Skok który odmienił mi życie
To miały być wspaniałe wakacje. Czekał już świeżo wybudowany domek i jezioro. Zapowiadało się cudowne lato. – Już w piątek, zaraz po pracy, nie czekając na początek urlopu, który zaczynał się w poniedziałek, zabrałem rodzinę i wyjechaliśmy nad „nasze jezioro”. Kilka godzin później, jeszcze tego samego popołudnia wszystko się skończyło. Miałem 39 lat i wiele planów. Wszystkie musiałem zmienić. – wspomina Adam Orzeł, który prawie 16 lat temu skacząc na głowę do jeziora złamał kręgosłup.
Do dziś pamięta jak z plaży do karetki pogotowi nieśli go na drzwiach w pośpiechu wyjętych z domku. Potem operacja, kilka miesięcy walki o życie, nawroty wysokiej gorączki, obojętność, depresja ale też nadzieja, że zaraz wstanie, przejdzie przez salę.
- Nic takiego się jednak nie stało. Nie umiałem nawet usiedzieć na krześle, od razu traciłem przytomność. Zwisałem jak szmaciana lalka. Nie było dobrze – opowiada.
Nie było też ochoty na rozmowy z ludźmi na wózkach, którzy pewnego dnia przyjechali do szpitala, gdzie leżeli „połamańcy”. – Kiedy ich widziałem udawałem że śpię. Nie chciałem słuchać dobrych rad, nie chciałem pomocy. Wciąż wierzyłem że wyzdrowieję i będę chodził. Kiedy jednak ma się do wyboru leżeć jak kłoda albo zacząć się samodzielnie poruszać, to oczywiste że w końcu zwycięży to drugie – mówi Adam Orzeł, który później z podobnego kryzysu wyciągnął niejednego „połamańca”: ofiary skoków do wody, wypadków komunikacyjnych czy upadków z wysokości.
- Co roku w Polsce z tego powodu na wózek trafia 500 – 600 osób. Przeważnie młodych, w pełni sił, marzeń, planów na przyszłość. Do każdego trzeba znaleźć drogę – mówi.
Najlepszą ponad 20 lat temu wymyślili Szwedzi. Opiera się na prostej zasadzie: wózkowicz pomaga wózkowiczowi, połamany – połamanemu. Tak powstał ruch Aktywnej Rehabilitacji, który pod koniec 80-siątych lat dotarł również do Polski.
To właśnie w Lublinie w sierpniu 1988 roku odbył się pierwszy obóz, który poprowadzili Szwedzi. Uczestniczyli w nim wózkowicze, którzy mieli się stać w przyszłości instruktorami. W Lublinie powstało też wtedy Stowarzyszenie Grupa Aktywnej Rehabilitacji, które działa do dziś. Adam Orzeł już kolejną kadencję jest jego przewodniczącym. Bo w końcu dał się przekonać i siadł na wózek.
- To był przełom. Od tej chwili chciałem być maksymalnie samodzielny. Miesiącami więc ostro ćwiczyłem na sali rehabilitacyjnej. . Wreszcie zdecydowałem się samodzielnie wyjechać na ulice. Dałem radę! Przyszła więc kolej na prawdziwą próbę sił: pokonałem ponad 13 km z rodzinnego Janowa Lubelskiego na Porytowe Wzgórze. – Mój tata nie wierzył, że dojadę więc asekurował mnie z samochodu. Ale udało się.- wspomina.
Jednak samo opanowanie jazdy na wózku to było zbyt mało dla Adama Orła. – Chciałem wrócić do pracy. Byłem inżynierem, z niezłym stażem zawodowym więc sądziłem, że siedząc przy biurku będę mógł wykonywać różne prace biurowe, kosztorysy itp. Nikt jednak nie chciał mnie zatrudnić – wspomina Orzeł, który w tej sytuacji zdecydował się na kontynuację nauki na studiach podyplomowych – planowanie i marketing a także kursy komputerowe.
- Dopiero po czterech latach dostałem wreszcie pracę – w Lubelskim Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych zostałem koordynatorem ds. likwidacji barier architektonicznych i przygotowałem na ten temat program, który trafił do strategii województwa. A teraz od kilku tygodni zajmuje się czymś nowym – prowadzę Lubelski Punkt Aktywizacji Zawodowej, który powstał dzięki Fundacji Aktywnej Rehabilitacji (w Polsce działa osiem takich punktów, które są współfinansowane ze środków unijnych).
Znajdują tu wszechstronną, kompleksową i całkowicie bezpłatną pomoc osoby niepełnosprawne ruchowo. – Uczymy abecadła jazdy na wózku i samoobsługi, zachęcamy do podejmowania nauki i pracy, uprawiania sportu, zdobycia prawa jazdy; pomagamy się zorientować w przysługujących niepełnosprawnym ulgach i uprawnieniach. Jeździmy też oczywiście do szpitali i domów, gdzie leżą osoby z połamanymi kręgosłupami – wyjaśnia Jerzy Zgierski, który już 15 lat jeździ na wózku a teraz także pracuje w Punkcie Aktywizacji Zawodowej.
Ważny adres:
Punkt Aktywizacji Zawodowej FAR mieści się przy Al. Kraśnickiej 127-129 w Lublinie. Jest czynny codziennie: w poniedziałki, środy i piątki od godz. 9 do 16
wtorki i czwartki od godz. 11 do 18.
Tel. (081) 526-10-24
e-mail:
punkt.lublin@far.org.pl [ Dodano: Sob Kwi 28, 2007 10:12 am ]cześć artykułu z :
http://www.niepokonani.part.com.pl/index.php?id=15