pojawiły się kłopoty z kręgosłupem. Jak to na studiach - najpierw brakowało czasu, a później zaczęło go trochę zostawać. Piąty rok, mało zajęć i gdzieś w serduchu wróciła ochota do jazdy na nartach. Chciałam jeździć na zjazdówkach, ale było to możliwe tylko w Poznaniu. Potem usłyszałam, że w Nowym Sączu jest możliwość jazdy, ale na biegówkach. Przekonałam się do nich, choć początkowo nie chciałam nawet o tym słyszeć.

I pojechała Pani na swoją pierwszą paraolimpiadę.

- Do Salt Lake City. Bardziej z ciekawości, a w duchu pomyślałam sobie, że skoro mnie tam zabierają, musi to być jakiś zupełnie nieważny sport. A poziom jest żaden. Na miejscu przekonałam się, że jest inaczej. W biegach kobiecych przegrywało się o sekundy, a ja miałam na 10 km 10 minut straty do zwyciężczyni! Na szczęście na 5 km klasykiem dałam z siebie wszystko i byłam czwarta. Pomyślałam sobie: biorę się do pracy i teraz wam pokażę. Po powrocie z USA wzięłam się za regularne, systematyczne i sensowne treningi. Od dziecka nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu, może nie mam ADHD, ale temperament i żywiołowość, nie lubię monotonii. Raz albo dwa razy dziennie: basen, rolki, rower, siłownia, trochę na nogach, a trochę na bieżni.

Nie obawia się Pani jazdy na rowerze czy rolkach?

- Ze wszystkim trzeba sobie radzić swoimi prywatnymi patentami. Każda niepełnosprawność potrzebuje dostosowania czegoś do nas. Tylko że ja nigdy tego nie lubiłam. Wolałam, żeby było trudniej, ale bez dopasowania. Oczywiście, tam gdzie to jest możliwe.

Były upadki?

- Zrobiłam sobie krzywdę nie raz i nie dwa. Jest strach, bo przewracając się na rolkach, nie jestem się w stanie oprzeć na rękach. Gdybym tak naprawdę upadła, złamałabym sobie kość. Nie mam podparcia na stawie ruchomym albo na dłoni, muszę więc padać na kolana i dlatego z nimi też mam problemy. Lekarze mnie ostrzegają, że sport wyczynowy nie jest najlepszym pomysłem. Staram się to robić z umiarem.

A rower?

- Nie może mieć hamulców ręcznych. Muszę hamować nogami. Powinnam mieć przystosowaną kierownicę, ale nie chcę. Przyzwyczaiłam się, że w dzieciństwie jeździłam na normalnym rowerze, pożyczanym od brata albo od ciotki. Nie mogę jeździć po wertepach, bo tak naprawdę tylko stabilizuję kierownicę - nie trzymam jej. Każda dziura wybija mnie z rytmu i tracę panowanie nad rowerem. Miałam kilka poważnych stłuczek.

Prowadzi też Pani samochód.

- Chwilowo nie prowadzę, bo nie mam. Ale prawo jazdy zrobiłam za pierwszym razem. Od czasu do czasu pożyczam auto od cioci. Mam w planie kupno autka. Będzie dobrze, jak będzie miało automatyczną skrzynię biegów, bo ułatwi mi to życie. W samochodzie, którym jeździłam, był do kierownicy przykręcany pierścień, pomagający przy skręcaniu. W pierścień mogłam włożyć lewą rękę i prowadzić.

Pani nie wstydzi się swojej niepełnosprawności. Najczęściej niepełnosprawni są zamknięci w sobie.

