Witamy na Ogólnopolskim Forum Osób Niepełnosprawnych. Kliknij tutaj, aby się zarejestrować

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 
 

Autor Wiadomość
PostNapisane: 15 paź 2010, 14:35 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 sie 2006, 15:39
Posty: 5353
Lokalizacja: Podkarpacie
Tak dał w kość lekarzom, że odmówili mu leczenia. Przychodnia skreśliła go z listy uprawnionych do opieki

Jedna z największych łódzkich sypialni z wielkiej płyty - Widzew-Wschód. Wielgachna przychodnia im. Batorego. Piętrowy kwadratowy budynek, ok. 2 tys. metrów powierzchni. Na parterze dzieci, na górze dorośli.

Miron Kowalski zapisał się do przychodni od razu, gdy dostał mieszkanie, w 1980 roku. Ze zdrowiem nie miał kłopotów, więc przez 20 lat u lekarza był tylko raz. Aż w1999 r. rozbolał go krzyż. Trafił na dr Ewę Obozę, dziś dyrektorkę przychodni.

Mimo upływu lat lekarka świetnie pamięta wizytę. Mówi, że zbadała chorego od stóp do głów, bo obawiała się, że to może być coś poważnego. Wypisała skierowanie do szpitala i zwolnienie, ale Kowalski nie chciał ani jednego, ani drugiego.

Następnego dnia i tak wylądował w szpitalu. Zawał, karetka zawiozła go na kardiologię.

Choć wszyscy lekarze mu tłumaczyli, że lekarka nie mogła dzień wcześniej przewidzieć, co mu będzie następnego dnia, a ból krzyża nie ma nic wspólnego z zawałem, Kowalski się na doktor Obozę zawziął. Jeszcze podczas pobytu w szpitalu przysłał do lekarki żonę z kartką, na której odręcznie napisał, że leczyć się u niej nie będzie.

Pacjent złośliwie komentuje

Przez kilka następnych lat trwa względny spokój. Kowalski wraca do pracy - gdy potrzebuje recepty, idzie do lekarza zakładowego w MPK. Do przychodni wpada rzadko.

Po 2000 roku podupada na zdrowiu i zagląda tu coraz częściej. W rejestracji robi rozróby. Sprzeciwia się lekarzom.

Dr Oboza podnosi jego kartę i czyta wpisy swoich kolegów:

"Pacjent protestuje. Żąda natychmiastowego wydania opinii do pracy";

"Złośliwie komentuje rozpoznanie, krzyczy: Gdzie pani widzi cukrzycę?";

"Pacjent żąda tabletek, mimo że ich nie potrzebuje. Komentuje wszystko złośliwie";

"Nie wyraża zgody na leczenie szpitalne, żąda wizyty u kardiologa".

Jolanta Sadowska, od 30 lat rejestratorka w przychodni Batorego: -Za pierwszym razem bardzo ostro na mnie wyskoczył. Przeklinał. Odszczeknęłam mu i miałam spokój. Ale nie wszystkie dziewczyny tak potrafią. Gdy wchodził, koleżankom z rejestracji zaczynały trząść się ręce.

Dwa lata temu Miron Kowalski przeszedł na emeryturę. I został stałym gościem przychodni im. Batorego.

- Już nie mogłem iść do lekarza zakładowego, a przecież muszę się gdzieś leczyć - tłumaczy.

Im częściej przychodził, tym bardziej był niezadowolony. Nie podobało mu się, że - kiedy szaleje grypa -w kolejce po recepty trzeba czekać kilka dni.

- Przecież to jeden wielki bajzel - mówi.

Trzeba bombę podłożyć i wysadzić wszystko

Genowefa Kowalczyk, szefowa pielęgniarek: - Raz zażądał recept. Nie mogłyśmy mu ich dać. Zaczął walić w okienko i krzyczeć: "K...a! Rozpier...ę to całe towarzystwo! Trzeba bombę podłożyć i wysadzić wszystko w powietrze!". Zaczęłyśmy się bać, czy nam naprawdę czegoś nie zrobi.

- Gdy siedząc w gabinecie na piętrze, słyszałam krzyki, wiedziałam, że to właśnie pan Kowalski załatwia swoje sprawy w rejestracji na parterze -mówi dr Oboza.

W końcu Kowalski trafił i do niej.

- Dostał skierowanie do sanatorium -wspomina dyrektorka. Zażądał jeszcze rentgena płuc. Koleżanka, która wystawiła dokumenty, tłumaczyła mu, że miał niedawno prześwietlenie, wynik jest aktualny i nie trzeba następnego badania. Wyszedł z gabinetu, pokrzyczał na korytarzu. I... przyszedł następnego dnia zrobić awanturę w rejestracji. Akurat tam siedziałam. Zaprosiłam go do gabinetu. Wszedł i powiedział, że mam natychmiast wypisać skierowanie na badanie. Wypisałam.

W karcie lekarka zanotowała: "Jak na wielokrotne wyjątkowo niegrzeczne zachowanie pana Mirona, dzisiejszy raz był wyjątkowo kulturalny. Powiedział tylko: niech pani byki leczy, nie ludzi".

Zaczyna się wojna totalna

Półtora roku temu Kowalski ogłasza w przychodni, że żarty się skończyły. Pisze skargę do NFZ. Że dyrektorka zwalnia lekarzy, którzy dają skierowania. Dr Oboza ma nieprzyjemności.

