kris napisał(a):
jeżeli nie widzisz granicy między normalną a patologią to naprawdę nie wiesz o czym dyskutujesz
Nie napisałem nigdzie, że ja nie wiem, jaka jest różnica. Uważam, że granica jest bardzo płynna i wszystko zależy od definicji. Prosiłem tylko o podanie definicji rodziny patologicznej zwolennika zabijania dzieci na podstawie tej definicji, bo takowa musi być, jeżeli chce się na jej podstawie dokonywać aborcji.
kris napisał(a):
w moim pojęciu rodzina patologiczna to taka , w której panuje alkoholizm , dzieci są robione bez żadnej rozwagi jesteśmy pijani strzelimy numerek , zaszłam w ciążę to cóż będzie kolejne dostaniemy becikowe i będzie na alkohol a dzieciak sam się wychowa , po drugie dzieci są katowane bo rodzic ma zły dzień , bo mu tak się zachciało , bo lepiej spuścić wpieprz dzieciakowi niż z nim porozmawiać albo dać mu jeść by przestało płakać
To i tak jest ciągle bardzo rozmyta definicja, która rodzi więcej kwestii spornych niż wyjaśnień. Co to znaczy "panuje alkoholizm"? Ile alkoholu musi się przelewać w rodzinie tygodniowo, żeby uznać, że w niej "panuje alkoholizm"? Kto i w jaki sposób ma to sprawdzać? Kto ma sprawdzać, czy dzieci są katowane, bo "rodzic ma zły dzień"? Kto będzie na tyle odważny, by decydować, która rodzina podchodzi pod tę definicję? Nie rozumiecie, że takie określanie jest złe same w sobie, bo tworzy pole do manipulacji i nadużyć? Naprawdę tego nie widzicie czy tylko udajecie ślepych?
kris napisał(a):
bardzo dobrze że masz swoje zdanie tylko też mi się wydaje , że zawsze wiesz lepiej co nie prowadzi do celu jaki chciałbyś osiągnąć tym tematem
Tak, powiem szczerze, że wydaje mi się, że wiem lepiej. I każdy, kto bierze udział w jakiejkolwiek dyskusji, w tym także i Ty, uważa, że wie lepiej. Inaczej byśmy po prostu nie dyskutowali, bo po co, skoro każdy wie i każdego "wiedzenie" jest tak samo uprawnione? Jeżeli więc ja się zachowuję jak ten, który wie lepiej od wszystkich, to także i Ty się tak zachowujesz, bo wiesz lepiej od dziesiątek tysięcy małżeństw, czy mogą posiadać dzieci, czy może należy osoby z tej rodziny sterylizować.
kris napisał(a):
z tego zdania wynika że jest zakazana to tak jakby jej nie było
Nigdzie nie napisałem, że jej nie było. Proszę czytać ze zrozumieniem. Uważam, że była i będzie, ale to nie jest żaden argument, by ja legalizować, bo morderstwa też były i będą, ale nikt zdrowy psychicznie nie domaga się ich zalegalizowania!
kris napisał(a):
w przypadku legalnych aborcji można pozakładać przy ośrodkach wykonujących zabiegi aborcji punkty wsparcia takich kobiet wytłumaczyć im , że nie muszą poddawać się temu zabiegowi by nie musieć się zajmować wychowaniem dziecka bo po porodzie mogą się zrzec dziecka które znajdzie szybko inną rodzinę , oczywiście taka możliwość istnieje i teraz by zrzec się dziecka ale wiele kobiet o tym nie wie
I oczywiście do tego konieczne jest zalegalizowanie aborcji. Bez legalnej aborcji nie mogą powstawać takie punkty wsparcia? Nie trzeba jej legalizować, by namawiać kobiety, które jeszcze nie dokonały aborcji, by jej nie robiły. I takie punkty wsparcia, o jakich piszesz, już istnieją.
kruszynka napisał(a):
Ale kto ma prawo do decydowania, że śmierć matki będzie lepsza niż dziecka? Skoro będąc w ciąży jest zagrożenie jednego z nich, ktoś musi podjąć decyzje kogo zostawić przy życiu, prawda ?
Prawda, dlatego obecnie mamy przepis mówiący, że w razie zagrożenia życia matki aborcja jest dozwolona. Tego tu chyba nikt nie podważa. :)
LC napisał(a):
Dla mnie żadną różnicą jest zabić dziecko w trakcie ciąży, a po porodzie. Taki sam ból, takie samo cierpienie.
Dokładnie. Skoro się chce zabić dziecko w pierwszych tygodniach po zapłodnieniu, to dlaczego nie pójść dalej i domagać się możliwości zabijania dziecka na miesiąc przed urodzeniem, na tydzień przed urodzeniem, zaraz po urodzeniu, tydzień... miesiąc... dwa miesiące po... Gdzie leży ta granica, od której jest to jeszcze dopuszczalne, a kiedy jest to zbrodnią? I kto ją może wyznaczyć? Według mnie nikt.
Małgośka napisał(a):
Jednak gdzieś tam w podświadomości odnoszę wrażenie,że aborcja jest jednak mniejszym ZŁEM niż wrzucenie noworodka do rzeki.
