Zastanawiałam się nad odpowiedzią i bunt daje mi kontrolę na życiem i nad chorobą, poczucie sprawstwa (ja decyduję), nie ignoruję co prawda lekarzy (ale pamiętając że medycyna to nie choroba ścisła) całkowicie (kiedy mi to pasuje nawet w nikłym stopniu, np. śpię, bo trzeba, regularnie, robię badania, bo nie widzę problemu, etc.). Każdy z chorych na daną chorobę choruje inaczej, np. ten sam rodzaj raka, taki sam stan pacjentów, te same leki, a jeden z tego wychodzi, a drugi nie. Myślę, że lekarze przykładają jedną miarę do wszystkich pacjentów, z tą i z tą chorobą to to i tylko to, a każdy choruje inaczej. Mi zabronili pracować, bo to stres, który przyczynia się do rozwoju choroby, a brak pracy to nie stres? Ważne w chorowaniu jest dobre samopoczucie, a ciągłe ograniczanie się je psuje, co wpływa na postępy choroby nawet fizycznej, ale to jest też ryzyko i to wielkie. W moim przypadku mały boks nie zaszkodzi

.
---- Dodano 24 kwietnia 2011, 22:58 ----Cytuj:
"Ciepłe kapcie" to według mnie zgoda na wszystko. To nie akceptacja tylko "tuwisimi". Akceptacja to powiedzenie sobie to jest dobre dla mnie, a czy "ciepłe kapcie" są z a w s z e dobre?
Trzeba mieć przekonanie (czyli zgodzić się, czasem zinterioryzować sąd lekarza), że to dobre dla mnie, a ja nie uważam, że zawsze to, co mówią lekarze jest dla mnie dobre, to ryzyko, ale poprawia mi samopoczucie i obraz siebie.
---- Dodano 24 kwietnia 2011, 23:01 ----a to ważne w chorowaniu.