|
„Jestem inna niż wszyscy, zupełnie inna.”Kolejna łza spłynęła po policzku Klary delikatnie mocząc kartkę z zapisem tego zdania. Dziewczyna uniosła głowę znad grubego zeszytu z okładką w błękitne chmurki i spojrzała przez okno. Dumne stare drzewa stały pogrążone w głębokim śnie pod miękką śnieżną pierzyną. Drobne płatki śniegu wirowały w zamglonym powietrzu tworząc wokół domu atmosferę tajemniczości. Jestem inna niż wszyscy, zupełnie inna, tylko jak mam to opisać, musiałabym zacząć od początku, a to tak bardzo boli… Klara podniosła się z krzesła i wolnym krokiem podeszła do łóżka. Idąc kilkakrotnie potknęła się o coś i omal nie upadła, mimo że odległość wcale nie była duża. Wiedziała, że powinna się do tego przyzwyczaić, ale własna bezradność wciąż bolała tak samo, jak wtedy gdy miała pięć lat i dopiero uczyła się chodzić. Wielkie łzy spływały po policzkach dziewczyny, kiedy kładła się na kanapie kompletnie wykończona tym krótkim dystansem. Tak, doskonale pamiętała tamte chwile sprzed prawie czternastu lat: Słońce przygrzewało zupełnie, jak w lipcu, choć był dopiero początek maja. Klara wraz z babcią spacerowała po parku otaczającym jakiś ogromny budynek, w którym mieściło się chyba centrum rehabilitacyjne. Spacerowała, to za dużo powiedziane, raczej była tam obecna ciałem i duchem. Kilka minut wcześniej babcia ubrała ją w nową sukieneczkę, włożyła do dziecinnego wózka i razem wyszły do parku. Teraz Klara siedząc jak królowa rozkoszowała się pięknym widokiem, aż do chwili, gdy zobaczyła rabatkę pełną drobnych żółtych kwiatków. - Babuniu, mogę kwiatuszka?- zapytała z uśmiechem na ślicznej buzi małego aniołka - Klaruniu, nie mogę dać ci kwiatuszka ,bo się spóźnimy, chyba ,że zostawię cię tutaj, popatrzysz sobie, a jak wrócę, uzbieram ci kwiatuszków i zrobię wianuszek, chcesz? Dziewczynka uśmiechnęła się radośnie i została sama. Czas mijał, a babci wciąż nie było. Klara postanowiła sama zapolować na śliczne żółte kwiaty. Niepewnie wstała z wózka i postawiła kilka chwiejnych kroków. Nigdy wcześniej nie robiła tego sama, zawsze tylko pod czyjąś opieką, w ściśle kontrolowanych warunkach. Chodzenie kojarzyła z zamkniętą przestrzenią, strachem, ciągłymi wymaganiami. Nie lubiła tego, ale teraz było inaczej, to było naprawdę wspaniałe uczucie. O czternaście lat starsza, niż wówczas, Klara uśmiechnęła się na samo wspomnienie. *** Coś wyrwało Klarę ze snu. Nie wiedziała, kiedy zasnęła, ani jak długo spała. Sądząc po egipskich ciemnościach panujących w pokoju, musiało być bardzo późno, zapewne grubo po północy. Dziewczyna pomacała dłonią w ciemności, szukając jakiegokolwiek źródła światła. Do diabła, pilnie potrzebuję światła… O ,jest… Pstryknął włącznik nocnej lampki. Ciemność rozproszyła się pod wpływem niebieskawego światła. Klara spojrzała na zegarek: pierwsza piętnaście. Rozejrzała się po pokoju szukając źródła tego hałasu, który wyrwał ją ze snu. Uśmiechnęła się widząc, że to tylko płyta spadła ze stolika. Przy okazji odkryła, że zasnęła w ubraniu, bez koca i poduszki. Zrozumiała, że tym co ją obudziło nie był odgłos spadającej ze stolika płyty, ale uczucie przenikliwego zimna. Szybko sięgnęła po koc, uznając, że nie ma sensu się przebierać, ani tym bardziej ścielać łóżka. Odwróciła się twarzą do ściany i znów zapadła w sen. Rozległ się przeraźliwy pisk budzika, co oznaczało, że trzeba już wstać. Klara wyznawała zasadę „nie ma spania, nie ma leżenia”. Natychmiast usiadła na łóżku ziewając przeciągle. Na wspomnienie nocnego przebudzenia uśmiechnęła się do siebie. Wstała, podeszła do szafy i wyciągnęła z niej ciemne jeansowe spodnie, do tego czarną bluzkę z długim rękawem i również czarną kamizelkę. Dziwne, że znów czarny, jestem pewna, że ma to jakieś znaczenie, podświadomość... *** Minęła kolejna godzina nauki. W końcu zadzwonił upragniony dzwonek. W sali lekcyjnej zapanowało rozluźnienie. Ktoś z tylnych ławek przeciągnął się leniwie, ktoś inny ziewnął przeciągle, kilka osób drzemało ukradkiem oparłszy głowę o blat ławki lub ramię sąsiada. Po sali latały mokre gąbki, kawałki kredy, słowem istne przedszkole. Klara, jako jedyna nie brała udziału w ogólnych wygłupach. Siedząc w rzędzie pod oknem wpatrywała się w zamglony krajobraz przyciskając czoło do chłodnej szyby. Na parapecie leżała książka otwarta gdzieś w połowie, ale dziewczyna nie czytała, bolała ją głowa, kolejny dzień z rzędu. Jeszcze tylko kilka godzin… wytrzymać ostatnie trzy lekcje… Banda kretynów, naprawdę nie można by zachować się odrobinę ciszej? Ostry dźwięk szkolnego dzwonka wyrwał Klarę z odrętwienia. Wyciągnęła z plecaka podręcznik, zeszyt i pióro, po czym wyprostowała się w ławce. Chwilę później w drzwiach zaplecza ukazała się filigranowa postać historyczki. - Rafał, mapa- powiedziała półgłosem i ruszyła w stronę biurka. Rutynowo odczytała listę obecności, oddała kartkówki z poprzedniej lekcji, odpytała kilka osób, po czym wstała i rozpoczęła wykład: - Obozy masowej zagłady na terenie Trzeciej Rzeszy i ZSRR były najbardziej okrutną formą walki z polskością w czasach drugiej wojny światowej. Dla lepszego zilustrowania tematu przyjrzymy się kilku tekstom źródłowym. Są to fragmenty raportów z obozów, lub pamiętników osób deportowanych w głąb ZSRR. Klaro, mogłabyś podejść i odczytać teksty? Boże Jedyny, tylko nie to, dlaczego ja, dlaczego te obozy ,akurat dzisiaj? Nie wiadomo kiedy Klara znalazła się na środku sali, po drodze potykając się o rozrzucone plecaki. Wzięła z biurka książkę i powoli zaczęła odczytywać tekst. Głos wiązł jej w gardle. W pewnej chwili natrafiwszy na opis szczególnie bestialskiego traktowania małoletnich więźniów, zamilkła. Spod wpółprzymkniętych powiek wypłynęły łzy, które daremnie starała się powstrzymać. Nauczycielka najwyraźniej nie dostrzegła problemu. Stanowczo nakazała odczytanie fragmentu do końca. Klara posłusznie wykonała polecenie, po czym uzyskała pozwolenie na powrót do ławki. Idąc poczuła zawrót głowy, zachwiała się i upadła tracąc przytomność. Rozległ się dzwonek oznajmiający koniec lekcji.
_________________ W strugach deszczu najdziwniejsze jest to, że gdzieś tam skryły się łzy, rozpłynęły marzenia...
|