- Może mój charakter i otwarcie się na ludzi mi pomagają. Do pewnego momentu wcale nie było tak prosto, ale kiedy się przełamałam, zauważyłam, że i ludzie inaczej reagują. W mojej sytuacji ogromną rolę odegrały media, w tym telewizja publiczna. Ludzie zobaczyli, że niepełnosprawni normalnie funkcjonują. Dla niektórych było zaskoczeniem, jak maluję paznokcie u nóg. Potęga mediów jest niesamowita. Nagle wszyscy się obudzili i zwracają się do mnie: Pani Kasiu, może w czymś pomóc. Czasem są siostra i brat u mnie i trochę mi pomagają. Teraz ich nie ma, a ja nadal muszę jeść, sprzątać, prać, po prostu żyć. I dzięki Bogu daję sobie radę. Nie potrafię tylko powiesić sobie zasłon.

Złote medale coś zmieniły w Pani życiu?

- Przyjechałam do Polski i zaczęły się dziać różne rzeczy, plebiscyty, z gazety dowiedziałam się, że minister Lipiec powołał mnie do Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego. Zostałam zaproszona do mnóstwa patronatów nad imprezami sportowymi. To mnie trochę przeraża. Do tego momentu żyłam moją pracą zawodową. Nie chciałabym z niej odchodzić. Zresztą moja dyrektor prosiła, żeby mi nie przychodziły do głowy dziwne pomysły.

Ukończyła Pani Akademię Ekonomiczną w Krakowie i pracuje w swoim zawodzie.

- Jestem absolwentką finansów publicznych AE. Pracuję w regionalnym ośrodku polityki społecznej w Krakowie. Swobodnie mówię po angielsku i włosku. Rosyjski chyba lepiej rozumiem, niż nim mówię. Uczę się też hiszpańskiego.

Miała Pani kłopoty ze znalezieniem pracy?

- Oczywiście. Stanowisko, na którym pracuję jest stworzone specjalnie dla osoby niepełnosprawnej. To kolejne moje szczęście w życiu, bo byłam na wielu rozmowach kwalifikacyjnych po studiach. Nie widziałam w sobie żadnej niepełnosprawności. Obroniłam studia dzienne, pracuję przy komputerze. Spełniałam wszystkie kryteria, a kiedy przychodziłam na rozmowę kwalifikacyjną, widziałam zażenowanie i strach w oczach przyszłych pracodawców. Nawet jak proponowałam, że bardzo chętnie popracuję dwa tygodnie czy nawet miesiąc bez wynagrodzenia. Tylko pozwólcie mi pokazać, że potrafię pracować. Ale ludzie się bali.

Jak reagowały koleżanki z pracy?

- Jak pierwszy raz przyszłam do pracy, nie wiedzieli, co ze mną zrobić, zastanawiali się, gdzie ją postawić i co ona będzie robiła. Przecież baba nie ma obu rąk! Wychodziłam pół kroku przed ich myśli. Jak ktoś trzymał koperty, to ja natychmiast mówiłam: Daj, to zaadresuję i wyślę. Jak dzwonił telefon, musiałam biec do słuchawki, by odebrać i przekonać wszystkich, że umiem to zrobić.

Pogodziła Pani treningi z pracą zawodową?

- Sport nauczył mnie organizacji dnia, czasu i układania wielu rzeczy. Jak wstanę pół godziny wcześniej, to nic się nie stanie, to nie jakieś superwyrzeczenie. Zaprogramowałam swój organizm. Nie wszystko robiłam sama: pomagali mi przyjaciele, znajomi, rodzice i rodzeństwo. Przed wyjazdem do Turynu brat i siostra siedzieli nad moimi tabelkami służbowymi i wklepywali jakieś dane. A ja to tylko sprawdzałam. Czasami robili zakupy.

Myślałam też o moich rodzicach, którzy w Rabce Zarytem harowali na wsi. Wstawali o szóstej rano i kładli się spać o 24. Wiedziałam, jak wygląda życie i jak trzeba pracować. Wydawało mi się to nienormalne, że mogę mieć wolny czas i leżeć, patrząc w telewizor.

Co Pani czuła po zdobyciu dwóch złotych medali w Turynie?

- Przy pierwszym medalu czułam, że mogę powalczyć. Po startach w Norwegii i Niemczech wiedziałam, że dobrze biegam, jestem mocna. Ale drugi medal to zupełna niespodzianka. Na 15 km było tyle odcinków pod górkę, że nie spodziewałam się wysokiego miejsca. Drugie złoto było kosmicznym zaskoczeniem i trochę jakby gwiazdka spadła mi z nieba.

Konkurencja była naprawdę tak silna?

- Z roku na rok jest coraz silniejsza i to się daje odczuć. W naszej grupie są trzy byłe zawodniczki, dwie Rosjanki i Ukrainka, które w taki czy inny sposób stały się niepełnosprawne. Trzy juniorki, które uległy różnym kontuzjom: splotu barkowego czy dłoni. W sporcie paraolimpijskim coraz więcej jest byłych zawodników. Mamy dwóch biathlonistów z Rosji, z których jeden odmroził dłoń i amputowano mu palce, więc biega bez jednego kija.

W Pani życiu osobistym też się trochę zmieniło.

- Życie osobiste zostawię na razie z boku, bo ono nie istnieje. Od szóstej rano do 23 jestem zajęta.

A pewien włoski narciarz?

- Znamy się jako zawodnicy już trzeci rok. Na odległość różne rzeczy różnie wyglądają, tym bardziej jeśli są różnice kulturowe. W Turynie coś między nami zaiskrzyło, zobaczymy, co będzie dalej.

z: http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,42699,3325292.html

PS Pani Katarzyna Rogowiec (33 l.) zdobyła brązowy medal w biegu narciarskim na 15 km techniką klasyczną.Jest to pierwszy medal dla Polski na 10. Igrzyskach Paraolimpijskich w Vancouver. INFO z http://www.se.pl/sport/vancouver-2010/m ... 33569.html

_________________
Zachęcam do obejrzenia i rozsyłania wśród znajomych.Miłego oglądania;-)

http://www.youtube.com/watch?v=vwVnogxSKQE&list=HL1337635196&feature=mh_lolz


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 19 mar 2010, 14:28 
Offline
Pisarz
Pisarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 7 gru 2009, 00:31
Posty: 555
Imię: Jacek
Jak widać, można rozmaicie podchodzić do własnej niepełnosprawności. Kasia od najmłodszych lat postanowiła walczyć ze swoim kalectwem, a do własnej niepełnosprawności podchodzi tak: "Przecież baba nie ma obu rąk! Wychodziłam pół kroku przed ich myśli. Jak ktoś trzymał koperty, to ja natychmiast mówiłam: Daj, to zaadresuję i wyślę. Jak dzwonił telefon, musiałam biec do słuchawki, by odebrać i przekonać wszystkich, że umiem to zrobić. Umiem też szybko pisać na maszynie". A w dodatku jest kilkakrotną medalistką olimpijską.
Znam kilka ON, które są medalistami olimpijskimi - mają podobne jak Kasia podejście do własnej niepełnosprawności. Tymczasem znaczna większość ON ma podejście wręcz przeciwne, traktują własną niepełnosprawność jako dopust boży, a do życia nastawione są wyłącznie roszczeniowo, mówiąc: "Mnie się to czy tamto należy, bo jestem ON", szermują tą niepełnosprawnością. Bez przerwy oczekują przy tym współczucia, które wynagradza im doznane cierpienia i poprawia im samopoczucie. Nie chcą także doskonalić się w jakiejś dziedzinie życia, wolą być we wszystkim kiepscy. Eeech...


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 16 cze 2010, 15:22 
Offline
Przyjaciel Forum
Przyjaciel Forum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwi 2007, 20:41
Posty: 9351
Imię: Marta
A jednak można mimo ograniczeń :-D

_________________
Obrazek

Aniołek - 11.02.2010 (7tc) :-(

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do: