Kochani!
Mam dwóch synów,od samego początku miałam problemy z ich wychowaniem,obaj ciężko klimatyzowali się na tym świecie zanim staneli mocno na tym globie i zaczeli żyć bez grubszych problemów.Do dziś mam kłopoty wychowawcze,starszy syn po dwóch latach wrócił do domu i powiedział mi"mamo musiałem spróbować,żyć na własny rachunek"Ile ja nocy nie przespałam ,jak się martwiłam,ale nie poprosiłam Go powrót -czekałam i wierzyłam ,że moje wychowanie nie poszło na marne.
Obaj nie umieli czytać,pisać,mieli problemy z pisaniem,walczyłam i WALCZĘ z głupimi nauczycielami,nawet nieraz przylałam- dziecku oczywiście. Młodszy kończy gimnazjum,przez 8 lat nie miał gorszego świadectwa jak średnia 5,3,a w zeszłym roku nawet świadectwo z paskiem,starszy w II klasie ogólniaka z bardzo dobrymi ocenami jak młodszy rzucił szkołę.
I powiem jedno dziś po latach choć szkoły nie szkończyli, nieżałuję niczego, tylko tyle,że jeszcze im za mało przykręcałam śrubkę,prałam gotowałam ,oszczędzałam ich i wyręczałam we wszystkim, nie dałam im nigdy "rozbić sobie kolana",żalowałam ipodnosiłam z każdej klęski,a nie wolno!
Tłumacz dziecku,rozmawiaj z nim,pytaj co Go dręczy i nie szukaj pomocy u psychologów ,jedna tak Baba zatrudniła mi syna w policji na kapusia,notabene za moje własne pieniądze które płaciłam za prywatne lekcje dysleksji,a kiedy nie miałam na życie to chcieli mi Młodszego do domu dziecka wziąść.
Wszystko Rób spokojnie z siostrzeńcem,nawet za cenę własnego spokoju,nie daj poznać,że Cię denerwuje i bezwzględnie wymagać i SERCE DO KIESZENI, choćby broczylo krwią bo inaczej nic z tego nie będzie.Przecież chlopak chce na kino ,na fryzjera,wtedy Ty Masz atuty w ręce i rozdajesz karty.A On niech w jakiś sposób na to pracuje? Pozdrawiam ,Daj znać co u Ciebie dziewczyno niesfornego młodzieńca!