Kowalski, jak gdyby nigdy nic, wciąż przychodzi do przychodni. Każda wizyta kończy się awanturą.

Lekarze i rejestratorki piszą notatki.

"O godz. 14.45 podszedł do rejestracji pacjent p. Miron Kowalski. Chciał zapisać się do lekarza POZ na jutro. Udzielono mu informacji, że do lekarzy zapisujemy rano na dany dzień. Pacjent okazał b. duże niezadowolenie i zaczął krzyczeć, że zrobi tu porządek i wszyscy w poradni to złodzieje. Pacjent bardzo niemiły, niegrzeczny i bardzo agresywny".

Podczas którejś rozróby rejestratorki dzwonią na policję. To na chwilę studzi emocje pana Mirona. Ale po kilku dniach - znów awantura.

Dr Oboza pokazuje pismo jednej z lekarek: "Oświadczam, że w roku 2008 dwukrotnie przyjmowałam p. Mirona Kowalskiego. Po tychże wizytach zwróciłam się z prośbą do Kierownictwa Przychodni o możliwość rezygnacji z przyjmowania wyżej wymienionego pacjenta. W dniu dzisiejszym wolę podtrzymuję...".

Szefowa pielęgniarek: - Nikt go nie chciał obsługiwać. Taka sytuacja - oczywiście - denerwuje pan Mirona jeszcze bardziej.

- Nie ma powodu, by mnie gorzej traktować. Nigdy nie byłem niegrzeczny wobec lekarzy ani pielęgniarek. Może czasem trochę głos uniosłem - to wszystko. Przekleństwa, straszenie, wyzwiska -wszystko to są wymysły przeciwko mnie.

Tymczasem rejestratorki piszą do dr Obozy: "Niniejszym zwracamy się do Pani Dyrektor o ochronę personelu przed agresją pacjenta Mirona Kowalskiego. Pacjent podczas każdej wizyty ubliża nam i narusza naszą godność. Mówi podniesionym głosem, używa obelżywych słów. Stanowi zagrożenie dla personelu i pacjentów przychodni".

Dyrektorka postanawia kontratakować. Z radcą prawnym piszą do Kowalskiego: "Pana zachowanie wypełnia znamiona przestępstwa zniesławienia i zniewagi. Wzywam Pana do zaprzestania dalszych naruszeń oraz przeproszenia w formie pisemnej za naganne zachowanie. Brak reakcji na pismo w terminie 7 dni spowoduje konieczność skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego".

Kowalski przychodzi do dyrektorki.

- Wszedł jak na ring -wspomina księgowa, którą dr Oboza poprosiła, żeby była przy rozmowie. - Zaczął wymachiwać naszym pismem i pytać, co to jest. Choć wielkiej awantury już nie było. Przeprosin też nie.

- No bo i za co miałem przepraszać? - denerwuje się Kowalski. - Dyrektorka urządziła sobie folwark. A ja jej o tym mówię. To cała moja wina.

Dr Oboza nie ustępuje, informuje pacjenta, że ma sześć tygodni na znalezienie sobie lekarza, który zechce go leczyć. Pan Miron nie znajduje, więc po tym terminie dyrektorka skreśla go z listy pacjentów. Twierdzi, że wszystko jest zgodne z prawem i kodeksem etyki lekarskiej. Jeśli chory nie jest wtzw. stanie nagłym, lekarz może odmówić jego leczenia.

Wystarczyło założyć kamery

Zgodnie z prawem Kowalski może leczyć się w innej przychodni. Na osiedlu jest ich kilka, najbliższa - naprzeciw bloku pacjenta. Ale pan Miron uważa, że sam zdecyduje, kiedy i jak odejdzie z Batorego.

Rozpoczyna kolejną kampanię. Idzie na skargę do wiceprezydenta Łodzi. Na ryneczku pod przychodnią zbiera podpisy pod wnioskiem o odwołanie dyrektor Obozy. Ma ponad setkę autografów, niektóre z zabawnymi adnotacjami: "Miron na prezydenta".

Oczywiście - od czasu do czasu - wpada do Batorego na małą awanturkę.

Odpuszcza, gdy dyrektorka zakłada w rejestracji monitoring. - Szkoda, że nie wpadłam na to wcześniej - mów dr Oboza.

W tym miesiącu zaczyna się proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych - Miejska Przychodnia "Batory" kontra Miron Kowalski.

Skreślony pacjent po recepty jeździ do szpitali i poradni specjalistycznych. Nie chce się leczyć w przychodni przy swoim bloku, bo - jak mówi - sąsiedzi wcale nie są z niej zadowoleni.

z: http://wyborcza.pl/1,82709,8498360,Diab ... z12Qj6OBfQ

_________________
Zachęcam do obejrzenia i rozsyłania wśród znajomych.Miłego oglądania;-)

http://www.youtube.com/watch?v=vwVnogxSKQE&list=HL1337635196&feature=mh_lolz


Góra
 Zobacz profil  
 

PostNapisane: 15 paź 2010, 17:36 
Offline
Junior Admin
Junior Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 sie 2006, 21:39
Posty: 5086
Lokalizacja: Tuż Zza Rogu...
Imię: Agnieszka
Czytając artykuł na chwilę przeniosłam się do swojej pracy... Ileż ja miałam takich zbuntowanych klientów, którzy tylko żądali i byli mądrzejsi od Producentów nawet. Trzymać nerwy na wodzy jest wtedy bardzo ciężko :)

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 

Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do: