W kraju, gdzie dochód w przeliczeniu na jednego mieszkańca jest ogromny, niektórzy spodziewają się ujrzeć raj. Jednak nawet w raju zostało coś do zrobienia, co podkreślają jego mieszkańcy.
Gdy w połowie XIX wieku zastanawiano się nad wyborem nowej stolicy Kanady, o zdanie zapytano angielską królową Wiktorię. Ta zdecydowała się na Ottawę, bowiem tylko to miasto spośród wszystkich kandydatów nie było ani zbyt angielskie, ani zbyt francuskie. Dzisiaj dwukulturowość Ottawy przechyla się ku angielskiej stronie, bowiem tylko 15% mieszkańców posługuje się kanadyjską odmianą francuskiego jako językiem ojczystym. Mimo to Ottawa wciąż pozostaje metropolią otwartą i tolerancyjną, gdzie spotykają się różne kultury. Uniwersytet Ottawski za jeden z najważniejszych celów stawia sobie zapewnianie tak samo wysokich standardów nauczania w każdym z używanych przez mieszkańców języków. Podobnie było i jest na Uniwersytecie Nowofunladzkim, gdzie wydział farmacji kończył dzisiejszy działacz Kanadyjskiego Stowarzyszenia Farmaceutów, trzydziestosiedmioletni David Crosbie.
Kraj długi i szeroki
Mało kto wie, że Kanada to drugi co do wielkości kraj na świecie, większy nawet od Chin. Davidowi nie trzeba tego wyjaśniać, bo szczyci się, że zwiedził Kanadę, jak długa i szeroka. Urodził się niedaleko Saint John's, miasta będącego stolicą wyspy oraz prowincji Nowa Funlandia. Jest dumny, że stamtąd pochodzi, choć dla Kanadyjczyków z centrum jego rodzinny region to coś jak Suwalszczyzna czy Bieszczady dla warszawiaków, czyli synonim pojęcia „za siedmioma górami, za siedmioma lasami". Tuż po studiach David rozpoczął pracę w aptece na wyspie, potem przeniósł się bardziej na zachód, do Ontario. Przez pół roku pracował również w prowincji Kolumbia Brytyjska, która leży na przeciwległym do Nowej Funlandii krańcu Kanady nad Oceanem Spokojnym. Dopiero w 2000 r. osiadł na dobre w Ottawie, gdzie skończył drugi kierunek studiów, czyli zarządzanie. Od 2004 r. pracuje dla Kanadyjskiego Stowarzyszenia Farmaceutów CPhA jako specjalista do spraw wdrażania programów zdrowotnych.
- Jest nas wielu, choć i tak ciągle za mało - mówi David. - W Kanadzie pracuje ponad 30 tys. licencjonowanych farmaceutów, stanowimy trzecią co do wielkości grupę zawodową we wszystkich branżach związanych z ochroną zdrowia. 10% kolegów znajduje zatrudnienie poza aptekami, pracują jako konsultanci, doradcy, aktywni działacze różnych stowarzyszeń. Jesteśmy zintegrowanym i dobrze zorganizowanym środowiskiem, a to dzięki uwarunkowaniom historycznym.
