magnolia napisał(a):
Mateo, spełniam Twoje życzenie. Możesz zobaczyć i poczytać.
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/20118 Dziękuję za linka.
Ale ja nie bardzo widzę, czym tu się zachwycać.
Jak piszą:
Cytuj:
Po trzecie, w prowadzeniu lekcji pomaga Annie pani Stoch, mama niepełnosprawnej Dominiki.
Pani Stoch jest „rękami" Anny: zapisuje na tablicy temat lekcji, roznosi testy po klasie, zbiera pomoce naukowe. Oprócz tego jest w każdej chwili gotowa do interwencji, gdy jakieś dziecko potrzebuje pomocy.
jeżeli miałbym być nauczycielem, który non-stop potrzebuje jakiegoś pomocnika, no to ja nie wiem jaki to ma sens
Poza tym to jest specyficzna placówka - nie dość że dostosowana dla ON, to jeszcze integracyjna i wszystko tam jest robione z myślą o ON. To zupełnie inne środowisko niż w takim zwyczajnym, typowym LO w dużym mieście. Naprawdę wątpię, aby coś takiego przeszło w jakiejś renomowanej placówce. Taki nauczyciel jest po prostu o wiele mniej efektywny, mniej zaradny i mniej wydajny od zdrowego. Jeżeli ktoś tego nie wspiera, albo nie dofinansowuje, to nie wiem czy takie coś byłoby opłacalne.
I nie bardzo rozumiem takie pchanie się na siłę - wiem, że wiele ludzi myśli w ten sposób, że "
Dlaczego to ja nie mogę robić tego/owego? Co to ja jestem gorszy/a?", ale ja osobiście nie pchałbym się tam, gdzie nie będę w stanie dobrze i samodzielnie wykonywać swojej pracy.
Cytuj:
Gdyby założyła rodzinę, miałaby za co utrzymać dzieci. Macierzyństwo jest jej największym marzeniem. Czy potrafiłaby samodzielnie zajmować się dzieckiem?
- Ależ tak - zapewnia - opiekowałam się moją ukochaną siostrzenicą, gdy była maleńka. Niestety, odeszła... Teraz odwiedzam ją na cmentarzu w Piekielniku.
LOL! Ktoś tu chyba przecenia swoje możliwości ...
Cytuj:
Anna wie z własnego doświadczenia, że praca zawodowa nie tylko dostarcza środków utrzymania, ale jest też potwierdzeniem wartości człowieka i przydatności w społeczeństwie.
Ciekawe czy mogłaby liczyć na taką pracę, jakby miała ją wykonywać całkowicie samodzielnie, na wolnym rynku. Jeżeli do czegoś trzeba dopłacać, coś trzeba dopomagać, aby to mogło funkcjonować, no to nie ma tu obiektywnej przydatności. Wtedy to dalej jest korzystanie z pomocy innych i utrzymywanie się kosztem innych. Może w mniejszym stopniu niż jakby miała siedzieć na rencie, ale jest. Jedyny zysk jaki z tego wynika, to jest korzyść dla tej jednej osoby, która może się realizować i nie musi siedzieć w domu. Ale nie mówię oczywiście, że to jest złe i pod wieloma względami podziwiam tą osobę, że potrafi tak sobie poradzić w życiu.