|
Od małego interesowałem się koszykówką tzn. lubiłem rzucać do kosza kozłować itd. Moim idolem był Michael Jordan. Wykorzystywałem każdą okazje żeby porzucać do kosza. Możliwość gry w kosza przyszła dopiero niedawno, ale początki przyszły z bólem. Kiedy pierwszy raz poszedłem na spotkanie z przewodniczącym klubu koszykarskiego nie dogadałem się czego efektem było to , że nie zacząłem trenować. Zacząłem trenować dopiero nie tak dawno. Kiedy zdałem sobie sprawę , że dostałem drugą szanse na trenowanie włożyłem maksimum serca żeby ją wykorzystać. Na razie słabo jeżdżę na wózku aktywnym ,ale jestem pewny że to z czasem przyjdzie. Najbardziej lubię grać jako skrzydłowy. Trenuje towarzysko. Najbardziej zadowala mnie to że jestem lubiany, przez resztę ekipy. Nie tak dawno zostałem oficjalnie przyjęty do drużyny i dostałem ubezpieczenie. Paradoksalnie wciąż czekam na swój pierwszy celny rzut. Wierzę w to że to się uda. Najważniejsze dla mnie jednak na parkiecie jest to żeby grać do ostatniego gwizdka. Kiedy czuję że tak nie robię mam wrażenie że nie jestem sobą. Tak więc morał tego artykułu jest taki: nie rezygnujcie ze swoich marzeń bo zawsze mogą one się spełnić.
|