Jeszcze trzydzieści, czterdzieści lat temu w Kanadzie brakowało farmaceutów. Szczególnie tam, gdzie gęstość zaludnienia jest niewielka, czyli na północy kraju, nie było wymaganych obsad w gminnych aptekach. Na przykład na terytoriach północno-zachodnich, pod względem powierzchni trzy razy większych od Polski, pracowało 10 farmaceutów (dziś 22). Mimo iż Kanada otworzyła szeroko drzwi emigrantom, wciąż pozostaje jednym z najsłabiej zaludnionych krajów świata. Udało się jednak sprowadzić wielu dobrze wykształconych specjalistów, w tym farmaceutów. Pochodzili z różnych krajów. Według spisu powszechnego z roku 2000 w Kanadzie żyją 34 grupy etniczne liczące więcej niż 100 tysięcy osób. Ponieważ każdy z przybyszów posługiwał się innym dyplomem, był kształcony według różnych standardów i stosował inną politykę wobec pacjentów, CPhA wprowadziło obowiązek uzyskiwania kanadyjskich certyfikatów, bez których nie można podjąć legalnej pracy w zawodzie farmaceuty. Jednocześnie, aby zachęcić wszystkich zagranicznych specjalistów do podejmowania nauki i zdawania państwowego egzaminu, przygotowano dla nich coś w rodzaju programu asymilacyjnego. Dzięki temu dziś większość członków stowarzyszeń działa w nich aktywnie i czuje się członkami już nie tyle grupy zawodowej, co społeczności. Wspólnie walczą o to, by farmaceuci z różnych regionów kraju pracowali według tych samych zasad, za podobne wynagrodzenie i według jednolitych procedur.
Za rozsuwanymi drzwiami
Udogodnienia dla osób niepełnosprawnych są w Kanadzie zagwarantowane prawnie. Nie można wybudować nowej apteki bez podjazdu dla wózków inwalidzkich, przynajmniej jednej obniżonej lady i rozsuwanych drzwi, bowiem zgodnie z przepisami musi je posiadać każdy budynek użyteczności publicznej. Niektóre apteki idą jednak znacznie dalej. Kilka z tych w Ottawie specjalizuje się w zaspokajaniu potrzeb osób niepełnosprawnych. Leki są tam pakowane w łatwe do otwarcia opakowania, a na życzenie bezpłatnie dostarczane do domu chorego. Dużą część asortymentu stanowią przedmioty i preparaty mające na celu ułatwianie życia osób niepełnosprawnych. Ulotki i broszury informacyjne są drukowane w kilku wariantach - z drukiem normalnym, powiększonym oraz bardzo dużym, a także pismem Braille'a. Po takich aptekach równie komfortowo mogą się poruszać pacjenci zdrowi, jak i ci na wózkach, bowiem półki z towarami znajdują się w dużej odległości od siebie.
Zdaniem Louise Crandall z CPhA, aptek w pełni przyjaznych pacjentom niepełnosprawnym jest w Kanadzie wciąż za mało. Według raportu Stowarzyszenia w 2007 r., z prawie 9 tysięcy aptek w całym kraju około 20% nie spełniało jeszcze wszystkich standardów. Żeby to zmienić, nakłada się sankcje i daje aptekom odpowiednio długi czas na poprawienie błędów. System kontroli nie jest jednak dostatecznie szczelny, co jest niejako naturalne w kraju o powierzchni porównywalnej do Europy. Trudno też wymagać, by w niewielkiej osadzie na północy mieszkańcy przebudowywali drzwi do apteki na potrzeby jednego niepełnosprawnego. Wolą osobiście dostarczyć mu potrzebne leki do domu, ludzie z północy są bowiem niezwykle solidarni. Również w tym sensie, że niechętnie skarżą się na „swoich" do odpowiednich władz regionalnych.
Świeży narybek potrzebny
CPhA usilnie pracuje nad tym, żeby coraz więcej młodych ludzi w Kanadzie decydowało się na studiowanie i praktykowanie farmacji. W narodowym systemie ochrony zdrowia tylko ten element wciąż nie jest stabilny. W kompleksowej opiece nad pacjentem mają współpracować lekarze, pielęgniarki i farmaceuci. Tych ostatnich jest, mimo dobrych warunków płacowych, wciąż za mało, zatem szuka się ich nawet w liceach. W apelu do uczniów kończących szkoły średnie można przeczytać: „Jeśli rozważasz karierę farmaceuty, musisz zadać sobie pytanie, jak sobie wyobrażasz przyszłą pracę. Być może wydaje ci się, że farmaceuta to osoba, która spędza czas gdzieś na zapleczu apteki, licząc pigułki i przyjmując dostawy. Od kilku lat nasza praca wygląda już zupełnie inaczej. Najważniejsze cele to rozpoznać i odpowiedzieć na potrzeby pacjenta, a także zapobiegać rozwojowi jego schorzeń. Nazywamy to pełną opieką farmaceutyczną. Jak widzisz, nie da się praktykować tego zawodu bez bardzo bliskiego kontaktu z człowiekiem. Jeśli chcesz do nas dołączyć, powinieneś lubić ludzi. Pomóż nam poprawiać jakość życia".
Zdaniem Louise Crandall, niektórych od kariery farmaceuty odstrasza konieczność ciągłego kształcenia się. Nauka nie kończy się na uniwersytecie, tylko tam zaczyna. W najbliższych latach tempo przepływu informacji o lekach i nowych sposobach terapii nie będzie spadać, ale stopniowo się zwiększać, a farmaceuci nie mogą sobie pozwolić na pozostawanie w tyle. W tym sensie zawód jest rodzajem służby publicznej, bowiem zobowiązuje do bezustannego doskonalenia się. Jak podkreśla Louise, tego wymaga odpowiedzialność zawodowa wobec pacjentów. Żeby przekonać innych, że warto się poświecić farmacji, opowiada o nieograniczonych możliwościach badawczych i kontakcie z najnowocześniejszą nauką. Niestety, to, co dla Louise jest pasjonujące, dla niektórych licealistów brzmi jak koszmar, czyli nigdy niekończąca się szkoła.
David Crosbie również przyznaje, że pierwszy rok na farmacji był dla niego dużym szokiem. - W Kanadzie mamy dopuszczonych do obrotu ponad 10 tysięcy leków. Nie mieściło mi się w głowie, że mogę to kiedyś wszystko spamiętać! Spamiętałem, bo szybko dotarło do mnie, że to nie rząd cyferek i wzorów chemicznych, ale cena ludzkiego życia. W swojej karierze pracownika apteki często opiekowałem się ludźmi, którzy dopiero co wyszli ze szpitala z zaleceniem przyjmowania np. 15 tabletek dziennie. Czuli się zupełnie zagubieni, nie wiedzieli kiedy, w jakiej kolejności je brać, czym popijać, kiedy jeść posiłki. Jako praktykant byłem ich przewodnikiem. Zaufanie z czasem przestało mi ciążyć, a zaczęło motywować. Zrozumiałem, że farmaceuta to nie pigularz tylko społecznik. Na szczęście dobrze opłacany.
W strategii na lata 2008-2010 CPhA stawia sobie wśród celów: większą integrację środowiska farmaceutów, dalsze znoszenie różnic warunków pracy w poszczególnych regionach oraz zniesienie barier dla niepełnosprawnych we wszystkich aptekach będących w gestii lokalnych samorządów. Nie ma kraju, w którym farmaceuci mogą sobie powiedzieć, że nie pozostało nic do zrobienia. Taki już odwieczny los aptekarza.
Według raportu Kanadyjskiego Stowarzyszenia Farmaceutów w 2007 r. z prawie 9 tys. aptek w całym kraju około 20% nie posiadało ułatwień dla osób niepełnosprawnych.
E-apteki zagrożone
Większość z 250 kanadyjskich aptek internetowych również walczy o klientów niepełnosprawnych, oferując im szereg udogodnień, na przykład wirtualny sklep sterowany głosem, opisy produktów dużą czcionką, dowóz i prezentację niektórych artykułów w domowym zaciszu. Obecnie jednak internetowy rynek staje w obliczu zagrożenia, bowiem administracja USA coraz mocniej naciska na rząd Kanady w sprawie zakazu
http://www.farmacjaija.pl/wsrod-nas/apt ... arier.htmlinternetowego handlu lekami. Jednym z kontrargumentów zwolenników e-aptek jest właśnie swobodny dostęp dla osób niepełnosprawnych.