Witamy na Ogólnopolskim Forum Osób Niepełnosprawnych. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
 

Autor Wiadomość
PostNapisane: 7 wrz 2008, 23:21 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 30 lip 2008, 21:24
Posty: 1733
Lokalizacja: Rawicz
Imię: Marcin
Ta historia wydarzyła się naprawdę. Wszystko zaczęło się dokładnie 13 grudnia 2005.
Był cichy, spokojny wieczór, Za oknami padał lekki deszczyk. Chodź jak na zimę, było to raczej dziwne, bo normalnie to powinien padać śnieg. Bardziej istotny w tej historii jest inny szczegół, który początkowo nie wzbudzał w nikim żadnych podejrzeń. Chłodny grudzień, to jak wiadomo sezon grzewczy, a więc widok dymu jest o tej porze na porządku dziennym i czasami wieczornym, jak to u mnie często w tym okresie bywa. Powiedziałem do mamy, żeby zamknęła okno, bo nie chcemy tego dymu wdychać. Podczas spaceru z psem spostrzegliśmy nagle coś bardzo dziwnego… Owy dym zataczał kręgi wokół naszego domu. Co się może dziać? hmm. Nie mam pojęcia. Wróciliśmy do domu by o tym powiedzieć, ale ten fakt nie wywarł na nikim żadnego wrażenia. Z resztą my sami niczego nie przeczuwaliśmy. Było coraz później, nadszedł czas na sen. I wtedy pojawiły się pewne obawy. Nigdy nie dymiło się tutaj o tak późnej porze, ale mimo to poszliśmy spać spokojnie.
Tym czasem ognista bestia stopniowo pożerała strych, śmiejąc się z nas szyderczo. Jednak około czwartej nad ranem ogień zdradził swoją obecność. Dym powoli wdzierał się do pokoju sąsiadki, która natychmiast obudziła się i wybiegła na korytarz. Zaczęła budzić nas wszystkich po kolei. Mój tata wbiegł na strych, było już bardzo źle. O naszym życiu i dobytku decydowała każda minuta, podczas gdy ja jeszcze spokojnie spałem. Obudziło mnie głośne bieganie po korytarzu i nagle urwany dźwięk strażackiej syreny. Myślałem że to pogotowie. Czułem, że coś naprawdę złego się szykuje. Moje rozmyślania przerwała mama wbiegająca do mojego pokoju. Pożar! Pali się! Wstawajcie szybko! W głosie słychać było wielkie przerażenie. Zerwałem się na równe nogi, wytrzeźwiałem natychmiast. Zapytałem przerażony: Pożar? U nas? Lecz zamiast odpowiedzi poczułem dym, który wzbudził w nas wszystkich nieopisany strach. Ten strach był mi jednak w tej sytuacji pomocny. Nagłe wyostrzenie zmysłów i pełna świadomość dała mi wielką siłę. W kilkadziesiąt sekund byłem gotów do ucieczki z pokoju. Na korytarzu zobaczyłem plątaninę węży i strażaków, którzy wyprowadzili nas na zewnątrz. Zobaczyłem nagle wszystkich sąsiadów na raz i jeszcze kilku strażaków, którzy zaczęli się nas wszystkich wypytywać.
- Ilu was tu mieszka?
- Siedemnastu, ale trzech jest na nocnej zmianie. Odpowiedziała mama.
- Więc jest was czternastu.
-Tak.
Nagle Brzdęk, potem, Trzask… Oh Nie!! Dachówki. Pękają i spadają jedna po drugiej - Ze strychowego okna leciały różne płonące szczątki. Wtedy wszyscy usłyszeliśmy od strażaków, że mięliśmy sporo szczęścia. Pięć minut później i… Wtedy urwał nagle. Mama kazała iść z siostrą do cioci, która mieszkała niedaleko. Mimo, że byliśmy tam bezpieczni, to myślami ciągle byłem przy rodzicach, sąsiadach, przy naszych wybawicielach, którym na zawsze jesteśmy wdzięczni. W końcu nie wytrzymałem tej presji i zadzwoniłem do domu. Co się dzieje?
-Strażacy już pojechali
-Już dobrze? Nic nam nie grozi?
-Jeszcze musimy czuwać. Belki strychowe są cały czas gorące i w każdej chwili mogą się znowu zapalić.
-O nie. Więc jeszcze nie jest tak dobrze?
-Spokojnie. Powiedziała mama. Tata razem z sąsiadem pilnują sytuacji. Przez kilka dni wspólnie wchodzili z wiadrem wody na strych i polewali belki, z których co jakiś czas wynurzał się dym i niewielkie ogniki.
Wiedziałem, że wróg czyha na nas w ukryciu i czeka na odpowiedni moment. Każda następna noc była niespokojna. Jakiekolwiek odgłosy na korytarzu mnie dręczyły. Cały czas było jeszcze groźnie. Ciągle jeszcze trwała walka. Ale po kilku dniach kłopoty na nowo się zaczęły. Wzmógł się silny wiatr, który wdzierał się przez dziurę w dachu i rozniecał ogień na nowo. Szczęście, że sąsiad wracał wtedy z pracy i zauważył nowy pożar. Wbiegł z tatą na strych, ale było już za późno. Znów przyjechała straż, a ja przerażony, lecz już bardziej opanowany, nieco spokojniej wyszedłem. Po chwili było już po wszystkim. Po tygodniu ogień przestał nam grozić, lecz mnie ciągle na skutek nocnych odgłosów wydawało się, że czułem dym, którego tak naprawdę nie było.. Na całe szczęście wszystko dobrze się skończyło. Mieliśmy wielkie szczęście w nieszczęściu. Gdy już ochłonąłem, wszedłem na strych, by zobaczyć obraz zniszczeń. Belki było osmolone, drugie spalone i całkowicie zwęglone. Cieszyłem się jednak, że nic nikomu się nie stało, że nikt niczego nie stracił. Po tym dramacie, święta i sylwester upłynęły nam spokojnie. Na wiosnę ekipa remontowa naprawiała dach i strych. Po wszystkim zostało jedynie wspomnienie i świadomość, ile mieliśmy szczęścia.

Koniec.

_________________
http://www.muzykamarcina.yoyo.pl Obrazek
Wińcie grzech, nie grzesznika. Wińcie kawę, nie Komurina!


Góra
 Zobacz profil  
 

Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do: