|
[center]Kochany aniele[/center] Nie, nie mam dziesięciu lat i nie nazywam się Oskar. Rozczarowany? Mo cóż przepraszam… Po raz kolejny przepraszam. Sama już nie wiem co gadam. Przecież to nie moja wina, że mam na imię Basia i mam osiemnaście lat prawda? Jest niewielu dorosłych, którzy wierzą w wasze istnienie, ale ja wcale nie chcę zachowywać się jak oni. Ci wszyscy niby dorośli tylko udają, że wiedzą jak żyć, pouczają nie tylko dzieci, ale też siebie nawzajem. To takie żałosne! Nigdy w nic nie wierzą na podstawie słów. Chcą twardych dowodów, faktów. Nienawidzę ich za to! Może gdyby nie ich lekkomyślność i zwykła ludzka głupota moje życie wyglądałoby dziś zupełnie inaczej? Może nie musiałabym aż tak cierpieć? Może nie musiałabym obserwować jak z dnia na dzień robię się co raz słabsza, jak nawet naciśniecie klawisza na klawiaturze komputera staje się wysiłkiem, który za kilka dni, tygodni, miesięcy, a może jednak lat będzie trudnością nie do pokonania? A co potem? No pytam co potem!! Ta niepewność mnie dobija… Ludzie piszą listy do Boga, ale on ma przecież tak dużo pracy. Każdy Go o coś prosi, jednak nikt nie potrafi dziękować. Ja wolę pisać do Ciebie… Wierzę, że mnie wysłuchasz… Nic więcej nie musisz robić… Wystarczy tylko to… zamykam oczy… Masz na sobie długą. błękitną suknie… Jesteś wolna…. Wiem, że niedługo będziemy razem… Basia.. Kochany aniołku. Zaczął się nowy dzień. Leże na łóżku i słuchając bicia własnego serca próbuję segregować obrazy, które zasypują moją głowę, niczym kolorowe szkiełka. A noże to tylko ziarenka piasku mieniące się w letnim, lipcowym słońcu? Nie nam pojęcia… To chyba wspomnienia… Pamiętam tamte lipcowe wakacje miałam wtedy chyba dziewięć lat siedziałam po turecku na gorącym piasku. Przede mną rozciągał się piękny widok. Ospałe morskie fale, jakby od niechcenia uderzały o brzeg. Kiedy jest się dzieckiem cały świat wygląda zupełnie inaczej, niewiele potrzeba by poczuć się autentycznie szczęśliwym…. Ja byłam szczęśliwa.. Ech aniołku, gdybym mogła… Gdybym tylko posiadała tę magiczną moc… Chciałabym zatrzymać czas i już na zawsze pogrążyć się w tamtym kolorowym i przyjaznym świecie....Wtedy wszystko było takie proste, takie łagodne i przewidywalne, a może tak mi się tylko wydawało? Moja rodzina zaczyna budzić się do życia. Mam trzech braci i obydwoje rodziców. Pozornie wszystko czego potrzeba, by stworzyć prawdziwą, pełną i kochającą się rodzinę… Babcia Marysia opowiadała mi kiedyś, że naprawdę tak było… Ja tego nie pamiętam, ale to musiało być cudowne. Jacek i Daniel jeszcze pamiętają te czasy i chyba mają mi za złe, że się urodziłam, bo zburzyłam idealną układarkę, którą sobie przez tyle lat tak starannie układali. Wszystko mieli drobiazgowo zaplanowane, każdą najdrobniejszą cząstkę życia, jak gdyby chcieli zabawić w pana Boga. Do pewnego czasu Bóg dawał im złudne poczucie. Że każdy element tej bajecznie kolorowej układanki, nie tylko mogą dowolnie w niej umieścić, ale też zmienić jego położenie w wygodnym dla siebie momencie, w dodatku bez żadnych konsekwencji… Żyli na walizkach. Jeździli po całym świecie, a mama i tata, jak mawiali „w miedzy czasie” robili karierę muzyków, a raczej wykonawców muzyki klasycznej mama grała na skrzypcach, tata na fortepianie. Koncertowali nawet w Paryżu. Chopin by się tego nie powstydził… Potem zupełnie niespodziewanie pojawiłam się ja. Nie byłam specjalnie chcianym dzieckiem, ale skoro już się pojawiłam rodzice wiązali ze mną wielkie nadzieje, chcieli żebym była ich dumą. Urodziłam się dwa miesiące wcześniej, niż powinnam, Może Ty wiesz dlaczego aż tak mi się na ten świat spieszyło? Czy nie mogłam poczekać, jak grzeczne dziecko na swoją kolejkę? O jejku, znowu zadaję pytanie ma które w tym momencie nie mam prawa oczekiwać odpowiedzi, ale nie mogę się opanować, choć wiem, że zachowuję się bardzo egoistycznie… Na początku wszystkim się wydawało, że rozwijam się prawidłowo. Wtedy rodzice starannie dopasowali mnie do wyżej wspomnianej układanki. Już jako niemowlę wspaniale reagowałam na dźwięki muzyki rozlegające się bardzo często w naszym wielkim domu na obrzeżach Wrocławia. Rodzice bali się, że jeśli przestaną grać, wyjdą z wprawy zanim dorosnę na tyle, by móc razem z nimi ruszyć w świat, który tak bardzo ich kusił … Nie wiedzieli jeszcze, że czeka ich znacznie trudniejsza droga. Chciałabym kiedyś usiąść przy starym fortepianie ojca i grać.. Grać… Grać!! Nigdy nie mogłam tego zrobić…
ciąg dalszy nastąpi
_________________ Tak mnie skrusz, tak mnie złam, tak mnie wypal Jezu, byś został tylko ty, byś został tylko ty jedynie ty.... http://za-szyba.bloog.pl
|