No właśnie - to jest tylko wrażenie. Maleńki płód wyglądem po żadnym kątem nie przypomina człowieka, więc powstaje wrażenie, że to nie jest człowiek, więc i łatwiej jest wtedy uznać, iż można to usunąć bez niepotrzebnego nadwyrężania sumienia. A przecież każdy z nas był kiedyś tym maleńkim płodem, zlepkiem komórek. A zatem to jest człowiek, tylko we wstępnej fazie rozwoju.
kris napisał(a):
i pewnie pewien osobnik zarzuci mi znowu , że tak będzie jest tylko prawdopodobieństwem ale ja nadal uważam , że sytuacje życiowe nie są pewnikiem a tylko prawdopodobieństwem , które w taki czy inny sposób można przewidzieć .
Po pierwsze, przeczytaj swoją wypowiedź jeszcze raz i zobaczysz, że sam sobie zaprzeczyłeś
A po drugie: albo prawdopodobieństwo - albo przewidzieć. Jeżeli prawdopodobieństwo oddania dziecka po urodzeniu do domu dziecka wynosi 25%, a utopienie go w rzecze po porodzie wynosi 75%, to 1/4 dzieci będzie zabijana niesłusznie! Nie widzisz tego? 1/4 dzieci, która mogła żyć, będzie zabijana dlatego, że 75% innych miało pecha, bo te 75% i tak zginie po porodzie. Ewidentnie na tym przykładzie widać, że wolisz zabić wszystkich, niż pozwolić przeżyć tej 1/4, bo te 3/4 i tak, według Ciebie, zginie. Czy tylko ja widzę, że jest to niedorzeczne i chore?
Podkreślam: to tylko przykładowe liczby. Ja nie wiem, jakie są statystyki i ile rzeczywiście wynosi to prawdopodobieństwo. Domyślam się, że skoro Ty, krisie, traktujesz to jako swój główny argument za aborcją, masz odpowiednie dane.
Jeżeli tak, to może je przedstaw i jeżeli prawdopodobieństwo utopienia noworodka w rzecze lub wyrzucenie go na śmietnik będzie nimal stuprocentowe, czyli już nie prawdopodobieństwo, ale pewność, tak jak Ty uważasz, wtedy przyznam Ci rację i ogłoszę swoją pomyłkę. Ale już mówię, że pewności po prostu nigdy mieć nie będziesz, więc szkoda zachodu. A wiesz dlaczego? Bo jasnowidzem nie jesteś, ani Ty, ani lekarze, ani statystyki, ani nawet matka, która zachodząc w ciążę już wie, że po urodzeniu wyrzuci dziecko. Ona ma 9 miesięcy, by zmienić zdanie, a Ty ją chcesz tej możliwości pozbawić. A zdanie można zmienić z bardzo różnych powodów, jest ich setki tysięcy.
Aggaxx napisał(a):
Gdzie tu poszanowanie ludzkiego życia? A co z przykazaniem "nie zabijaj"?
Bardzo dobrze napisałaś. Obecnie nie chodzi o poszanowanie ludzkiego życia, ale o poszanowanie jakości życia. Aborcja służy przecież niczemu innemu, jak wyeliminowaniu kłopotu. Ci, co chcą jej zalegalizowania, traktują dziecko nie jak żyjącego człowieka, ale jako problem, który można wyeliminować jednym zabiegiem. Na szczęście sumienia się tak po prostu nie da wyeliminować. A po co chcą się pozbyć problemu? Wcale nie dlatego, że się szanuje ludzkie życie, ale żeby za wszelką cenę sprawić, by ludziom "żyło się lepiej". Oczywiście - z powodu współczucia, o którym już wcześniej pisałem.
Aggaxx napisał(a):
Tyle się mówi, nawet na tym forum, o ludzkiej znieczulicy, o braku poszanowania drugiego człowieka..... Jak może być inaczej kiedy się chce unieważnić jedno z najważniejszych praw człowieka - prawo do życia i jedno z najważniejszych przykazań - nie zabijaj!
Racja. A największą znieczulicę wykazują ci, dla których ludzkie życie nie zależy od tego, że samo w sobie jest ludzkim życiem, ale od tego, jakie ono będzie. Dokonuje się wartościowanie, według którego wykonywana jest zbrodnia. Ci w lepszej sytuacji - przeżyją, ci w gorszej - niestety nie. Ale to oczywiście zwolennicy prawa do życia są określani jako "nieczuli" na ludzką krzywdę.
turkus10 napisał(a):
A poza tym, jesteśmy katolikami, więc po co ta dyskusja?
Jak widać, dla niektórych fakt, że się jest katolikiem, w żaden sposób nie jest wiążący. ;)
Na koniec chciałbym rzucić jeszcze dwa cytaty, z którymi się zgadzam:
1. Janusz Korwin-Mikke powiedział: "Jestem przeciwnikiem aborcji, bo, jak pokazuje życie, wyskrobano nie tych, co trzeba".
2. Rafał A. Ziemkiewicz, odpowiadając postępowcom biadolącym o tym, że płód ma więcej praw niż kobieta (choć przecież kobiety nikt nie ma zamiaru zabijać, więc o co chodzi?), odpowiedział, że można dać kobiecie te same prawa, co płodowi, skoro płód ma ich więcej: można zezwolić mężczyźnie na wyskrobanie "niechcianej" żony.
A ja dodam od siebie, że jeżeli mamy rodzinę, powiedzmy, patologiczną, gdzie mąż jest alkoholikiem, który przynajmniej raz w tygodniu musi przypieprzyć swojej żonie, to zdecydujmy, by w imieniu prawa można było kobietę zabić. W końcu to będzie dla niej dobre, po co ma się męczyć przez całe życie.
Aha, zapomniałem dodać, choć to oczywiste - a wszystko ze współczucia tej kobiecie...